Kobieta, Rodzice, świętujemy

Święta w samotności także istnieją

29 grudnia 2015
Piękna choinka, dom otulony płomieniem świec, suto zastawione stoły, święta. Czas miłości, czas rodziny, czas najpiękniejszych życzeń. Gwar rozmów, śmiech dzieci, dźwięk uruchmianej nowej zabawki. Czas spotkań z tymi, których kochasz. Czas absolutnie magiczny, wyjątkowy. To właśnie w takich chwilach uświadamiasz sobie, jak wiele posiadasz. I w takich chwilach zarówno obiecujesz sobie, że możesz zyć jeszcze lepiej – postanowienia noworoczne, któż z nas ich nie czyni? Lepsza praca, większe przyłożenie do podjętych projektów, więcej czasu dla bliskich, remont domu, może napisanie książki? Chęć przeskoczenia własnych ograniczeń w te dni kusi bardziej. Tak jakby wraz z magią świątecznego dnia przybywało nam pewności siebie. To, co wcześniej niemożliwe – staje się niemal namacalne. Święta mają moc.

A co z tymi, dla których Święta to najtrudniejszy czas w roku? Tymi, którzy zamiast suto zastawionego stołu mają to, co udało się znaleźć w śmietniku. Zjedzą to, co znaleźli skuleni na klatce schodowej, o ile portier nie przepędzi, lub na ogródkach działkowych. Ci dłużej zaprawieni w swoim losie, poszukają węzłów ciepłowniczych – namiastka ciepłego domu…Kto wie? Może spotkają tam podobnych sobie i święta nie będą samotne. Choć z drugiej strony w przypadku bezdomnych nie zawsze to lepsza opcja. Tam, gdzie ich przewaga liczebna, tam jeszcze więcej pesymizmu i niemożności. Zamiast cieszyć się obecnością człowieka, bezdomny wyraźnie dostrzega kim się stał. Nie widzi celu, nie widzi ratunku. Widzi oberwany płaszcz, zgniłą pomarańczę ze śmietnika i to, że nikt na niego już nie czeka. Postanowień nie ma, bo niby co może zaplanować? Każdy dzień jest walką o przetrwanie. Nie liczy na litość innych, bo przecież wie co o nim myślą: „sam sobie na to zapracował!”.

Bezdomność jest najlepszym kompanem alkoholizmu. Zamiast ciągłej walki o jedzenie, miejsce noclegowe, łatwiej „uzbierać” na alkohol. Po spożyciu przestajesz myśleć, czuć. Choć na chwilę. Nie kłuje w oczy dorobek życia schowany w foliową torebkę. Boli mniej krzywe spojrzenie przechodniów, mniejszy jest wstyd, większa obojętność na pogardę ludzką. Święta szybciej miną…I choć nie zamierzam tłumaczyć alkoholików, w ten magiczny czas staram się ich nie oceniać. Bo pomimo faktu, że sami zapracowali sobie na własny los, często przy tym krzywdząc tych, którzy byli im rodziną, to dziś jedyne co mogą znaleźć w te święta to samotność, pustkę, brak nadziei i wszechogarniający wstyd. Wystarczająca kara, nie dołożę od siebie cegiełki.

Święta w samotności muszą być bardzo smutne, przynajmniej mi – otoczonej kochającą rodziną tak się wydaje. Nie trzeba być jednak bezdomnym, by spędzać Święta samotnie. Odchodzi ukochana osoba, przeżywasz rozwód, jesteś za granicą i nie masz możliwości przyjechać na Święta. Istnieje wiele powodów osamotnienia. Wiele razy zastanawiałam się nad tym, jak ja odnalazłabym się w podobnej sytuacji. Myślę, że szukałabym wyjścia bliskiego moim przekonaniom. Zapewne szukałabym instytucji gdzie moja para rąk byłaby bardzo potrzebna. Może zgłosiłabym się jako wolontariuszka do domu dziecka, lub domu starców? Każdy lubi czuć się potrzebny a samotne święta pokazują nam zgoła zupełnie coś innego. Będąc pomocą w takich instytuacjach nie tylko poczułabym, że robię coś dobrego, ale także wypełniłabym ideę Bożego Narodzenia. Poza tym nic nie przynosi większej radości, niż pomaganie – to byłby mój sposób na radosne świętowanie.

W okolicy świąt baczniej przyglądam się ludziom. Sprawdzam czy wokół mnie nie ma osoby, która spędza święta samotnie. Gdybym taką spotkała, na pewno zaprosiłabym do siebie. W końcu każdy z nas stawia pusty talerzyk na stole – ciekawa jestem w ilu przypadkach to jedynie utarty schemat przekazanej nam, nie do końca zrozumiałej tradycji.

A nasze święta przepełnione były dziecięcymi głosami, pysznymi potrawami i rodzinnej miłości. I tego Wam Wszystkim zawsze życzę. Obyśmy nigdy nie musieli stanąć po tej drugiej, smutnej stronie…Zdjęć w odświętnych strojach nie mamy, bo nie zabrałyśmy ładowarki do aparatu – dlatego pokazuję te ujęcia, jeszcze w humorach świątecznych i w równie świątecznym towarzystwie, ale już na całkowitym luzaku :).

święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg święta.jpg

Podobne wpisy

2 komentarze

  • Reply Rivulet 30 grudnia 2015 at 12:34

    Myślałam ostatnio o tym samym… Choć raczej w kontekście tego całego zabiegania, kolorowych bajerów, zakupów, prezentów – że tyle osób się tym pompuje i kręci wokół tego, a tuż obok ktoś nie ma co do garnka włożyć i świętuje gdzieś samotnie. Tyle że ja też pewnie w takiej sytuacji zachowałabym się jak ja – i albo zajęła pomaganiem, albo po prostu cieszyła z tej sytuacji odrzucenia, bo wtedy jest się jakoś bliżej Boga i łatwiej się na nim oprzeć. Na sobie już przecież nie można… W stajence Betlejemskiej też było biednie i trudno, a jak cudownie.

  • Reply Marta mamawbiegu.pl 30 grudnia 2015 at 22:34

    Piękne zdjęcia, ale odstaw już tej Nelce drożdże!!!! Jaka ona wysoka…

  • Leave a Reply