Dzieci, Rodzice

szkoła nas lubi :)

24 października 2014

Edukacja chłopców wszystkim wychodzi na dobre.
Po niewielkich ubytkach (jelitówka nikogo nie oszczędziła), maszerują do szkoły codziennie, z wysoko podniesionymi głowami, radośni i chłonni jak gąbki.
Franuś się uspokoił, wyciszył (nawet nie wiem kiedy!), nie ucieka na wycieczki po szkole, nie wymusza zakupów w szkolnym sklepiku. Ba! przynosi dyplomy za wzorowe zachowanie, a co za tym idzie, zaprzestał ich zazdrościć bratu. Sielanka.
Szkołę sobie chwalę (nie mogę mówić przedszkole, więc nie mówię;). Widzę, jak Oni są w niej szczęśliwi i to jest dla mnie główny wskaźnik tego, jak placówka funkcjonuje.
Owszem, mogłabym szukać czegoś, czego mogłabym się przyczepić, ale jestem od tego bardzo daleko.
Nawet jeśli wydaje nam się, że Pani mogłaby się lepiej postarać, pamiętać należy ilu uczniów ma pod sobą. Ja czasem z czwórką nie ogarniam, więc czapa z głów i ukłon do podłogi.
Dzieciaki są różne. Jedne bardziej, drugie mniej wrażliwe. Jedne kłótliwe i głośne, inne wycofane i ciche. Zająć dzieci tak, by wszystkie niezależnie od charakteru współpracowały, to nie lada wyzwanie.
Dla mnie nauczyciele zawsze będą bohaterami
(pomijam jednostki, które ewidentnie zawód pomyliły;)

Sięgam pamięcią do czasów, gdy moja mama przynosiła sprawdziany i dyktanda swoich uczniów, do sprawdzenia w domu.
Wspinałam się do stołu, i podglądałam…..i wyszukiwałam te błędy ortograficzne, pokazywałam paluszkiem, a w duchu marzyłam, by choć raz wyrwać mamie ten czerwony długopis i samodzielnie podkreślić „byka”.
Jak ja Jej zazdrościłam tej władzy, o mamo! ;))
Z uśmiechem również wspominam czas, gdy w szkole podstawowej, w której moja mama była dyrektorem, a do której ja chodziłam, uczniowie mi dokuczali, twierdząc że mam fory, że córka dyrektorki nic nie musi.
Było mi przykro nie raz, zwłaszcza że moje piątki z języka polskiego, mi się po prostu należały, przedmiot ukochany.Te wszystkie dyktanda, wypracowania – to była dla mnie czysta przyjemność.
Pamiętam jak dziś, dzień -w którym przestano mi dokuczać z tego tytułu.
Moja mama przyszła do nas na zastępstwo chorej polonistki.
Wiedziałam, że tak będzie, więc odpuściłam sobie nauki wiersza, który wydał mi się strasznie nudny.
Mama zapytała ze dwa razy, czy się uczę. Coś tam na odczepne odpowiedziałam i oczywiście, książki nie otworzyłam.
Jakież było moje zdziwienie, gdy na drugi dzień, byłam pierwszą osobą, którą z wiersza odpytała.
A, że nie umiałam, postawiła mi wielką jak słoń dwóję! (jedynek nie było)
Nie muszę nadmieniać, jak byłam zła i skrzywdzona ;)
w swoim rozumowaniu, to Ona popsuła mi całą średnią! Miałam same piątki, a tu pała???
obraza na całego!
Potem byłam Jej wdzięczna, bo jak pisałam wyżej, dzieci zrozumiały, że wcale lepiej nie mam (dziś wiem, że miałam gorzej, bo zawsze na widelcu:), a dwa nauczyło mnie to wiele. Obowiązkowości na pewno.
Tak, moja mama była naprawdę dobrym nauczycielem ;)

Ale wracając do chłopców.
Widzę, ile radość daje Im szkoła. Zachowanie również jest coraz lepsze. Nie są już tak narwani, potrafią poczekać na swoją kolej, słuchają siebie nawzajem.
Antoś pięknie zaczyna czytać, pismo też coraz ładniejsze, Franek brata goni.
Same plusy.

Dziś rano, wyjmując chłopcom ubrania z szafy, posłuchałam Tosia:

mamuś, a możesz nas dziś tak trochę „odstrzelić”?

i dałam Im koszule. Na pytanie, czy coś dziś w przedszkolu (tfu! szkole;) się dzieje (jakaś impreza może), odpowiedzi nie usłyszałam.
Jak weszliśmy do sali, Pani przywitała chłopaków słowami:

fiu! fiu! jacy przystojniacy przyszli!

Widziałam, połechtało próżność, bo miny mieli że ho, ho i urośli po kilka centymetrów w sekundzie. A Tosio na pożegnanie mi wyszeptał:

-bo chciałem zrobić jeszcze lepsze wrażenie, wiesz? I się udało!


stwierdzam, że mój Syn gotowy jest do życia, aboslutnie ;)

od małego edukowana ;) to małe na rękach ładnej Pani, to Tosinkowa Matka.

Podobne wpisy

23 komentarze

  • Reply Melisa 24 października 2014 at 08:43

    aż dziw, że Tosinkowa Mama nie została polonistką :) Nigdy nie miałaś takich planów ? :)

    • Reply ma~ 24 października 2014 at 08:48

      do pewnego momentu i owszem :)

    • Reply Melisa 24 października 2014 at 16:05

      o ! a mogę zapytać czemu jednak zdecydowałaś się pójść inną drogą ? :)
      ja sama o mały włos a nie zostałabym nauczycielką. czasem zdarza mi się tego żałować, ale cóż, widocznie tak mi było pisane :)

    • Reply ma~ 24 października 2014 at 16:28

      Meliso, ja jako dziecko miałam ciągoty do zawodu nauczycielki. Później już kompletnie nie ;) nie żałowałam nigdy, że nie poszłam w ślady mamy.

  • Reply Just Me 24 października 2014 at 09:37

    Dzieci nauczycieli maja chyba nawet trudniej, bo wiecej sie od nich wymaga. Wiem to z doswiadczenia, bo moja mama tez jest nauczycielka. Sama rowniez chcialam nia zostac, ale z pewnych wzgledow wybralam inna droge i teraz zaluje…
    Dorosleja Ci chlopcy :)

  • Reply Anonymous 24 października 2014 at 11:54

    Martus a jaki kierunek studiow skonczylas?

    • Reply ma~ 24 października 2014 at 12:04

      nie jest tajemnicą, że studiów nie skończyłam :)

    • Reply honorata stradomska 24 października 2014 at 15:43

      Martuś,ja też z nauczycielskiej rodziny,tylko nauki ścisłe :) I tez nie skonczyłam studiów ,,,,, :'(,no cóz tam do góry ,ktoś mi taki scenariusz napisał :)

    • Reply ma~ 24 października 2014 at 16:27

      o proszę ;) Kochana, jak Ci tych studiów brakuje, to działaj! dziś to żaden problem przecież :)

    • Reply Anonymous 25 października 2014 at 10:13

      Tzn przerwalas? Czy nie zaczęlas? :)

  • Reply Szpilkaa22 24 października 2014 at 14:03

    u mnie dzisiaj też poniekąd o edukacji :) zapraszam jeśli masz chwilkę

  • Reply Pooky 24 października 2014 at 14:35

    Bardzo fajny wpis, radzą sobie chłopcy :)

  • Reply Aginka 24 października 2014 at 18:17

    To świetnie,że chołpaki się w szkole odnaleźli, ale to Twoja zasługa. Bo jak bezpiecznie i dobrze w domu to dzieciaki w świat też odważniej ruszają . Pozdrawiam.
    http://domwielopokoleniowy.blogspot.com/

  • Reply Marzi 24 października 2014 at 22:46

    Na zdjęciu wyglądasz jak Tosio:)

  • Reply Anna S. 25 października 2014 at 06:23

    Rodzice, którzy są nauczycielami, różnie podchodzą do swoich dzieci. Osobiście znam chłopca, którego mama była nauczycielką muzyki i zawsze miał u niej fory. Do czasów liceum myślałam, że każdy taki dzieciak ma lepiej. Jednak kiedy po kolei zaczęliśmy kończyć 18 lat i zaczął się okres na zdawanie prawa jazdy, mój kolega miał ojca instruktora, i to z nim miał jazdy. Wszyscy mu zazdrościliśmy. On sam myślał, że będzie miał dużo lżej. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy dowiedzielismy sie, że ojciec jako jego instruktor jest tak surowy, że kolega wolał jeździć u kogoś innego. ;)

  • Reply Tissana 25 października 2014 at 07:26

    Moja Mama dawała mi sprawdzać sprawdziany :) Do czasu….szkoda mi było dzieci, które znałam, więc im poprawiłam co nieco :D

    • Reply Just me 27 października 2014 at 05:59

      Ja tez swojej pomagalam sprawdzac prace :)

  • Reply Noelka 25 października 2014 at 10:07

    To ja już wiem po kim jesteś taką dobrą mamą!
    Po mamie! :0))

  • Reply entomka 25 października 2014 at 10:18

    Ciekawe kiedy moj Młody poprosi o koszulę :)
    Póki co, bardzo ich unika hihi

  • Reply Scarlett 25 października 2014 at 14:36

    Polski to też mój konik. I przez to jestem na polonistyce. :) Poprawianie sprawdzianów… Coś w tym jest. Też bardzo to lubię. :) Podziwiam chodzenie do tej samej szkoły, w której uczyła mama. Mam w swoim otoczeniu kilka takich przypadków i uważam, że to najgorsze z możliwych rozwiązań. Moim zdaniem zawsze mniej lub bardziej krzywdzi się tym dziecko i nikomu do końca to na dobre nie wychodzi, ani rodzicowi ani dziecku. Ja nigdy nie zgodziłabym się na to, żeby moje dziecko chodziło do szkoły, w której uczę, ani nie zatrudniłabym się w takowej.

    Fajnie, że chłopaki są ze szkołą za pan brat. Aby jak najdłużej. :) Nastawienie dużo robi, pomaga.

    • Reply ma~ 25 października 2014 at 14:59

      eee, bez przesady :) nie było źle :) poza tym mieszkaliśmy wtedy w małej miejscowości, w której była jedna szkoła. Mama musiałaby mnie wydelegować mnie dalej, byśmy były oddzielnie :) na szczęście nie uczyła mnie, sporadycznie brała zastępstwo. A zaczęła pracę, nim ja zaczęłam szkołę. Wspominam bardzo dobrze czas podstawówki. Mama również :)
      pozdrawiam

  • Reply Mama Calineczki 25 października 2014 at 17:14

    Ciekawe, czy w wieku nastu lat też tak będą szkołę uwielbiali. ;)

    • Reply ma~ 25 października 2014 at 17:19

      śmiem wątpić ;)

    Leave a Reply