Dzieci, Kobieta, Rodzice

Święty, dobry Mikołaj

6 grudnia 2014

Mikołaj.
Prezenty i ekscytacja.
Radość. Śmiech. Obdarowanie.
Wszystkie dzieci miały dziś swoje święto.
Moje również.
Nowe zabawki zabrane do łóżek.
Rumieńce na policzkach.

Sięgam do Mikołaja, sprzed lat.
W sumie koncepcja ta sama i forma podobna.
Tylko ten element strachu wpleciony w oczekiwanie…

I nie, nie bałam się rózgi!
Wcześnie już zakodowałam, że rózga to taki straszak, który nie wiadomo czy w ogóle istnieje, bo wszyscy o niej słyszeli, a mało kto ją widział.
Strach oznaczał zupełnie co innego-
strach oznaczał…Mikołaja!
Bo nie wiem jak to u Was było, ale ten nasz komunistyczny Święty straszył na kilometr.
Często przyodziany w grubą baranicę, w ogromych brylach i butach ciotki Jadźki. Raz czarny jak bies, innym razem z tekturową twarzą.
No jakże przejść obojętnie? jak usiąść bez lęku na kolanach?
Pokusa była ogromna, pomarańcza w celofanie kusiła (taaa…dziś wystarczy przejść się do biedry), mama wzruszona łzę ocierała, ojciec z zorką przy oku wyczekiwał.
No weź człowieku nie podejdź!
Pół biedy kiedy jesteś mały, zaniesie Cię na rzeź mama, ale potem?
-no idź Martusiu! popatrz jak ładnie dzieci podchodzą.

Podchodziłam zatem, wierszyk bzdurny po cichu klepałam, na kolana do zdjęć siadałam.
Pochwałę mylnej grzeczności zesztywniała zgarniałam (taka cichutka jesteś i grzeczna)
i w myśli nagliłam „Tato, pstrykaj!!!”.
Święty o wyglądzie zbója Madeja z pacierza przepytał, ojciec oślepił lampą błyskową, szeleszczącą łakociem torbę chwytałam i skrywałam się w maminych ramionach, która mój szybszy oddech brała za ekscytację.
Nic bardziej mylnego. Serducho i owszem waliło, ale na widok zbója Madeja, który wmawiał wszystim dookoła, że przyleciał z Laponii.
Demaskować nie śmiałam! Żadne bowiem dziecko nie podeszło nawet do okna, by sprawdzić, czy mówi prawdę. Woleliśmy wierzyć/nie wierzyć, i nie ryzykować.
Łup, łup, łup…ciężkie kroki na korytarzu.
Wgryzam się w pachnącą pomarańczę.
wypuszczam powietrze.

ufff…do następnego.

żeby nie było, że koloryzuję – to mało szczęśliwe dziecko ze zdjęć, to ja ;)

Podobne wpisy

16 komentarzy

  • Reply znaleziona 6 grudnia 2014 at 21:09

    :) fajne zdjęcia . Kurczę ja takich nie mam chyba ,nie wiem ? fajna pamiątka :)

    • Reply ma~ 8 grudnia 2014 at 08:40

      ja mam sporo zdjęć, ojciec pasjonat fotografowania ;)

  • Reply Anna Niewola 7 grudnia 2014 at 03:27

    Hihi fajne fot :D …

    • Reply ma~ 8 grudnia 2014 at 08:40

      taaaa ;)

  • Reply Miśka 7 grudnia 2014 at 07:22

    U nas Mikołaj przychodzi nocą, więc nikt nie widzi.
    Ale Gwiazdora bałam się długo:))

    • Reply ma~ 8 grudnia 2014 at 08:41

      u nas Gwiazdora nie ma wcale :D

  • Reply Marta S 7 grudnia 2014 at 09:03

    Mnie wlasnie te spotkania z Mikolajem irytowaly z powodu tych wierszykow-powiedz wierszyk to dostaniesz prezent.Tak samo jak wizyty ksiedza chodzacego „po koledzie”, ta sama akcja-powiedz modlitwe…brrryyyy

    • Reply ma~ 8 grudnia 2014 at 08:42

      Oj tak, dokładnie. Dlatego jak mogę, tak zmieniam dzisiejszą koncepcję ;)

  • Reply lahana 7 grudnia 2014 at 10:48

    O matko! Ja nawet teraz bałabym się zbliżyć do takiego Mikołaja!

    • Reply ma~ 8 grudnia 2014 at 08:42

      a widzisz! ;)

  • Reply Nikki 7 grudnia 2014 at 17:03

    Haha, ja też to dziś wspominam :))

    • Reply ma~ 8 grudnia 2014 at 08:42

      łączmy się :)))

  • Reply Moniqa 7 grudnia 2014 at 17:45

    hahahahha, się uśmiałam mimo wszystko :D :D
    jeszcze ja pamiętam takiego mikołaja, ale strachu już nie pamiętam :D

    • Reply ma~ 8 grudnia 2014 at 08:43

      o proszę! może Twój Mikołaj był mniej „dziki”, a może Ty odważniejsza :D

  • Reply Noelka 7 grudnia 2014 at 18:38

    Jak wierzyłam w Mikołaja do 10 roku życia, tak w tego szkolnego nigdy, bo wiecznie wyglądał inaczej… Ale wytłumaczyłam to sobie tak, że to pomocnicy Mikołaja. Ten prawdziwy odwiedza mnie w domu i jest tajemniczy, nie mogę go zobaczyć :D

    • Reply ma~ 8 grudnia 2014 at 08:44

      Lubomir też :D a jak koledzy próbowali Go na siłę uświadamiać, mówiłam, że Mikołaj odwiedza tych, co wierzą. Niedowiarkom, żeby Im przykro nie było, prezenty podrzucają rodzice :)
      z małolatami mam nadzieję, też jak najdłużej mi się uda :)

    Leave a Reply