Dzieci, Kobieta

Regeneracja w warunkach domowych

2 lutego 2016
Regeneracja po ciężkim dniu to podstawa. Regeneracja po ciężkim tygodniu to obowiązek. Wbijam sobie do głowy jak mantrę i staram się odpocząć choć chwilę. Udaję, że nie słyszę nawoływań co pięć sekund i zdaję się nie reagować na szarpanie ubrania. Coraz głośniejsze „no, mamoooo!!!!” odbijam rykoszetem w stronę ojca dzieci. Staram się wyciszyć. Wiem, że jeśli nie odpocznę przez chwilę, nie wyłączę się z tego zgiełku na sekundę, zacznę wrzeszczeć lub co gorsza smarkać w rękaw od szlafroka. Kilka godzin snu na trzy doby nie zrobiło dobrze. Najstarszy od wejścia nie zapytał jak zwykle: jak minął dzień?,  tylko: bardzo ciężko było? Jest na tyle wyrozumiały i delikatny, iż nie powie wprost, że wyglądam jak upiór w operze. Ja natomiast jestem na tyle bystra, by wyczytać to w jego zwiększonej trosce i dostarczonej pod nos herbacie w największym domowym kubku.

Regeneracja przy moich dzieciach to nie taka prosta sprawa. Pewnie przy większości dzieci to nie jest wcale łatwa sprawa. Natychmiast, gdy usiądę plackiem by oddać się cudownemu nicnierobieniu, zamieniają się w żebraka z wyciągniętą dłonią: poproszę pić, poproszę kanapeczkę, poproszę jabłuszko, jestem głodny, jestem spragniona, bóg zapłać. Regenerację szlag trafił. I nawet gdy moje ukochane dzieci zajdą mi konkretnie za skórę, ale tak konkretnie, że nawet prośby o szklankę wody odbijają się echem od wyrodnej matki, odpocząć przy nich nie sposób. I pal licho, gdyby obrażone w kącie posiedziało jedno z drugim, oni w odwecie wymyślą taką zabawę, że muszę chciał nie chciał opuścić swój padół leniwca. No chyba że nie wzruszyłyby mnie skoki z piętrowego łóżka, zjazd po barierce schodowej, czy zamykanie jedno drugiego w pralce. No chyba że….jednak wzruszają. Ale ćwiczę! I z jakby większym nieco opóźnieniem biegnę na ratunek. Jeszcze kilka ćwiczeń, a wstanę dopiero jak usłyszę wirowanie.

Dopóki jednak nie nauczę się całkowitej asertywności wobec moich dzieci, dopóty będę raz na jakiś czas wcielać się w rolę zombie. A że nie nauczę się nigdy, rolę w przedstawieniu mam zaklepaną. Bo one doskonale wiedzą, że mają nade mną przewagę. Ale ćwiczę. Ćwiczę w pocie czoła! Przypomina mi się pewna historia. Jakiś czas temu, gdy miałam podobny okres (czyt. alergię na waśnie i spory małolatów, a te były wówczas nasilone), po miliardowej próbie ich uspokojenia, wyciszenia, wystraszenia, zaszantażowania, wystawienia na olx wrzasnęłam, że dłużej tego nie wytrzymam i wyszłam za drzwi, siadając na progu. Pomyślałam, że może wreszcie skumają, że to nie przelewki i matka postanowiła się wyprowadzić. Tak jak stała. Tak jak straszyła, w jednej koszulinie. Siedziałam chwilę na tym progu, z głową wielką jak sagan. Cała sytuacja wydała mi się na tyle komiczna, że wraz z tym odkryciem zmniejszyło się we mnie napięcie. Nie poradziłaś sobie z małymi dziećmi-świdrowało mi w głowie, jak poradzisz sobie, gdy dorosną? Chciało mi się śmiać, płakać i pukać w czoło na zmianę. Chwilę trwały te moje rozważania, gdy zza drzwi dobiegł mnie głos Anielki:

coś Ty Gaja! Mama nigdzie nie poszła! Płacz, że Cię boli a od razu przybiegnie.

Roześmiałam się, przyznając sama przed sobą, że jestem przewidywalna jak angielska pogoda. A one? sprytne i cwane jak rude lisy! I tak to właśnie działa. Im bardziej jesteśmy zdenerwowane, tym bardziej nasze dzieci nad nami górują. Im bardziej tracimy grunt pod nogami, tym bardziej podkopujemy swój autorytet. Im więcej pozwalamy sobie na słabość, tym szybciej słabość zostanie nam przypisana. Dlatego wciąż sobie przypominam WŁASNE SŁOWA.

Już nie wychodzę na schody. Już nie biegnę na każde zawołanie. Już nie zagryzam zębów i nie liczę do dziesięciu. Już nie ustępuję. Już nie popełniam tych samych błędów. Popełniam nowe. Bo za nic nie pozwolę sobie na taką przewidywalność. Nie ma nic gorszego od nudnej kobiety.

 

No może tylko nudny mężczyzna.

 

Pamiętajcie o aktywnym KONKURSIE.

Podobne wpisy

12 komentarzy

  • Reply Okiemamy 3 lutego 2016 at 08:59

    O mam tak samo! Za każdym razem gdy siadam w fotelu oddać się chwili relaksu dopadają mnie dzieci i coś „ważnego” chcą. Od dłuższego czasu walczę z tym, nie biegnę na każde zawołanie, ale one też co chwilkę zmieniają strategie. Dzieci są bardzo sprytnymi obserwatorami :)

  • Reply Rivulet 3 lutego 2016 at 09:48

    Ech ja po feriach regeneruję się na całego, aż mi głupio :) No ale jak się przez tydzień nie spało prawie, bo młoda miała zapalenie oskrzeli, to chyba można w końcu siąść i nic nie robić…
    Chociaż ja z tych mam leniwych, co to na prośby dziecka odpowiadają „to sobie zrób, masz dwie rączki”. I to czasami pozwala mi odpocząć nawet wtedy, kiedy dzieci są obok. Choć rzecz jasna nie za często ;)

  • Reply Mama Zuzi i Zosi 3 lutego 2016 at 11:21

    Ha ha a myślałam, że tylko ja postanowiłam się na chwilę wyprowadzić do łazienki :D Dziewczyny się trochę zdziwiły, że mnie nigdzie nie ma :P
    U mnie Mrówki same sobie kanapki robią, naleją sobie picia, ubiorą się itd. Nawet jak ładnie poproszę to posprzątają ale potrafią zajść za skórę :)

    • Reply Marta 3 lutego 2016 at 12:33

      No nie jesteś sama ;). Moi też samodzielni, tylko powiem Ci uczciwie, że po ich szykowaniu jedzenia i picia mam więcej roboty, aniżeli przy wyręczeniu. Jestem egoistką, gdy dopada przemęczenie. Wybieram mniejsze zło ;))

  • Reply pannaoceanna 3 lutego 2016 at 12:43

    hahahah! Płacz, że Cię boli a od razu przybiegnie – jakie to prawdziwe <3 uśmiałam się

  • Reply Młoda Mama 3 lutego 2016 at 15:45

    Ja się regeneruje jak moje dziecko śpi lub urządza sobie popołudniową drzemkę innej opcji nie mam. :)
    Pozdrawiam

  • Reply hally 3 lutego 2016 at 20:47

    HA…mam tak samo…..dzieci mnie znają na wylot:)

  • Reply Marta mamawbiegu.pl 4 lutego 2016 at 07:45

    Weź! Ty i upiór?

  • Reply Poczwórna :) 4 lutego 2016 at 14:09

    Hahaha… pamiętam jak nie raz uciekałam do łazienki, żeby się ktokolwiek inny bliźniakami zajął, tak ich nie raz miałam dość. Jakie to piękne czasy były mieszkać z rodzicami ;)
    Jednak teraz stwierdzam, że bliźniaki to jeszcze byli spokojni, Remo to dopiero mi daje popalić. Zwykle, kiedy matka próbuje ogarnąć dokumenty, albo samą siebie. Jak „nic nie robię” to siedzi cicho, a jak się wezmę za robotę, albo chcę odpocząć, to od razu krzyki, wrzaski, płacz i rzucanie zabawkami we wszystkie kierunki, a najczęściej w brata… o zgrozo, to chyba przez to, że jest najmłodszy :/

  • Reply asia/wkawiarence.pl 4 lutego 2016 at 15:13

    czasem udaję, że mnie nie ma, chowam się, krzyczę, że mnie nie ma, że wyjechałam do Peru :) ale kiepsko mi to wychodzi…

    • Reply Marta 4 lutego 2016 at 18:19

      hahahahaha wyjechałam do Peru :D

  • Reply marta 10 lutego 2016 at 16:21

    Też udaję, że nie słysze :) Ale dzieciaki są cwane, oj tak!

  • Leave a Reply