Dzieci, konkursy, Rodzice

Syndrom pustego gniazda + konkurs

23 sierpnia 2016

Syndrom pustego gniazda to nieradzenie sobie z sytuacją, kiedy dorosłe dzieci opuszczają dom. Może się to wydawać kompletnie szalone, ale dziś nieco bardziej rozumiem matki, które wpadają w rozpacz czy panikę. Oczywiście daleka jestem od przyklaskiwania takim zachowaniom, jednak dopuszczam do siebie myśl, że to się zdarza i nie tylko matki zaborcze, czy te wychowujące dzieci pod kloszem tych uczuć doświadczają.

Jeszcze niedawno śmiałam się, że syndrom pustego gniazda nigdy mi nie grozi. Bo zanim wyfrunie ostatnie dziecko z domu rodzinnego, zdążę się pierwszych wnuków doczekać i skutecznie zapełnić każdą pustkę. Mówię tu o pustce spowodowanej brakiem dzieci, nie martwcie się mam też swoje pasje i przyjaciół :). Dziś, gdy po prawie dwóch miesiącach czekania cieszę się na jutrzejszy powrót najstarszego syna do domu, już tej pewności nie mam. Co więcej, zaczynam mieć obawy, że syndrom pustego gniazda nie dość, że będzie mnie dopadał (choć pewnie nikomu się do tego nie przyznam ), to jeszcze kilkakrotnie. Co z tego, że zostanie cała cudna czwórka, skoro to jego będzie akurat brakowało. I tak po kolei.

Czytałam kiedyś artykuł pewnej pani psycholog na ten temat, która mówiła, że smutek towarzyszący wyprowadzce dziecka jest czymś absolutnie zrozumiałym i normalnym. I dziś muszę się z tym zgodzić. Choć moje dziecko jeszcze się nie wyprowadziło, to doskonale pamiętam pożegnanie przed odlotem, w którym mieszała się duma, radość z jego przygody oraz cień smutku schowanego głęboko przed jego oczami, ale jednak. Choć całą sobą cieszyłam się z jego podróży, dopingowałam mocno i wspierałam w decyzji, to stojąc tam i machając mu na pożegnanie chciało mi się płakać. Wiedziałam jak bardzo będzie mi go brakowało i jak dom dużo straci na jego nieobecności. Ci, co nas znają wiedzą, że daleko mi do nadopiekuńczej matki, a jemu do maminsynka. Od dłuższego czasu wyjeżdża już sam czy to na koncerty, czy wypady z przyjaciółmi. Nigdy nie dał mi powodu do zmartwień, a ja nigdy go nie ograniczałam.

Myślę, że nadopiekuńczym rodzicom będzie najciężej, lub tym w pełni poświęconym mamom, które za największy cel w życiu ustawiły sobie dbanie o potrzeby dziecka. Dlatego wiem jak ważne są własne pasje i kontakty. Zawsze gdy dopada nas tęsknota, łatwiej ją zagłuszyć wyjściem do znajomych, na fitness, bilard, czy wino z przyjaciółką niż usiąść w pustym pokoju i tęsknie spoglądać na pusty pokój dziecka. Dlatego drogie mamy nigdy nie możemy zapominać o sobie!

Dodatkowym plusem dobrych relacji z dorastającym dzieckiem jest fakt, że takie dziecko również będzie za nami tęskniło, a co za tym idzie będzie w kontakcie :). Wspólne rozmowy wieczorne zmienią się w rzadsze rozmowy przez telefon czy skyp’a ale będą! Warto więc zadbać o dobry kontakt z dzieckiem już teraz, a nie narzekać później, że nie szuka z nami kontaktu lub zasłania się brakiem czasu.

Mój syn ma prawie 19 lat. Powoli przygotowuję się do myśli, że wkrótce wyfrunie z domu. Jak mi z tym jest? Różnie. Wiem, że będzie mi go bardzo brakowało, ale wiem też, że czułabym się dziwnie, gdyby nie miał ambicji, by zacząć dorosłe życie samodzielnie i postanowił nie wyprowadzać się w ogóle. Choć kocham go nad życie, taka wersja mojego syna w ogóle nie mieści mi się w głowie. Odważnie, dziarsko i pewnie siebie do przodu. Takiego go znam, takiego go wychowałam. Widzę w nim dużo z siebie samej i wiem, że będzie kroczył własnymi ścieżkami. Cudownie mieć również świadomość, że tą drogą zawsze się ze mną podzieli.

To, o czym marzyłam poświęcając każdą wolną chwilę, gdy rodziły się maluchy mojemu pierworodnemu, dziś z radością odbieram. Często sama sobie gratuluję w myślach patrząc na niego. Zawsze chciałam mieć właśnie taki kontakt z własnymi dziećmi. Jesteśmy przyjaciółmi, ale też matką i synem. To, że pół dnia opowiadamy sobie głupkowate żarty, śmiejemy się do rozpuku z wymyślanych sytuacji nie znaczy że nie prowadzimy poważnych rozmów, w których ja przestaję być kumpelą a staję się po prostu mamą. I wiecie co? Zauważyłam, że otaczam się podobnymi matkami. Moje przyjaciółki mają młodsze dzieci, ale już dziś widzę jak podążają moją, sprawdzoną drogą. Intuicyjnie zabawiając młodsze, wymagające dzieciaczki w przelocie łapią te starsze, choćby po to, by dać jedynie buziaka i powiedzieć: „kocham Cię bardzo”. A ja uśmiecham się pod nosem myśląc: ” za kilkanaście lat zobaczysz, jak cudownie być mamą dorosłego dziecka”. Bo to, co dziś dajesz odbierzesz z piękną nawiązką. A syndrom pustego gniazda będzie mniej dołujący, gdy dziecko będzie w stałym kontakcie.

Lubomir przez cały pobyt w UK był ze mną w stałym kontakcie. Kilka dni temu napisał mi, że jest bardzo zadowolony ze swojej znajomości angielskiego. Sam potrafi bez problemu nie tylko porozumieć się z obcokrajowcami, ale także w tym roku nie potrzebował już pomocy przy tłumaczeniu dokumentów z pracy. Cieszę się bardzo, bo wiem jak ważna jest komunikacja i jakiej pewności siebie dodaje.

I tak pozostając w temacie mam dla Was konkurs :). Do wygrania są dwie fantastyczne książki z ćwiczeniami na płytach CD do nauki języków obcych od wydawnictwa Edgard.

Pierwsza to Tomorrow Never Knows – zabójczo wciągający angielski kryminał. Mglista atmosfera małego angielskiego miasteczka, przyjaźń „na wieki” oraz tłumione emocje i uczucia, które doprowadzają do tragedii…

Książka (176 stron) + audiobook (2 godz. 30 min) czytany przez native speakera.

  • trzymająca w napięciu akcja
  • tłumaczenie nowych słówek i zwrotów na marginesie – sprawdzasz znaczenie, nie odrywając się od książki
  • współczesne angielskie słownictwo na poziomie podstawowym i średnio zaawansowanym (A2-B1)
  • ponad 80 urozmaiconych ćwczeń leksykalno – gramatycznych
  • klucz odpowiedzi oraz praktyczny słowniczek angielsko – polski

Druga to Roja Es La Nieve – hiszpański kryminał z samouczkiem dla początkujących. Śnieżyca zatrzymuje sierżanta Lopeza na noc w wiosce, do której pojechał po otrzymaniu wezwania o włamaniu. Wkrótce okazuje się, że znalazł się w złym miejscu. W złym czasie…

Książka (272 strony) + audiobook (1 godz. 30 min) czytany przez native speakera.

Dzięki tym książkom nauka języków obcych może być przyjemnością!

Szczegóły konkursu na naszym fanpage’u.Syndrom pustego gniazda

A Wy myślicie już o syndromie pustego gniazda?

Podobne wpisy

3 komentarze

  • Reply Ania 26 sierpnia 2016 at 17:02

    Moja starsza córka ma dopiero (już ? ) 9 lat, ale ma już swoje sprawy, tajemnice, koleżanki i obszary, do których mnie nie wpuszcza. Nie jestem matką kwoką, która trzyma dzieci w złotej klatce, wydaje mi się, że całkiem zdrowo podchodzę do ich dorastania, ale…. ale myśl, że za kilka lat to koleżanki, chłopak będą najważniejsi wcale nie jest fajna… :)

    • Reply Marta 29 sierpnia 2016 at 21:16

      Jak ja Ciebie rozumiem ;). A czas pędzi jak szalony, niczym się obejrzysz a stanie się dorosła :*

  • Reply MzP 31 sierpnia 2016 at 08:57

    Ja JUŻ się tego boję. Jestem tak jak napisałaś z grupy ryzyka, bo z tych mam które poświęcają siebie i cały czas dla dziecka. Nie udręczam się w ten sposób tylko daje mi to satysfakcję, ale stało się głównym choć nie jedynym sensem życia. Wiedziałam od zawsze że dla mnie tak właśnie wygląda macierzyństwo. Przeżywałam strasznie zalewając się łzami wystawienie łóżeczka Małej Mi z naszej sypialni, kiedy miała pół roku, a ostatnio pierwszą samodzielną noc beze mnie, kiedy umówiła się na nockę do swojej przyjaciółki. Umiem i bardzo lubię być sama, mam swoje zainteresowania, ale separację przechodzę ciężko. Oczywiście nie na oczach Mi, tu jestem matką wypychającą, pozwalam żeby szła własną drogą i nie trzymam za rączkę, ale zawsze czuwam gdzieś obok. Zdecydowanie nie jestem nadopiekuńcza ani jej nie rozpieszczam, ale bycie mamą jest moją główną, najważniejszą drogą, a wychowywanie, stymulowanie i wspieranie Małej Mi tak, by wyrosła na szczęśliwego dobrego człowieka jest sensem mojego życia. Co potem? Mamą będę zawsze i obym miała z nią tak dobrą relację jak Ty z Lubkiem, inna kariera nie jest dla mnie ważna, a na rozleglejsze oddawanie się zainteresowaniom przyjdzie czas. Że nie poimprezuję? Nie szkodzi, to żadne wyrzeczenie. Mam w sobie zarówno lęk przed przyszłością (opuszczeniem), jak i dziwny spokój że dam sobie z tym radę, a patrząc na Mi dzisiaj, czuję że będę z niej dumna. Dlaczego? Bo ona czego się nie dotknie… zobaczcie sami we wstawionej dziś, wyjątkowej dla mnie notce http://mamazpowolania.blogspot.com

  • Leave a Reply

    Przepisz wynik *