Kobieta, Rodzice

Uzależnienie od internetu – czy istnieje naprawdę?

6 stycznia 2016
Uzależnienie od internetu to mit? Czy zastanawiałaś się czasem, co by było gdyby nagle zabrano Ci internet? Ja tak. W tych myślach była to totalna katastrofa. Byłam pewna, że nie potrafiłabym już bez tej technologii funkcjonować. Bez niej i bez moich działań w sieci. Tymczasem tuż po świętach zniszczeniu uległ mój laptop, a zaraz po nim telefon. I choć na siłę znalazłabym jakieś wyjście, by dorwać się do neta, nie walczyłam o to. Pozwoliłam sobie na świadome i było nie było przymusowe z racji braku sprzętu odcięcie. Im dłużej to trwa, tym paradoksalnie mi z tym lepiej. Nie czuję presji, że muszę, że powinnam.

Może wynika to z tego, że to jest jedynie część mojego życia, a może z tego, że moje życie kręci się zawsze na najwyższych obrotach i zwyczajnie nie mam czasu by żałować, czy się niepotrzebnie zamartwiać. Tak, czy siak dziś cieszę się z takiego obrotu sprawy – bo uświadomiłam sobie bardzo wyraźnie, że tak naprawdę jestem wolnym człowiekiem. Nie jestem w żaden sposób uzależniona od „muszę”, czy „tak należy”. To ja decyduję o tym, co dziś zrobię i na pewno nie decyduje za mnie żadna technologia, czy urządzenie. Telefon? Zauważam brak jedynie wtedy, gdy muszę się z kimś skontaktować. Nie ma we mnie potrzeby noszenia go stale przy sobie, a już na pewno nie odczuwam braku śledzenia wszystkiego co dzieje się na facebooku. I choć nic złego w tym nie widzę (w końcu też to czyniłam i pewnie czynić będę), to przeraża mnie to, że są ludzie którzy bez tego funkcjonować nie potrafią. Zaczynają i kończą dzień lajkiem i nic co udostępniane nie przejdzie ich uwadze. Telefon i laptop staje się władcą ich świata. Wytycza drogę, planuje dzień, zabiera chęć obcowania z żywym człowiekiem. Pamiętacie memy na których przedstawiona jest współczesna rozmowa? Siedzi grupka ludzi w tym samym pomieszczeniu, ale zamiast rozmawiać każdy zatopiony jest w swoim telefonie. Śmieszne? Tak mi się wydawało. Do momentu, w którym sama taki obrazek zobaczyłam. To straszne, pomyślałam wtedy, że te wszystkie prześmiewcze rysunki są prawdziwe! Że są ludzie dla których ślęczenie w telefonie będzie ważniejsze niż żywa rozmowa. Uzależnienie od internetu istnieje naprawdę! Zrozumiałam, że ja tak nie chcę. Nie pozwolę nigdy w życiu rządzić sobą żadnej materialnej rzeczy. Dla mnie najważniejszy jest człowiek. Żywy człowiek. Ogromnym nietaktem jest ignorowanie innych siedząc jak w hipnozie we własnym wirtualnym świecie. A tak właśnie się dzieje. Jesteś u kogoś i zamiast poświęcić swój czas rozmowie, wspólnie wypitej kawie, ciekawości co u niej/ u niego – siedzisz niby przy jednym stole, ale z telefonem w ręku. Pudełko zastępuje Ci wszystko. Masakra, prawdziwy kubeł zimnej wody.

I choć dla mnie nigdy nie stanowiło problemu wyłączenie się u kogoś, tak w domu wiele razy myślałam: „chwila, ja MUSZĘ teraz tam kliknąć, zobaczyć, odpisać, być”. A guzik prawda! Ja nic nie muszę! Ja będę, gdy to, co namacalne przestanie mnie w tej chwili potrzebować. Bo właśnie TO jest najważniejsze. Właśnie TO. Bo idąc dalej w wyobraźnię, zabierają mi internet – ja żyję normalnie. Mam przecież dla kogo. Mam ludzi wokół, którzy byli, są i będą w stanie zastąpić mi każde kliknięcie. Mam ich, bo zawsze byli ważni – nigdy nie musieli konkurować z wyimaginowanym światem. Co się dzieje w przypadku ludzi uzależnionych od wirtualu, gdy nagle odcina się im „świat”? Wolę nie myśleć, samotność to jedyne właściwe określenie które mi się na myśl nasuwa. Uzależnienie od internetu niszczy co ludzkie.

Podsumowując Kochani, mam małe przesłanie. Jest na tyle ważne i wartościowe, że pisze o nim blogerka, niejako strzelając sobie w kolano. Chcę, byście zawsze pamiętali, że prawdziwe życie to coś więcej niż postępująca technologia. Prawdziwe życie to wciąż ludzie, ci namacalni. Ci, którzy pogłaszczą po głowie, gdy będzie ci smutno, ci którzy wsadzą swój tyłek do auta, gdy będzie działa ci się krzywda, ci którzy będą współodczuwać twoją radość gromkim śmiechem, a nie kolejnym lajkiem pod fotografią. I choć z całych sił zaciskam kciuki za wasze sukcesy blogowe, proszę nie zgubcie po drodze największych wartości. Bądźcie dla innych żywym organizmem, nie wirtualną kreacją. Uzależnienie od internetu niech nigdy nie będzie Waszym problemem.

Z uściskami noworocznymi :*

uzależnienie od internetu.jpg

 

Podobne wpisy

8 komentarzy

  • Reply Rivulet 6 stycznia 2016 at 16:05

    Na szczęście bez internetu mogę żyć bez problemu i od czasu do czasu robię sobie specjalnie przerwy… Natomiast mam znajomych uzależnionych od FB, blogowania, poczty itd. Śmieszne swoją drogą, bo jeszcze nie tak dawno internet mieli nieliczni, a cała reszta radziła sobie spokojnie bez niego. A teraz? Dużo młodych ludzi zwariowało na jego punkcie, niestety. Nie rozumiem też, po co dzieciakom dostęp do internetu i smartfony, dla mnie to paranoja. Ale ja generalnie nie z tej epoki chyba jestem :D

  • Reply Mama Zuzi i Zosi 6 stycznia 2016 at 16:12

    Ja pracuję przy pomocy internetu więc zdecydowanie jego brak byłby dla mnie katastrofą.
    Ale gdy są święta lub jestem u mamy to nie rozpaczam, ze nie mam dostępu do niego – mogę wtedy odpocząć.
    Co do uzależnienia to jest coś takiego i ja uważam się za osobę uzależnioną bo w normalne dni nie potrafię nie wejść na bloga, maila czy fb.

  • Reply 4 razy M 6 stycznia 2016 at 19:04

    I ja byłam świadkiem randki na której on i ona przeglądali fb – każdy w swoim telefonie. Od czasu do czasu wymieniali się swoimi opiniami na temat któregoś postu. Masakra!!!! Żal mi tych młodych ludzi.

  • Reply Noelka 7 stycznia 2016 at 09:32

    Cóż powiedzieć.
    Sama święta nie jestem. Ni chu chu. No rządzi ten fejs, no nie ma co się oszukiwać…
    Zaczęłam ostatnio kontrolować swój czas jaki spędzam na internecie, bo zauważyłam że robi się zbyt długo. I trwonię ten czas bezmyślnie zamiast robić coś konkretnego. Dlatego staram się więcej czasu poświęcać na rozmowę z drugim człowiekiem telefonicznie (Ale nie lubię bo mi się język pląta :P) a najlepiej w cztery oczy (O! to już lubię). Latem jeszcze nie jest źle. Wtedy nudę można zamienić na pójście na spacer, a nie bezmyślne gapienie się na monitor. W zimie jest mi ciężej. Ale zauważyłam że gdy przeholuje to gorzej się czuje fizycznie… Ale no co się oszukiwać? Fejsbuk pomaga mi w kontakcie. Bo tam najszybciej kogoś złapię, mogę porozmawiać… Dużo moich znajomych mieszka w innych miastach, województwach… A do tego blog. Blog to już spora część mojego życia. Piszę u siebie (No dobra, nie za często, ale cii ;) )i czytam u innych. I to jest moje hobby, ale cieszę się że prócz tego mam chociażby swoje kartki, czy książki. Bo zawsze jest powód by wyłączyć komputer i nie marnować oczu.
    Gdy byłam młodsza było gorzej. Internet to był mój pocieszacz, jedyna forma spedzania czasu. Wolałam rozmawiać z kimś wyłącznie przez komunikatory niż na żywo. A potem… Kubek zimnej wody. Bo ta mania stukania w klawiaturę zabrała mi coś cennego-przyjaźń. Bo spotkania zaczęły się przeradzać w milczące przeglądanie internetu bez celu… Zabrakło tematów do rozmów… I trach. Więc lekcja jest. Na całe życie…
    Dziś wiem że kontakt przez internet nie zastąpi tego na żywo. Nie można przytulić. Spojrzeć kogoś w oczy, czy choćby wypić kawy… O wiele lepiej jest się spotkać.
    Sprawy nie ułatwia internet w telefonie. Przyznam się że wiele razy przeglądam w czyjejś obecności internety, co jest bardzo niegrzeczne… I staram się na tym pracować. Nie ma się co oszukiwać. Internet nie przytuli ;) skradnie za to cenny czas… I podstępnie wciągnie na amen.
    Obym nigdy się temu nie poddała całkowicie. Bo choć internet jest moim dużym oknem na świat (sama wiesz, trochę mnie już znasz i moją sytuację.) , to naprawdę nie chce od niego uzależniać swego życia. I mam nadzieję że tak pozostanie.

    Blaa, jakoś chaotycznie się wypowiedziałam.

    Buziaki :* dziś tylko emotkowe, ale mam nadzieję, że kiedyś znów na żywo! Mimo wszystko na internet nigdy do konca się nie obrazę. Bo dał mi jednak jakieś korzyści. Np poznałam Was ;)

  • Reply Noelka 7 stycznia 2016 at 09:34

    PS A że jesteś trochę taki mój mentor to od dziś obiecuje jeszcze bardziej kontrolować swój czas na internetach! ;)

  • Reply Agata 8 stycznia 2016 at 16:08

    Pewnie, ze takie uzaleznienie istnieje! Ja sama jestem uzalezniona! Jak w pracy padnie serwer, to nie wiem co z soba zrobic! ;) Inna sprawa, ze bez internetu w mojej pracy nie da sie NIC zrobic, bo nawet dostepu do wewnetrznych plikow nie bedzie. :)
    A tak prywatnie jestem uzalezniona od blogowiska. ;)

  • Reply Sylwia B 23 stycznia 2016 at 18:46

    Myślę, że najważniejsze to zachować dystans. Na początku stycznia padł mi laptop, na nowy musiałam poczekać ponad tydzień. Na początku był wielki stres, jak ja dam radę bez nowych wpisów, komentarzy… Po kilku dniach już myślałam o tym obojętnie, bo zdążyłam sobie przypomnieć, ile przyjemności dają nam sprawy życia w „realu”. Taki kilkudniowy detoks przydałby się każdemu od czasu do czasu:)

  • Reply owca 25 października 2016 at 08:25

    znalazłam tego posta z ciekawości szukając informacji na temat uzależnienia od Internetu. uważam że samo uzależnienie nie istnieje jako-takie, a artykuł na wiki jest napisany na podstawie artykułów z lat 90. i wczesnych 2000. wszystkie opisane tam problemy brzmią dla mnie jak próba leczenia homoseksualizmu. bo to problemy ludzi, którzy zostali odrzuceni na rzecz kogoś kto spełniał rolę rodziny lepiej niż oni. ja sama bez internetu nie mogłabym funkcjonować, gdyż jest to jedyny sposób komunikacji z moim chłopakiem, który mieszka w innym kraju. jestem uzależniona? jasne. od kontaktu z osobą którą kocham. co, jak mi się wydaje, jest dokładnie tym o co chodzi rodzicom, którzy chcą leczyć dzieci z „uzależnienia”. tylko nie zdają sobie sprawy, że po prostu nie mają sobą nic do zaoferowania.

  • Leave a Reply