Dzieci, Rodzice

Z nosem w ekranie

20 maja 2019

Z nosem w ekranie moi chłopcy najchętniej spędzaliby całe dnie. Gdy czasem dawałam im wolną rękę, (bo weekend, bo strajk nauczycieli), to potrafili cały dzień nie wyściubić nosa z pokoju. Gra na konsoli była wszystkim czego potrzebowali. Mam wrażenie, że czas stawał im w miejscu, bo na pytanie ile już grają, zawsze padała ta sama odpowiedź: niedawno zaczęliśmy!

Znasz to? Twoje dziecko też najchętniej spędzałoby czas na grach, lub oglądaniu filmików w telefonie? Czy nigdy nie poczułaś zagrożenia ze strony technologii? Ja przyznam Ci szczerze, poczułam i to dość dotkliwie. I choć nigdy chłopcy nie spędzali czasu w grach bez ograniczeń, okazało się, że ograniczenia, które brzmiały dość sensownie okazały się dla nich zbyt mało restrykcyjne.

Jak to było u nas i dlaczego nie zadziałało?

Gdy chłopcy zaczęli grać namiętnie w jedną z gier na PS, jeszcze ślepo wierzyłam, że sami będą w stanie w miarę sensownie ją sobie dozować. Nic bardziej mylnego. Gra potrafiła zatrzymać ich przed ekranem na długie godziny i zawsze było im jej mało. Uzgodniliśmy, że w tygodniu będą grać po godzinie dziennie (szkoła zobowiązuje), za to w weekend mają czas nieograniczony. Byłam pewna, że to dobre rozwiązanie, aż do pierwszego weekendu, który to szybko zweryfikował. Chłopcy w piątek, tuż po przyjściu ze szkoły popędzili do swojego pokoju, z którego wyszli….w niedzielę! Oczywiście schodzili do toalety, czy na obiad (który zjadali na wyścigi), ale poza tym żadnej innej aktywności trudno było szukać. Co tam piękna pogoda za oknem! Oni woleli spędzić czas z grą, a na każdą moją propozycję wyjścia z domu mówili: przecież jest weekend i nam pozwoliłaś grać. Już podczas pierwszego weekendu wiedziałam, że pomysł z nieograniczonym czasem gry jest totalnie bez sensu. Nawinie wierzyłam, że oprócz gry na PS będą sami chcieli wyjść na dwór, na deskę, czy do kolegów. Przetrawiłam część piątku i niemal całą sobotę. Wieczorem, gdy Franek nerwowo rzucił padem, bo nie udało mu się przejść kolejnego poziomu w grze powiedziałam: dość! Stanęło na tym, że w ciągu tygodnia mają godzinę gry, a w weekend po 4 godziny. Mogli sobie rozłożyć czas jak tylko chcieli. Jeśli grali non stop w piątek, sobotę i niedzielę spędzali aktywnie na dworze. Gdy zniknęła możliwości nieograniczonego grania na PS, nagle do łask powróciła deska, czy piłka nożna. Wtedy naprawdę zrozumiałam, że my rodzice mamy przeogromny wpływ na zdrowie naszych dzieci. Przecież gdyby mieli wybór (co już udowodnili pierwszego weekendu) graliby non stop, nie wstając od konsoli. Po roku z aktywnych młodych chłopców staliby się otyłymi dziećmi z problemami. Nigdy wcześniej aż tak obrazowo tego nie dostrzegłam.

Należy znaleźć zdrową równowagę

Żeby nie popełnić takiego błędu, jaki ja popełniłam dając chłopcom wolną rękę do gier podczas weekendu, należy zastanowić się, czy nie wezmą tego tak dosłownie jak moi synowie. Czasem mówiąc: w weekend nie ma szkoły, wtedy możecie grać ile chcecie, sami na siebie kręcimy bat. Moi chłopcy przyczepili się tego zdania do tego stopnia, że kwitowali nim szybko każdą moją próbę odciągnięcia ich od telewizora. Wiedziałam, że muszę znaleźć złoty środek. Gdy Antek przyniósł na półrocze kartkę z ocenami, które delikatnie mówiąc były poniżej jakichkolwiek oczekiwań, dostał zakaz grania w tygodniu w ogóle. O dziwo, kompletnie nie protestował, bo chyba wtedy do niego dotarło, że ta gra działa na niego destrukcyjnie. Nie dość, że towarzysko przestał się w ogóle udzielać, to jeszcze nauka, która wcześniej nie sprawiała mu problemów, nagle stała się zbyt trudna do opanowania. Skupiliśmy się na poprawieniu ocen, co przyszło mu dość łatwo i szybko. Granie jedynie w weekend stało się normą i chłopcy zaakceptowali ten stan dość spokojnie i naturalnie. Byłam mocno zdziwiona widząc wcześniej, jak bardzo ta gra ich osacza i otumania. Byłam pewna, że będą się wykłócać, na szczęście chyba udało mi się wstrzelić w jeszcze odpowiedni moment. Obserwując ich zachowania podczas gry mogę śmiało stwierdzić, że dziecko bardzo szybko może wpaść w nałóg grania, a jego cały świat zacznie kręcić się wokół gry. Myślę, że paradoksalnie te gorsze oceny nas uratowały przed większymi problemami. W obliczu złych ocen Antek bał się dyskutować, gdyż miał świadomość, że mogę grę skonfiskować na znacznie dłuższy czas. Zanim gra pojawiła się w domu, odbyliśmy poważną rozmowę, że nie wpłynie ona ujemnie na naukę. Dlatego ja mogłam bez problemu postawić warunki, które syn musiał zaakceptować bez marudzenia. Dzięki temu gra nadal jest w użyciu,  nie stanowi jednak zagrożenia uzależnienia, co wcale nie jest takim rzadkim zjawiskiem.

Jak nauczyć dziecko mądrze korzystać z technologii?

Hipokryzją z naszej strony byłoby zakazywanie dziecku korzystania z technologii, podczas gdy sami siedzimy w niej po uszy. Problemem nie jest sama technologia, a rozsądne korzystanie z niej. Na własnym przykładzie pokazałam Ci, że nie od razu znalazłam złoty środek i musiałam zmierzyć się z chwilową niemocą, która dopadła mnie w wyniku nieprzemyślanej decyzji odnośnie czasu grania moich synów na konsoli. Nic jednak bardziej mnie nie złości, jak zrzucanie całego zła na technologię, z której sami tak chętnie korzystamy. Nasze dzieci urodziły się w czasach, w których korzystanie z dobrodziejstwa technologii jest rzeczą całkowicie naturalną. Od nas jedynie zależy, czy owa technologia będzie dla nich szklaną pułapką, czy szansą na rozwój. O tym, jak szkodliwe jest nadmierne przesiadywanie maluchów przed ekranem telewizora wiemy doskonale. Powstało na ten temat wiele artykułów i poradników, które uczą nas jak spędzać czas z dzieckiem z dala od telewizora. A w jaki sposób wychować dzieci w sieci? Jak znaleźć równowagę pomiędzy technologią a prawdziwym życiem? Jak dostrzec dobrodziejstwo w technologii i wykorzystać je jak najlepiej,  by stała się szansą, a nie zagrożeniem? Zamiast siać panikę wokół mediów cyfrowych, może wystarczy nauczyć się w sposób rozsądny ich używać? Ostatnio wpadła mi w ręce fantastyczna książka, która wreszcie nie straszy zagrożeniem jakie niesie za sobą technologia, a pokazuje szanse na rozwój naszych dzieci dzięki niej. To wyważony głos rozsądku, który łączy wyniki badań naukowych z doświadczeniem mądrych rodziców, dzięki czemu powstał przewodnik o tym, jak wychować dzieci w świecie wszechobecnej technologii. Ja dzięki tej książce naprawdę na wiele rzeczy spojrzałam inaczej. Wyrzuty sumienia, które czasem pojawiały się w mojej głowie już po włączeniu telewizora dzieciom, zamieniły się w niedowierzanie, że w ogóle mogłam je czuć. Polecam Ci przewodnik „Z nosem w ekranie” A. Kamenez. Sama zobaczysz, że technologia w życiu Twojego dziecka ukaże Ci się z zupełnie innej strony.

Podobne wpisy

No Comments

Leave a Reply