Kobieta, refleksje

Szkoła Żon powinna być obowiązkowa!

20 stycznia 2017

„Szkołę Żon” podrzuciła mi przyjaciółka, a ja pochłonęłam ją w dwa dni. Jak przykleiłam się do stronic książki, nawet smród przypalonego makaronu w psim garze nie zrobił na mnie wrażenia. Aż wypaliła się dziura. Czarna jak noc listopadowa. Co tam jakiś głupi garnek, pomyślałam, skoro my kobiety mamy tak przechlapane.

Mamy przechlapane!

No, bo mamy. Skoro nawet książki powstają o tym, jak jesteśmy odzierane z wyjątkowości, porzucane i okłamywane. Jak złe opinie i złe traktowanie wpływają na naszą samoocenę. Jak przeglądamy się w oczach swoich partnerów (nie zawsze wychodzi to niestety na dobre) i zaczynamy powtarzać: „jestem beznadziejna”. Dlaczego do diaska nie tupniemy nogą i nie krzykniemy, że to nieprawda? Dlaczego mamy tak skonstruowaną psychikę, że te słowa wwiercają nam się w każdą cząstkę ciała i eksplodują w najmniej pożądanym momencie?

Jestem beznadziejna!

Jestem beznadziejna, bo moje dziecko ciągle płacze. Jestem beznadziejna, bo szef ma zły humor. Jestem beznadziejna, bo On znalazł sobie kochankę. Jestem beznadziejna bo nie zasłużyłam na szacunek i  prawdę. Zaczynamy obwiniać się za śnieg zimą i zbyt ostre słońce latem. Każdy kataklizm byłby pewnie bardziej znośny, gdybym ja była lepsza. A co znaczy lepsza? Dlaczego z taką pokorą przyjmujemy krytykę, a choćby najmniejsza oznaka  podziwu wciąż budzi zmieszanie?

Na szczęście są wyjątki

Oczywiście nie każda z nas jest taką sierotą. O nie. Nie każda dała włożyć sobie na szyję chomąto i pozwoliła prowadzić się przez życie. Wiele jednak drepcze przygarbionych pod ciężarem złych spojrzeń i umownych znaków, których Ty zapewniam nawet nie dostrzeżesz. Lepiej przemilczeć i nie sprawdzać ile jeszcze podłości i przykrości jesteśmy w stanie zarzucić na grzbiet. Łatwiej zapobiegać, niż leczyć duszę z kolejnych kompleksów. Nawet jeśli on mówi, że to nieprawda, że to w gniewie. Mistrz nawet różę zamieni w pokrzywę. I parzy później ten krzaczun aż do krwi.

Szkoła Żon

Czytałyście Szkołę Żon? Magdalena Witkiewicz idealnie dobrała bohaterki. Jedna starsza, druga młodsza, tamta szczupła jak gazela, kolejna z problemem nadwagi. Rozwódka, zakochana i ta, dusząca się w koszmarnym małżeństwie. Każda inna, a w sumie wszystkie takie same. Wszystkie stęsknione szacunku i prawdziwej miłości. Wszystkie beznadziejne – choć każda wyjątkowa. Przeczytałam jednym tchem. Znalazłam tam siebie i Ciebie. Znalazłam również moje przyjaciółki, koleżanki i kobiety mijane na ulicy. Książka o nas. O tym kim się stajemy, będąc w złych związkach, kim jesteśmy gdy jesteśmy szczęśliwe i kim być umiemy, gdy nie podcina nam się skrzydeł. Jak wielka jest siła kobiet, gdy przestajemy patrzeć na siebie negatywnie. Jak wiele możemy, gdy dopuszczamy do siebie myśl, że jesteśmy wyjątkowe. W końcu jak wiele nam się udaje, gdy wyrzucimy ze swojego słownika słowo „beznadziejna”.

Erotyk i wino

Oczywiście „Szkoła Żon” nie jest tylko na serio. Czytając o szkole, w której każda kobieta staje się boginią, pomimo całej wcześniejszej swej beznadziejności  mam wrażenie, że autorka nieźle popłynęła. Zaczynam wyobrażać sobie jak siedzi z kieliszkiem wina i zapełnia kolejne czyste kartki coraz śmielszymi akcjami. O dziwo, kompletnie mi to nie przeszkadza. Czytam o erotycznych masażach i orgazmach stulecia leczących umysł i ciało, myśląc że to działa! Szkoła Żon to miejsce, gdzie leczy się rany, podnosi z kolan po przejściach, wreszcie odkrywa własną kobiecość. Co za różnica kto jest producentem lekarstwa? ;).

Moja kobiecość

I choć kompletnie nie myślałam, że ta książka skłoni mnie do rozważań nad własną kobiecością, ta skłoniła. Miała być lekkim czytadłem, odskocznią a dała do myślenia. Znalazłam w niej mocny, mądry przekaz. Wbiłam sobie jeszcze bardziej do głowy i serca, że my kobiety oprócz obowiązków mamy również prawa. Nie musimy wciąż być najlepsze i nieomylne, zawsze wspaniale zorganizowane i bezbłędne. Mamy prawo czuć się także totalnie do dupy. Być kruchymi, płaczliwymi kobietkami, liczącymi na twarde, męskie ramię w czasie zwątpienia. Nie możemy zapominać o sobie, dawka zdrowego egoizmu nikomu jeszcze nie zaszkodziła.

Jesteśmy wyjątkowe!

Książka, pomimo szczerego zachwytu była tylko pretekstem do tego wpisu. Już dawno nosiłam się z zamiarem napisania o tym, jak my kobiety wysoko stawiamy sobie poprzeczkę. Jak łatwo dajemy wmówić sobie, że jesteśmy beznadziejne i jak wielki mamy problem z odbudowaniem później samooceny. Pora zatrzymać się i pomyśleć: jesteśmy świetne! To głównie od nas samych zależy, jak świat zacznie nas postrzegać. Dziewczyny! Głowa do góry, pierś do przodu i na pohybel wszystkim, którzy czerpią satysfakcję z podcinania nam skrzydeł. Nie dajmy utopić się w morzu wyimaginowanych kompleksów. Czas na zmiany. Czas na przepustkę do lepszego świata!

 

 

Podobne wpisy

11 komentarzy

  • Reply Justyna Komada 20 stycznia 2017 at 19:43

    Idę za Tobą! Aż mam ochotę zatrzymać tramwaj, krzyczeć na całe miasto i takie tam ;). Odezwa do narodu normalnie! Tak na mnie ten wpis podziałał!

    • Reply Marta 25 stycznia 2017 at 16:11

      Z Tobą to świat nie miałby z nami szans ;) :*

  • Reply Nefertari 20 stycznia 2017 at 19:46

    Oł jeach! ;D

  • Reply Ania 20 stycznia 2017 at 20:26

    Ostatnio pochłaniam książki. Skaczę epokami od czasów współczesnych po powojenne i te, które jeszcze nie miały prawa się zdarzyć. W każdej książce odnajduję postać silnej kobiety, pewnej siebie wiedzącej czego chce i czego mieć nie może. Jesteśmy i byłyśmy zawsze wyjątkowe. Uśmiecham się z pod książki do męża i mówię: ” Różnisz się od Lorda Henrego..” Bo w każdej z tych książek mężczyzna mniej lub bardziej dosadnie pokazany jest jako życiowy tchórz i niedorajda. Mężczyźni, którzy mają żonę są cholernymi szczęściarzami.

    • Reply Marta 25 stycznia 2017 at 16:11

      Cudowny komentarz :). Pozdrawiam Cię serdecznie :).

  • Reply syla 21 stycznia 2017 at 18:14

    Polecam druga część Pensjonat marzeń:) ale i zamek z piasku i ostatnia na liście:)

    • Reply Marta 25 stycznia 2017 at 16:09

      Na pewno przeczytam :).

  • Reply Wierszokletka 21 stycznia 2017 at 18:32

    „Szkoła żon” jest świetna! Od niej zaczęła się moja przygoda z Magdą :). A „Pensjonat marzeń” już przeczytałaś?

    • Reply Marta 25 stycznia 2017 at 16:09

      Czytam właśnie Pensjonat Marzeń, boskie książki :).

  • Reply Zwykła Matka 23 stycznia 2017 at 13:57

    Czytałam zarówno Szkołę żon jak i Pensjonat marzeń. Byłam zachwycona!

    • Reply Marta 25 stycznia 2017 at 16:08

      Ja czytam właśnie Pensjonat Marzeń :). Świetne książki!

    Leave a Reply

    Przepisz wynik *