Bez kategorii, Dzieci, Nauka przez zabawę, polecamy, Rodzice

Nie rozpieszczaj tak, bo wychowasz roszczeniowe dziecko!

13 grudnia 2018

Uważaj, bo wychowasz roszczeniowe dziecko! Ile z Was, mam słyszało podobne zdanie? Ja przyznam, że zdarzyło mi się parokrotnie. O dziwo, nie słyszę tego teraz, a słyszałam wiele razy przy moim najstarszym dziecku, gdy było malutkie. Jestem mamą, która zawsze przedkłada potrzeby dziecka nad własne (nie w każdej sytuacji uważam to za atut) i był czas, że moją najpilniejszą potrzebą było skompletowanie wszystkich figurek bionicle z Lego.

Rozpieszczałam przy każdej okazji

Pamiętam jak bardzo cieszyły Go te figurki. Pamiętam jak odkładałam pieniądze tylko po to, by szybciej tę kolekcję skompletować. I ta niepohamowana radość! Myślę, że mnie od niej uzależnił. Ja naprawdę nie mogłam się doczekać tego błysku w oku, rączek zarzuconych na szyję w euforii. Kochałam sprawiać Mu prezenty. Czasem, gdy brałam dodatkową pracę po godzinach właśnie po to, by szybciej móc kupić nowe lego, pojawiała się myśl, że przesadzam. Czasem, dopuszczałam też myśl, że wychowując Go w ten sposób, może naprawdę wpoję mu myśl, że wszystko spada z nieba. Myśli te pojawiały się i natychmiast znikały. Wystarczyła wdzięczność w tym małym chłopcu, którą dosadnie okazywał, bym wzruszała ramionami na wszelkie głosy o wychowywaniu egoistycznego roszczeniowca. Miałam go jednego i gdybym tylko mogła wykupiłabym cały Legoland.

Roszczeniowe dziecko? Co za bzdura!

Mój syn rósł i wraz z nim rosła moja pewność, że moje rozpieszczanie go nie zepsuje. Zaczęłam zastanawiać się nad tymi „złotymi radami”, niby podrzucanymi z troski. Już w wieku niemowlęcym według niektórych dziecko wykorzystuje nas -rodziców bez pardonu. Czy nie zetknęłaś się z głosami: „nie noś go, bo rozpieścisz i potem spokoju Ci nie da”, „nauczyłaś noszenia, to teraz masz małego terrorystę” itp. Śmiać mi się chce, gdy słyszę coś podobnego dziś,  ale wtedy gdy miałam nieco ponad 20 lat i pierwsze dziecko, to do śmiechu mi nie było. Nie byłam doświadczoną mamą, a przecież nie chciałam dla mojego syna źle. Chciałam, żeby wyrósł na wartościowego człowieka! Nie chciałam go „zepsuć”. Dziękować mogę jedynie mojej matczynej intuicji, która kazała mi robić swoje: kochać do granic, nosić gdy tego potrzebuje, rozpieszczać, obsypywać prezentami, nie czekając do gwiazdki, czy urodzin. Wciąż nie pojmuję skąd w innych potrzeba wychowywania nie dość, że innych dzieci, to jeszcze ich matek.

Najtrudniejszy czas zamieniłam w piękne wspomnienia dziecka

Okres kolekcjonowania figurek Lego mój syn wspomina do dziś. Miał kilka latek, gdy zaczęliśmy, a on doskonale pamięta pierwszą, którą samodzielnie złożył. To były trudne dla mnie czasy, być może to moje dążenie do zaspokajania jego wszelkich pragnień związane było z tym, iż chciałam mu wynagrodzić to, czego zapewnić mu nie potrafiłam – pełnej rodziny. Dziś, gdy wracamy we wspomnieniach do tamtych czasów, już jako dorosły mężczyzna mówi, że byłam niesamowita. Ponoć tamte sytuacje wspomina jako jedne z najszczęśliwszych w życiu dziecka, a przecież mogło być zupełnie inaczej. To wtedy przecież mierzyłam się z problemami, które z pewnością nie są do dźwigania przez tak młodą dziewczynę. To, w jaki sposób wychowywałam syna, bardzo nas do siebie zbliżyło. Dużo pracowałam, a mimo to, spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Był moim priorytetem, największym szczęściem i największą miłością. I choć ja dobrze pamiętam, jak ciężko było mi finansowo, mój syn do niedawna myślał, że wtedy mieliśmy naprawdę lekkie życie. Swoje dzieciństwo wspomina jako bardzo szczęśliwe, pomimo przeciwności losu, a mnie jako najlepszą mamę pod słońcem. Uśmiecham się i wzruszam nawet teraz, pisząc te słowa.

Rób to, co dyktuje Ci matczyne serce!

Wychowałam wspaniałego mężczyznę i ostatnie co mogę o nim powiedzieć, to że jest roszczeniowy. Odkąd rozpoczął studia utrzymuje się sam, często pytając mnie, czy nie potrzebuję pomocy. Radzi sobie świetnie, potrafi utrzymać mieszkanie, pilnować opłat i zobowiązań. Uczy się i pracuje jednocześnie, nie zapominając o swojej muzycznej pasji. Mamy fenomenalny kontakt, identyczne poczucie humoru i niekończące się tematy do rozmów. Tęsknię za nim (widujemy się średnio co dwa tygodnie), ale nie zamęczam sobą. Zawsze mu dawałam ogromne pokłady swobody i darzyłam zaufaniem. Nigdy mnie nie zawiódł. Czy moja bezgraniczna miłość i chęć podarowania gwiazdki z nieba, go zepsuła? Jak widać nie. Czy mogę dziś zatem myśleć, że starając się dla niego tak bardzo, popełniłam błąd? A w życiu! Jedyne co myślę, to że mi się udało. Po prostu miałam niebywałe szczęście i dostałam od życia cudownego syna.

Jeśli metoda się sprawdza, pozostaję jej wierna

Dziś czwórkę swoich młodszych dzieci wychowuję tak samo. Kocham je bezgranicznie, mówię, że są wyjątkowe i mogą osiągnąć wszystko, o czym zamarzą. Nie martwię się, że staną się roszczeniowe, bo na nich nie oszczędzam. Prezenty nie zepsują dziecka. No może w pakiecie z brakiem rozmowy i wspólnego czasu. Jeśli produkty mają zastąpić rodzicielstwo, rodzinne chwile, to owszem istnieje ryzyko. Mądry rodzic wie, że zabawki o jakich marzą dzieci, powinny być obietnicą także wspólnej zabawy i wspólnej radości z jej otrzymywania. Świetna gra, którą dostrzegły w reklamie? Oczywiście, że będziemy na nią polować, bo wspólnie zagrać w nią wieczorem to będzie coś! Jako, że mamy każdego dnia drużynę do rozgrywki pod ręką, gry planszowe na stałe wpisały się w zabawki najbardziej pożądane przez moje dzieci. Przyznam, że tak samo jak przed blisko dwudziestu laty uwielbiałam razem z Lubomirem składać lego na dywanie, tak dziś czekam na te nasze planszówkowe wieczory z maluchami. Czasem się nawet gubię, kto ma większą frajdę – dzieciaki z nowej niespodzianki, czy ja z możliwości jej podarowania :).

Nasz dzisiejszy wieczór i nowe, wciągające gry od marki Rebel

Jakiś czas temu pokazywałam Ci na naszym fb grę, która dzięki zwierzęcym motywom i dołączonym do niej zwierzęcym pacynkom już na starcie podbiła serce dziewczynek. Mowa oczywiście o Koncept Kids: ZwierzakiGra jest przepięknie wydana, niezwykle ciekawa, wciągająca i co ważne, ma swój odpowiednik dla nieco bardziej dorosłych graczy. Szczerze Ci powiem, że po dzisiejszej rozgrywce w Koncept Kids, na pewno zaczaję się na tę wersję dla starszych. Początkowo jak mówiłam do gry zapaliły się dziewczynki, ale już po przeczytaniu zasad gry, dołączyli chłopcy. Mnóstwo radości, zabawnych sytuacji i zdrowej rywalizacji podarowała nam dzisiejsza rozgrywka. Żeby przybliżyć Ci zasady tej gry, trochę o niej opowiem. Gra składa się z dużej planszy, na której widzimy różne symbole. Do gry dołączone są żółte ramki, którymi gracze będą zakreślać wybrane symbole, które z kolei będą podpowiedziami dla przeciwnika, który dzięki nim odgadnie jakie tam ukrywa się zwierzę. Rozgrywkę zaczyna najstarszy z graczy, który umieszcza przed sobą plastikową podstawkę, na którą wyłożymy kartę z hasłem. Karta ma być widoczna dla pozostałych graczy, zaś niewidoczna dla gracza rozpoczynającego rozgrywkę. Gracz rozpoczynający nie widzi zwierzątka narysowanego na karcie, pozostali gracze muszą naprowadzić go na właściwy trop, zakreślając podpowiedzi – symbole na planszy żółtymi ramkami. Podpowiedzi są fenomenalne – możemy zakreślić czy zwierzę ma rogi, kopyta, pióra, a może sierść. Czy mieszka w domu, kurniku, a może na sawannie? Możemy wskazać kolor umaszczenia zwierzątka, a także jego gabaryt. Potem role podpowiadającego gracza i odgadującego się zamieniają. W tej grze ważna jest umiejętność skojarzeń, znajomość zwierząt i skupienie. Bardzo nam się gra podobała, a fakt, iż mogą w nią grać już 4 latki zachęcił także Gaję do zmierzenia z rodzeństwem i powiem Ci, że poszło jej wyśmienicie. Gdy skończyliśmy grać Franio zapytał mnie, czy zagram z nim jutro, gdy wróci ze szkoły. Oczywiście, że się zgodziłam!

Drugą grą, która poprawiła nam dzisiejsze humory, była gra Baobab. Świetna gra zręcznościowa, która natychmiast została chłopców faworytem. Ile się naśmiali przy rozgrywce to ich. Niby taka miała być prosta, a napocili się, by nie zostawać w tyle, że hej :). Bardzo podoba mi się opakowanie gry, kolorową puszkę można zabrać na każdy wyjazd. Nie zajmuje dużo miejsca, a zapewnia zapełnienie czasu w naprawdę ujmujący sposób. Gdy robiłam zdjęcia chłopcom podczas tej rozgrywki, sama śmiałam się do rozpuku. Jaką oni mieli radochę, gdy jeden z nich trafiał na trudniejsze zadanie i tym samym zrzucał wcześniej ułożone karty na blaszanym baobabie. Karty, które układali na naszym drzewie miały swoje wymagania! 9 rodzajów kart, które należało umieścić zgodnie z ich przeznaczeniem: a to na skraju puszki, a to rzucając z odległości! Niesamowite w tej grze jest to, że wydaje się taka prosta, a jak przychodzi co do czego, to nawet najwięksi wymiatacze mają nie lada problem, by sprostać zadaniu. Jeśli nie znasz tej gry, a masz dzieciaki które nie boją się wyzwań i lubią sobie zdrowo porywalizować, gorąco Ci ją polecam. Ogólnie te obie gry mogą być świetnym pomysłem na prezent pod choinkę!

 

 

 

 

 

 

Podobne wpisy

2 komentarze

  • Reply Nieidealnaanna 13 stycznia 2019 at 14:04

    Te wszystkie gadki o rozpieszczaniu to można wsadzić sobie do lamusa. Każde dziecko jest inne, i moim zdaniem warto za tym dzieckiem najzwyczajniej w świecie podażać. Nie ma czegoś takiego jak przedawkowanie milosci i wspracia. Intuicja rodzica naprawdę gra tutaj ważną rolę i u nas często ratuje z opresji :)

  • Reply Gry planszowe na Dzień Dziecka - TosinkowoTosinkowo 29 maja 2019 at 21:41

    […] możesz z tego wybrać naprawdę świetne tytuły. Odsyłam Cię do poprzednich wpisów TU, TU i TU, oraz zapraszam do przeczytania o kilku z naszych planszówkowych nowości marki Trefl, które […]

  • Leave a Reply