Dzieci, Kobieta, Rodzice

Reset

26 stycznia 2015
Od rana wisiało w powietrzu.
Najpierw stłuczona szklanka, potem rozsypane orzeszki, upadek z pufy (kto by na niej siedział, lepiej poskakać z jednej na drugą) i jakby było mało – zderzenie z filarem.
Potem było tylko gorzej.
I nie, nieprawdą jest, że jak dziecko krzywdę sobie zrobi, to zapamięta na przyszłość. A skąd!
Pomimo upominania:
-Hej! pamiętasz jak upadłaś? bolało! zejdź ze stołu! i ściągania zeń siłą, zaliczyła jeszcze jedną glebę z wysokości.
Ale to przecież Anielka! Ona nie płacze. Nawet jak guz jak śliwa, woła (by zapobiec tekstom typu :’ a nie mówiłam?!’), że nic nie boli!
Najgorsze jest to, że Gaja robi dokładnie to samo.
Jak ma problem z wdrapaniem się na wysokości, ‚dobra’ siostra czuwa. Zawsze odwłok podsadzi.
Dziś jest ten dzień.
Dzień wzmożonego napięcia i świdrujących oczu matki.
Łapię w locie, upominam, proszę, krzyczę, składam ręce w modlitwie.
Na deser Gaja zaczęła notorycznie się rozbierać i nie zliczę, ile już dziś razy wkładałam Jej skarpetki na stopy.
Dom wygląda jak pobojowisko, a ja wyglądam jak zombie.
A tu dopiero południe.
Kawy!
Kaaawwwyyyy!!!
-Anielko, jak spadniesz to nawet nie próbuj do mnie przyjść po pocieszenie! mówię zdenerwowana kolejnymi wybrykami córki.
Spojrzenie na mnie, chwila bezruchu.
-naprawdę! to nie jest zabawne! zejdź z tej pufy natychmiast!
Próbuje mnie wybadać. Stoi, nadal w bezruchu i próbuje wymusić mój uśmiech.
Nic to. Jestem nieugięta, a może zwyczajnie zmęczona.
Milczę, wzrok spuszczam.
Słyszę głośne westchnięcie.
Podglądam.
Schodzi z pufy i podchodzi do siostry.
Ta bez słów rozumie o co chodzi, podchodzi do pufy, wdrapuje swój kuperek i patrząc na mnie, woła:
– mamoooo!!! Ja tiu!!!!
Nelka rechocze i mówi:
-jak spadniesz to Cię pocieszę. Skacz! No! Trzy, czte…….ry!
 
złapałam w locie, ku niezadowoleniu obu.
Jakie to małe głupie jeszcze (myślę), gotowa się poświęcić, by starsza pocieszyła. Co tam boląca noga! A zaraz potem myślę: jakie te matki głupie! biegają, proszą, zdejmują, zapobiegają – nic, że upocone jak po maratonie. Wszystko dla Ich bezpieczeństwa. A one? a one jeszcze się obrażą. Bo zabawę psujesz. Kaskaderki uprawiać nie pozwalasz. Sztywna jesteś jak drut. Zwapniała.
Czas na reset.
Kawa poza domem? spacer? koŻelanka?
zdecydowanie to dobry pomysł.
wprowadzam.
wdech – wydech.
 

Podobne wpisy

18 komentarzy

  • Reply Aginka 26 stycznia 2015 at 12:56

    U mnie wczoraj było apogeum łobuzerstwa chłopców. Normalnie pewnie bym dała radę, ale niestety sama mam grypę, ledwo chodzę plus remont w domu i ciągłe nawoływanie mojego męża: Aga błagam weź te dzieciaki bo sobie krzywdę zrobią…… Tymek zdejmuje trampki i skarpety ze sto razy dziennie, a Szymon ma znikające papcie eh. Byle do wiosny -powtarzam to zdanie jak mantrę. Wytrzymamy? ;)

  • Reply Noelka 26 stycznia 2015 at 12:59

    Hahahaha, przepraszam, rechocze jak głupia, zwłaszcza z sytuacji z pufą. Strasznie fajne te Twoje dziołchy! Dla nich można nawet… osiwnąć. :PPP

    Zdecydowanie się musisz zresetować! Wieczór np :P

  • Reply Justyna Komada 26 stycznia 2015 at 13:06

    Łącze sie w bólu, nastrój identyczny!

  • Reply Wążka 26 stycznia 2015 at 13:35

    Oj jak dobrze to znam…ale piszesz tak, że, hahaha, śmieję się jak głupia. Anielka, no cóż, niemożliwa jest:))) ściskam na pocieszenie :)

  • Reply Natalia Jarocka Blog 26 stycznia 2015 at 14:15

    Marta, właśnie byłam na tosinkowo.pl, myślałam że Ty tam, a Ty tu :D

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 15:47

      hahahaha Natalia, jedną nogą już tam ;) za chwilę druga dołączy :)) a komentarz właśnie widzę stamtąd :*

  • Reply Karowa31 26 stycznia 2015 at 14:15

    Ha, miałam ten stan w sobotę, pocieszyłam się po 22 giej dwoma porządnymi lampkami wina, a co! I o dziwo zamiast mnie to uśpić to się ożywiłam i ciachnęłam jeszcze pół książki do 3 w nocy:) Gorzej było w niedziele gdy mój synuś wstał rześki a ja nie, i znowu z mebli próbował robić skocznie…ech, pić codziennie jednak nie będę:)

  • Reply bozena jedral 26 stycznia 2015 at 20:51

    Dzisiejszy dzień tylko potwierdził-fala poruszania się nad podłogą-Mela wybiera parapet…

  • Reply Rozalia Ryszczuk 26 stycznia 2015 at 20:58

    Nikt nie zrozumie matki tak jak druga matka :)

  • Reply Magdalena Burek 26 stycznia 2015 at 21:18

    Ale Ty masz z nimi wesoło;)). Myślałam że Franek z Antkiem to ananasy ale Nelcia bije ich na łopatki;)) kawa z koleżanką najlepsza:dd. Rozsiade się tu u Was:**

  • Reply Mama Calineczki 26 stycznia 2015 at 22:10

    Zapraszam zatem na kawę! ;)

  • Reply Urwisowa Mama 26 stycznia 2015 at 22:34

    Jedynie mogę się połączyć. W bólu. U nas podobnie. Choć prowodyrem wspinaczkowym jest Młodszy. Za to gryzą się. Niemiłosiernie.

  • Reply mamaka 27 stycznia 2015 at 07:05

    Marta- dawaj do nas- u nas też czasem zwariowanie- połączymy się w bólu:))

  • Reply Karolina Firaś 27 stycznia 2015 at 08:06

    Uśmiałam się. Moje dziecko rownież należy do tych, które nie uczą się na własnych błędach (czytaj wypadkach). Czasem się zastanawiam, czy ja nie przeginam z tym upominaniem, zakazami… ale jednak nie. Wczorajszy dzień to potwierdził. Matka mówiła, dziecko nie słuchało… a potem tylko matka zestresowana po pogotowiu biegała. A dziecko, najbardziej zapamiętało to, że lekarz nakazał pić zimne napoje. Zimne napoje, to oczywiscie nie zimna woda, tylko zakazana cola. I tak dziś od rana robi swoje, matki nie słucha. A jak słyszę huk po upadku, to słyszę, nic mi nie jest :) Ja mam na razie jedno w domu, drugie w drodze. Nie wiem, jak to będzie. Może bardziej wyluzuję :) Ale dzisiaj koniecznie reset – wieczorny spacer bez dziecka :)

  • Reply Katarzyna Łępa 27 stycznia 2015 at 13:41

    Co to tu się wyprawia?No, no, ja sie muszę dopiero z komentarzy na blogspocie domyślać -„jedną nogą już tam, za chwilę druga dołączy” – o co chodzi :P Przeoczyłam informację o przeprowadzce? Niedobra ja!
    Ładnie tu, wchodzę bez zaproszenia w takim razie, a co!

  • Reply Nikki 29 stycznia 2015 at 07:41

    Wspieram myślą, u mnie to samo. Jeszcze ci z dumą powie: łobuz? Ja!

  • Reply Agata 30 stycznia 2015 at 16:18

    Dwie lobuziary! ;)

    U nas to samo. Bi nie tylko sama akrobacje wyprawia, ale jeszcze namawia brata. Spadaja ze stolu, z kanap, przewracaja sie o rozrzucone zabawki, ale ostroznosc jakos im w krew nie chce wejsc… ;)

  • Reply MzP 30 stycznia 2015 at 21:41

    …bo są takie dni, że nawet idealna matka idealnych dzieci wysiada ;) Zwłaszcza jak się potworki zmową zbratają. Przejdzie, zawsze mija.
    Kurczę, tak rzadko ostatnio bywam na blogach, że przegapiłam wszystkie Wasze styczniowe urodzinki. Tak czy inaczej, każdego dnia dobrze Wam życzę.
    Ps. Tosinkowo.pl wygląda super! :D

  • Leave a Reply