Dzieci, Rodzice

Razem, czy osobno?

24 stycznia 2015

Temat poruszany miliony razy, tyleż samo krytykowany co chwalony.
Niektórzy mają po dziurki w nosie tego, co myśli na ten temat społeczność, inni natomiast poszukują potwierdzenia swoich wyborów. Tak, czy siak temat wałkowany cyklicznie.
Jak to jest u nas?
Ano tak, jak życzą sobie tego dzieci.
Brzmi strasznie? Pewnie dla wielu. Dla przeciwników możemy jawić się jako niewyspane, umęczone zmory, walczące o skrawek łoża, podczas gdy całą część środkową zajmują rozwalone berbercie.
Już słyszę te współczujące głosy, poklepywania po utyranej głowie, obietnice że kiedyś to się może skończy. Z drugiej strony słyszę głosy: ‚a dobrze im tak! pozwolili dzieciakom na głowę sobie wejść. Dupa nie rodzic – nic dzieciaka samodzielności nie nauczył!’
Druga strona – zwolenników, jak nic uśmiechnie się z pobłażliwością i odpowie, że u nich jest podobnie. To dziecko daje sygnał, kiedy chce usnąć samo, a kiedy z rodzicem. To dziecko decyduje o Twoim wysypianiu, ono też daje Ci przyzwolenie na wspóllny…film? ;) z mężem.
Usłyszysz tu pochwałę, bo zadowolenie dziecka przedkładasz nad swój komfort, posłuchasz o bliskości i poczujesz aprobujące klepnięcie.
I teraz co z tym zrobisz?
Są dwie drogi.
-krytykując drogę przeciwnika, na czym świat stoi, albo:
– robić swoje i pozwolić innym na to samo.
Ja ZAWSZE wybiorę drugą.
I nie, nie dlatego, że nie potrafię bronić swojej racji i wizji. Bo potrafię.
I też nie dla świętego spokoju, bo owszem, lubię podywagować i posłuchać wszelkich za i przeciw. Nic w tym złego.
Wybieram drogę drugą wyłącznie po to, by podkreślić, że absolutnie każdy powinien mieć wybór i robić to, co u niego w rodzinie funkcjonuje lepiej. Drażni mnie ślepe zapatrzenie w poradniki, które to nakazują jak postępować należy. I często ten zapatrzony rodzic, krzywdzi swoje dziecko, będąc święcie przekonanym, że to dla dziecka dobra. Bo dzieci są różne. Tak jak my, dorośli różni jesteśmy. Najgorszym według mnie błędem, jest szablonowe traktowanie dzieci. Wszystkich. Jak leci.
Mam pięcioro dzieci. Już na własnym przykładzie mogę śmiało powiedzieć, że to co sprawdzało się przy jednym, było kompletnym niewypałem przy drugim. A to rodzeństwo przecież, prawdopodobieństwo powielenia skuteczności metody dużo większe, niż przy zestawieniu dwóch obcych sobie istot, prawda?
Weźmy na przykład dziewczynki:
Anielka przy usypianiu czuła się najszczęśliwsza, gdy podało się jej smoczek (tak, używała jako jedyne moje dziecko), położyło do łóżeczka….i wyszło.
Gaja zapłakałaby się jak nic. Przy Niej należy leżeć, głaskać Ją po główce, tulić i najlepiej obcałowywać z każdej strony. Tak zasypia od początku i pewnie prędko się to nie zmieni.
Idąc tropem zatwardziałych zwolenników, czy przeciwników zasypiania z dzieckiem możemy wysnuć wnioski:

zatwardziali zwolennicy spania z dzieckiem:
przy Anielce:
-biedna ta starsza…zasypia w samotności. Nie tulona, nie kołysana, w łóżeczku.
i przy Gai:
-jaka cudowna więź mamy i córki. Najpiękniejsze zasypianie świata! dziecko ma tyle miłości i ogrom czułości, wszystkie dzieci powinny to czuć!

przeciwnicy:
przy Anielce:
-proszę, jaka samodzielna i mądra dziewczynka! rodzice stanęli na wysokości zadania. Dziecko pięknie nauczone, że pora snu – to pora snu. Brawo! Tak być powinno!
i przy Gai:
-ależ ta mała weszła im na głowę. Masakra. Zamiast wieczór spędzić we dwoje, to matka musi leżeć godzinami z dzieckiem. Kompletnie niesamodzielna dwulatka – czas odciąć tą pępowinę!

Celowo przerysowałam przykłady, żeby pokazać jak wzajemnie ludziska potrafią się nakręcać. Bo po takim komentarzu, zwykle pojawia się kolejny i z dziecka takiego jak Anielka robi się albo samodzielną, mądrą i dobrze ułożoną dziewczynkę, albo biedne, smutne i porzucone dziecko. Zależy kto się do konwersacji podczepi.
To samo z Gają. Raz będzie cudnym, tulaśnym bobaskiem, a raz kompletnie nienauczoną życia, niesamodzielną dziewczynką.
Zapewne wiecie co mam na myśli, w sieci pełno jest konwersacji na powyższe tematy i tyle samo uogólnień.
Niekiedy czytam i łapię się za głowę.
I chciałabym krzyknąć do atakowanej mamy – dziewczyno! robisz dobrze! Twoje dziecko ma prawo być takie, jakie jest! To, że nie zachowuje się jak dziecko nieprzychylnej komentatorki, nie znaczy, że coś z nim nie tak – spójrz na moje kompletnie różne córki!
Robiłabyś źle, gdybyś pomijała potrzeby własnego dziecka i porażona atakiem obcych ludzi, zaczęła na siłę ‚uczyć’ malucha właściwych zachowań. Bo ‚właściwe’ nie istnieje! To, co jest właściwe dla Twojego dziecka, może nie być właściwe dla dziecka sąsiadki, to co jest właściwe dla dzisiejszego komentującego, dla jutrzejszego może być krzywdzące. I co wtedy zrobisz? wrócisz do wcześniejszych ustaleń?
Bardzo bym chciała, by ludzie nie dawali sobie przyzwolenia na bycie ekspertem, wyłącznie w oparciu o swoje dzieci.
Owszem dajmy radę, jeśli ktoś od nas jej oczekuje, ale błagam! nie używajmy zwrotów: powinnaś zrobić tak! bo to działa i jest właściwą drogą.
Pewnie działa. Na Twoje dziecko zadziałało i być może na dziesiątki innych, ale nie masz absolutnie żadnej pewności, że i na to dziecko zadziała.
O wiele prościej jest poradzić w ten sposób: ja zrobiłam tak i tak, na moją córeczkę podziałało, spróbuj! może u Was będzie podobnie.
Prawda, że lepiej? Ba! jak Twoja metoda jest do kitu, nikt nie zarzuci Ci, że guzik wiesz o wychowywaniu dzieci, przecież tylko podzieliłaś się swoim doświadczeniem, nie starasz się być drugą Dorotą Zawadzką.

Dostaję białej gorączki widząc, jak często młode mamy są atakowane w sieci. Powód zawsze się znajduje, w zależności, kto trafi na jej wpis.
I zwykle dziewczyna się tłumaczy. Że to, że nadal sypia z własnym dzieckiem, nie oznacza, że robi z niego niezaradną sierotę, bądź to, że dziecko zasypia samo – nie oznacza, że odarte jest z czułości.
I nie wkurza mnie w sumie samo dociekanie, a to, że dzięki takim atakom, ta młoda mama może zacząć myśleć, że nawala. Że może faktycznie nie daje dziecku tego, co dać powinna, skoro internety tak mówią.

Podsumowując, apeluję do Was młode i fantastyczne matki! Nie dajcie sobie wmówić, że coś z Wami nie tak, bo wpuszczacie dziecko do swojego łóżka (zaręczam, moja dwuletnia Gaja jest bardzo samodzielną dziewczynką, to nie wspólne spanie o samodzielności dziecka decyduje). Róbcie swoje, bo nikt tak jak Wy same, nie zna Waszego dziecka, a co za tym idzie nikt nie może wiedzieć lepiej, czego ono najbardziej potrzebuje. A jeśli Wasz maluch, tak jak moja Anielka zasypia sam i na czułości ma ochotę zawsze, ale nie w czasie snu – to zamiast zastanawiać się, czy to dobrze, czy nie, zróbcie w tym czasie coś absolutnie dla siebie. Z kolejnym maluszkiem może już tak łatwo nie być ;)

Podobne wpisy

27 komentarzy

  • Reply Magdalena Burek 24 stycznia 2015 at 13:26

    Bardzo mądrze napisane jakbym czytała o nas;pp. Ja to podobno jako pierwsze dziecko byłam grzeczna przesypiałam noce w swoim łóżeczku, a potem się przeniosłam do łóżka, bo łóżeczko trzeba było oddać Michałowi chociaż on rzadko z niego korzystał. Po odłożeniu do łóżeczka było larmo, uwielbiał być bujany w wózku;pp. A Gosia do łóżeczka była przenoszona jak zasnęła, ale po przebudzeniu w nocy lądowała w łóżku rodziców. Z rodzicami spała bardzo długo, ale jak sama piszesz każde dziecko jest inne, każde ma inne potrzeby:) Powiem Ci dobrze, że Gaja śpi z Tobą, bo wtedy masz przynajmniej troszkę czasu zajrzeć do Czarownic;pp. Gajuniu dziękujemy Ci bardzo:**

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:20

      hahahhaha to prawda Madziu, usypiając Gaję mam więcej czasu dla Was :D
      Ja sama długo spałam z mamą, ciężko byłoby mi to krytykować ;) a poważnie – czy to naprawdę temat do sprzeczek? jak dla mnie każdy powinien kierować się własnym zdaniem i potrzebami :)

    • Reply Magdalena Burek 26 stycznia 2015 at 10:31

      Wg mnie to żaden temat do sprzeczek,każdy ma swój rozum i nim się kieruje:))

  • Reply filipek 24 stycznia 2015 at 14:46

    UwielbiamTwoje wpisy… :) czyta sie czyta i chce sie jeszcze :)

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:20

      miód na moje serce – dziękuję :)

  • Reply Iza - łowca zabawek 24 stycznia 2015 at 15:37

    Moja Iza od początku spała w łóżeczku, z nami nigdy. Problem zaczął się w momencie przenosin do „starszego” większego łózka oraz tego że miała swój pokój bez nas obok. Budziła się w nocy i nie było mowy o spaniu u siebie. starałam się aby zasnęła z powrotem u siebie niestety bez większego sukcesu. Efekt my niewyspani, na łóżku mało miejsca, wstawałam „połamana”. Ale któregoś dnia zaskoczyło i teraz śpi spokojnie całą noc. Nie powiem czasami tęsknię za jej oddechem tuż obok, ale oddzielnie jesteśmy wyspane obydwie.

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:23

      No właśnie, wszystko zależy od komfortu wysypiania :) Ja z dziećmi jestem wyspana. Aż dziwne, ale nigdy z powodu małego towarzysza nie wstałam „połamana”. Moja Nelka spała sama, a teraz różnie :)

  • Reply Ewelka 24 stycznia 2015 at 17:52

    śpię z czterolatkiem :) jest mądry, samodzielny, pewny siebie i spragniony czułości :)
    I mam naprawdę w nosie co ktoś myśli o moim spaniu z Syneczkiem :)

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:23

      i to jest bardzo zdrowe podejście ;) też bym miała, zresztą mam! w nosie ;)

  • Reply Tissana 24 stycznia 2015 at 18:18

    Usmiechnęłam się, bo wczoraj rozmawiałam na ten temat z dziewczynami w pracy i post napisałam, zapisałam, a dziś patrzę, że Ty również napisałas o spaniu razem…
    Moja Julia zasypia czasami jak Twoja Anielka, a czasami jak Gaja.
    Jedno co się nie zmienia to smoczek, bez niego nie zaśnie. Czasami ją położę w łóżeczku, zaśnie w sekundzie, a czasami jak się zbliżam do łóżeczka, płacze i chce być tulona, wtedy usypia z nami, a dla mnie nie ma nic wspanialszego niż wtulenie się w nią i spanie obok… I powiem Ci, że ja jestem bardziej wyspana śpiąc z nią, niż bez niej, bo jak śpi obok, rzadko się budzę, jak śpi w łóżeczku, wstaje kilka razy w nocy i sprawdzam czy sie nie odkryła czy pampers nie przesiąknął, itd… :)

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:30

      no proszę, temat wszędzie aktualny :) Smoczkowe dzieci tak mają – zwłaszcza potrzebują smoczka do zasypiania. Jak piersiowe – piersi. SSanie uspokaja. Jak widzisz problem wysypiania nie zależy od tego, czy maluszek obok ;)

  • Reply beata bychowska 24 stycznia 2015 at 19:20

    Świetny wpis ☺

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:30

      :*

  • Reply Misako - matka po japońsku 24 stycznia 2015 at 19:37

    Przy tak doświadczonej mamie jak ty, aż mi wstyd coś mówić ;) jako, że jestem (będę) mamą jedynaczki :D

    Ja jestem w obozie przeciwników sypiania z dzieckiem. Moja Chibi jak twoja Anielka :) – choć uważam, że u nas to sprawa wyuczona a nie wrodzona.
    Jesper Juul powiedział kiedyś, że „nie ma jednego właściwego sposobu wychowywania dzieci. Chodzi o to, aby szukać własnej drogi, ale również wybaczać sobie, jeśli nie zawsze okaże się ona skuteczna”. I to popieram.
    Dla mnie, w mojej ocenie , w moim łóżku i moim małżeństwie, spanie z dzieckiem jest złe i rzeczywiście to krytykuje, ale nie zmienia to faktu, że każdy żyje jak chce i jak mu się podoba :)
    Jasne byłabym hipokrytką, jak bym nie przyznała, że jak słyszę o 6 latku śpiącym z rodzicami czy o tym, że matka przez 3,5roku nie przespała nocy, bo syn kilkanaście razy chciał ssać pierś, to bez bicia przyznaje, oceniam i mimowolnie robię „minę” :D
    Ostatnio na FB było o tym głośno i po przeczytaniu, że My (bo i ty z wszystkim dziećmi nie spałaś) serwujemy dzieciom emocjonalną traumę, problemy w związkach i ogólnie sierocyzm życiowy, poczyniłam iroczno-cyniczny wpis o tym (oczywiście zrozumiały go tylko mamy nie śpiące z dziećmi ).
    Matki lubią się mądrzyć, taka chyba nasza cecha ;) grunt tylko aby nie zaglądać nikomu pod kołdrę tak na poważnie, a dyskusja zawsze mile widziana (choć co ja gadam, tu są tylko wyłącznie monologi :P )

    A tak wyjmując mnie z środka wszechświata, Potrafisz bardzo mądrze i neutralnie pisać. Wynika to chyba z bardzo szerokiej palety doświadczeń. (bo najgłośniej chyba szczekają takie matki co ja :P ) zawsze miło jest usłyszeć taki głos rozsądku w tłumie :)

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:39

      eee tam wstyd :) zawsze powtarzam, że człowiek nawet przy piątce dzieci – w pewnych aspektach głupi pozostaje ;) doświadczenie bywa niewystarczające, zawsze może przytrafić się coś po raz pierwszy, nawet przy piątym dziecku. Ja jak napisałam w notce nie krytykuję ani spania, ani niespania z dzieckiem – zresztą, robię i jedno i drugie – siebie krytykować będę? :) Ja z kolei nie potrafiłabym wyuczyć zasypiania – tzn. czytałam o tej szkole przetrzymywania dziecka, popłacze kilkanaście minut, potem kilka, aż zaśnie samo – o matko, serce by mi pękło. I wiem, nie dzieje się tragedia, ale w moim odczuciu jest inaczej – a z tym nie wygram. Jako matka całej gromadki wiem, że poradniki poradnikami, ale zwłaszcza intuicja i serce matki do głosu dopuszczać należy. My nasze ‚małżeńskie’ łoże często zamieniamy na bawialnię i pasuje nam to obojgu, jak nic ;) Jestem mamą, która od 7 lat nie przespała żadnej nocy ;) miny bym się nie ustrzegła hahahha ;D ale tak to już jest, jak stawia się na kp, potem ma się syndrom matki wędrowniczki, co to okrywa i sprawdza w nocy czy się nie rozkopało. Tyle, że ja się nie skarżę, bo przecież to wyłącznie moje wybory, nie? Co do traumy, jaką serwujemy dziecku, bo z nim nie sypiamy – przemilczę ;) po Anielce jakoś nie stwierdziłam ani osmaotnienia, ani uczucia odrzucenia ;) nie ma jak ocenić ogół, jedynym przesadzonym wpisem. Słowo ma moc, nie ma co :) Dziękuję Ci za ten komentarz :)

  • Reply Justyna Komada 24 stycznia 2015 at 21:53

    Jak ja Cię lubię czytać, mądra kobieto :*

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:39

      Jak ja lubię Ciebie tutaj mieć, mądra kobieto :*

  • Reply akinajka 25 stycznia 2015 at 00:23

    Śpię z siedmiolatką i wiem, że ta moja siedmiolatka do bardzo odważnych, mądrych i zaradnych dzieci należy. Kreatywnością i wiedzą (po cowieczornym czytaniu ogromu książek) się wyróżnia ;)
    Zapraszam na naszego bloga i pozdrawiam :-)

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:40

      zaprzeczasz niektórym poradnikom ;) a poważnie, Twoja decyzja, Twój wybór i bardzo dobrze :)

  • Reply Asia Szarańska 25 stycznia 2015 at 08:50

    Nasza Mila nie zaśnie, gdy nie ściska w garści moich włosów. Padłabyś ze śmiechu, co się dzieje, kiedy jakimś cudem wyląduje po drugiej stronie łóżka i mąż ją ode mnie odgradza. Najpierw zza jego pleców wyłania się macająca ręka, która próbuje zlokalizować loki matki. Później dziecko gramoli się nie patrząc na ofiary w ludziach i zwierzętach by te włosy dostać :) Komedia, ale trochę tragi go codziennie nowe włosy wyrwane. Próbowałam podłożyć lalkę, ale za chiny się nie zadowoli ;)

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:42

      hahahahah wyobrażam to sobie, bo i moje dzieci mają takie rytuały :) Franio musi być głaskany po pleckach. Gaja ściska w rączce kawałek mojej koszulki/piżamy. Antoś sypiał z ręką na mojej twarzy :))) to cudowne i mega śmieszne czasami )))

  • Reply Kasia Ł. 25 stycznia 2015 at 13:36

    Wszystkiego najlepszego dla Anielinki!!! Moc buziaków w Twoje święto Słońce :* :*

    • Reply ma~ 26 stycznia 2015 at 08:42

      Kasiulka ♥

  • Reply Ewelka 28 stycznia 2015 at 20:58

    Dziecko jest dla mnie najważniejsze, po prostu. Nie bagatelizuję jego potrzeb, a wychodzi im na przeciw.
    Mój maz myśli i czuje identycznie i wbrew pozorom nasze małżeństwo jest bardzo udane i namiętnie, a To tatuś wylądował w pokoju gdzie na ścianach jest Puchatek. Wszyscy są szczęśliwi bo nasze dziecko jest, cieszyły się tym czasem gdy jest mały i tak bardzo potrzebuje bliskości bo wiemy jakie to ważne i jak szybko minie..

    • Reply ma~ 28 stycznia 2015 at 21:08

      Ewelka, kocham Cię za ten komentarz! :) Gdy czytam jak to zabija się związek, gdy zabiera się do łóżka dziecko, to mam dziwne odczucia. Raz się złoszczę, bo to schematy, dwa się śmieję (bo czemu tylko łózko ma świadczyć o namiętności w związku?:), a trzy: nie rozumiem uogólniań. My też nic nie straciliśmy, sypiając obok „Puchatka”. A może nawet zyskaliśmy? kto wie? :) Masz rację – to mija tak szybko, że szkoda prądu na udowadnianie, że nie jest to właściwe. U Was jest, u nas również i u wielu, wielu innych. Co nie przeszkadza mi wierzyć w to, że nie sypianie z dzieckiem również złe nie jest, zresztą mam i jeden i drugi przykład w domu :)

    • Reply Ewelka 29 stycznia 2015 at 19:08

      :-)
      Ja Ciebie kocham odkad Cie czytam cudowna Mamo:-) cudownych dzieci

  • Reply merry 2 lutego 2015 at 11:33

    A najśmieszniejsze jest to, że choć byśmy nie wiem, jak się starali, to nie zmienimy naszych dzieci i ich potrzeb. Do pierwszego dziecka wstawałam w nocy i utulałam w łóżeczku, żeby broń Boże nie przyszło do nas i się nie przyzwyczaiło do współnego spania, poddałam się, jak miała 2 lata i od tamtej pory (już ponad 2 lata) przychodzi do nas co noc;) młodszą córcię brałam do łóżka często, dla wygody, a teraz ma 2 latka i zasypia u siebie łóżeczku i przesypia w nim całą noc:) najmłodszego (6 mies.) póki co nie biorę do łóżka, bo dobrze sypia, tylko na mleczko się budzi, ale wiem, że jak będzie miał potrzebę spania z rodzicami, to napewno będzie mógł:)

  • Leave a Reply