Dzieci, Rodzice, Zdrowie

Pulchny maluch nie jest okazem zdrowia.

14 stycznia 2015
 Wiele razy spotkałam się z twierdzeniem, że dziecko pulchniutkie to okaz zdrowia.

I to nie tylko, jakby się zdawało u babć, czy innych cioć Kryś.
Bywają i młodzi rodzice, którzy cieszą się z każdej dodatkowej fałdeczki u potomka. I to, że jest największy i najcięższy w klasie, to dla nich powód do przechwałek:
-rośnie na schwał! już się w siatce centylowej dawno mieścić przestał!
Każdy pozostawiony na talerzu kęs, bywa powodem do zmartwień, pomimo powyższego. To nic innego, jak brak świadomości.

Moje dzieci są szczupłe. Owszem miały ‚pućki’ w okresie niemowlęctwa – ale na piersi to normalne. Tak samo jak to, że dzieci karmione piersią, zwykle te ‚pućki’ gubią w okresie nieco późniejszym. Ciężko utuczyć dziecko ‚piersiowe’. A już na pewno ciężej, niż te karmione mieszanką.
Ileż to razy sama zastanawiałam się, czy czasem nie powinnam dzieci podtuczyć, a zwłaszcza chłopców. Bo chudziny straszne. Spodnie tylko z regulacją w pasie i koniecznie slim, bo w każdym innym modelu, wyglądają niczym w piramidach (nieco starsze pokolenie będzie wiedziało o jakim kroju mowa;). W sklepie zawsze rozglądam się za szczupłym fasonem bluzek i spodni. Zdarzało się, że wzdychałam, gdy nic na drobiny znaleźć nie mogłam.
A badania idealne. Lekarze cieszyć się każą. Bo dobrze, że szczupli. Bo lepiej znacznie, gdy w tą stronę, a nie odwrotną.

Gdy w niedzielę uczestniczyłam w warsztatach ‚Rodzice dla Zdrowia’, zrozumiałam dosadnie że i owszem, cieszyć się powinnam. Zwłaszcza wtedy, gdy pokazano nam na wykresie, jak bardzo odsetek otyłych dzieci w Polsce rośnie. I jakie ryzyko taka otyłość niesie. A dietetyków w przychodniach nie ma. A jak są, to najczęściej w prywatnych. I z problemem otyłości u dziecka, rodzic najczęściej zostaje sam. Dlatego całym sercem jestem za projektem Fundacji My Pacjenci, która zorgazniowała warsztaty, a którym jest wprowadzenie porady dietetycznej dla kobiet w ciąży i rodziców małych dzieci, finansowanej przez NFZ.
Bo jak sobie wyobrażę, co musi czuć zagubiony rodzic dziecka, któremu NALEŻY wprowadzić dietę, a który nawet sobie jej ułożyć nigdy nie potrafił, to śmiem twierdzić, że brak dietetyka w podstawowej opiece zdrowotnej, to zwyczajnie kpina. Mam nadzieję, że z ogólnym wsparciem społeczeństwa, to się szybko zmieni.

-Polskie dzieci jedzą coraz więcej, i nie to, co jeść powinny. Dzieci jedzą niewartościowe produkty, często są przekarmiane. Takim dzieciom brak witamin, zwłaszcza tych z grupy B, a także innych składników odżywczych, np wapnia.



Wśród głównych przyczyn otyłości wymieniamy przekarmianie, nieregularność posiłków, podjadanie między posiłkami, utrwalony nieprawidłowy sposób żywienia. To my, rodzice musimy nauczyć dziecko jak jeść. Nie nagradzajmy słodkościami, nie stójmy jak stróże nad dzieckiem, pilnując by zjadł posiłek do ostatniego kęsa. Jeśli jest najedzone, nie wpychajmy w nie na zapas.

Na dzieci chodzące do szkoły, czyha także sklepik. A tam (w wielu jeszcze miejscach), zamiast zdrowej żywności – chipsy i batony. Pół biedy jeśli dziecko zje w domu pełnowartościowe śniadanie, istnieje wtedy sznasa, że nie czując głodu, nie rzuci się na te wszystkie zapychacze. Statystyki nie są jednak optymistyczne.

Kolejną przyczyną otyłości u dzieci jest brak ruchu (wiem, mamom dzieci takich jak moje, ciężko wyobrazić sobie dziecko w bezruchu, ale problem istnieje i to duży)
I znów zajrzę w statystyki, a te mówią, że dziecko spędza prze tv i komputerem ok 3 godzin dziennie. W porównaniu z innymi krajami, polskie 11 latki, spędzają w ten sposób najwięcej czasu.
W kategorii aktywność, polskie 13 latki znalazły się na 34 miejscu (z pośród 39 badanych krajów).
Słabo…Bardzo słabo.
Nie bez znaczenia są tu lekcje z w-fu, które polskie dzieciaki zwyczajnie olewają. Wiecie, że ponad 30% uczniów szkół ponadgimnzjalnych ma zwolnienie lekarskie z w-fu, lub nie ćwiczy wcale?
Otwiera oczy, prawda?
Kto jest temu winien?
dziecko, bo leniwe? czy rodzice, którzy aktywności w dziecku nie zaszczepili? a może nauczyciele, którzy za mało wkładają w lekcje starań, by były atrakcyjne dla dzieci?
Założę się, że niejeden z Was, spotkał się w swoim życiu z sytuacją, że lekcja w-fu oznaczała tyle co ‚macie tu piłkę i zajmijcie się sobą’.
Zamiast szukać winnych, powinniśmy poszukać wyjścia z tej sytuacji.
Zachęcić dzieci do aktywności. Jest wiele przyjemniejszych sposobów na spędzanie czasu, niż na siedzenie przed telewizorem. W naszym interesie powinno być zachęcenie dziecka do zmian. Wspólne wycieczki rowerowe, czy choćby spacery –  nie dość, że pozwolą zapoczątkować szereg wielu dobrych zmian, to jeszcze bardziej zbliżą nas do dziecka. Same plusy.
Wielu rodziców zasłania się obowiązkami, pracą. Jeśli masz pracę, która uniemożliwia Ci codzienne spacery z dzieckiem, zawsze możesz odłożyć je na weekend, a wieczorem zamiast oglądać wspólnie kolejną kreskówkę, może razem poskaczecie, albo urządzicie bitwę na poduchy?
Założę się, że nawet mało aktywnemu dziecku, takie szaleństwa z mamą lub tatą przypadną do gustu.

Jak wiadomo łatwiej zapobiegać, niż leczyć – zwłaszcza, że dostęp do dietetyków dziecięcych wcale najłatwiejszy nie jest (jeszcze!;).

Co zatem zrobić, gdy problem się pojawia a chcemy zapobiec otyłości u dziecka?


-Idź z dzieckiem do lekarza. Być może nadmierne łaknienie jest skutkiem zaburzeń zdrowotnych. Lekarz zleci badania, np na poziom cukru we krwi.

-spróbuj porozmawiać z dzieckiem, zaobserwuj czy nadmierne jedzenie u dziecka, nie wiąże się np z jakimiś problemami emocjonalnymi. Być może problem jest natury psychologicznej – dziecko nie czuje się akceptowane wśród rówieśników, ma problemy w nauce, i w taki właśnie sposób radzi sobie ze stresem?

-nie pozwalaj przekarmiać dziecka dziadkom. Ile to razy zetknęliście się z sytuacją, gdy dziecko ślęczy nad talerzem, a babcia w imię najwyższej troski, wpycha w nie jeszcze choć jedną łyżeczkę? (noooo…za tatusia jeszcze).

zastąp białe pieczywo razowym, słodkie płatki śniadaniowe na kukurydziane, wyeliminuj słodzone napoje gazowane.

-wprowadź stałe pory posiłków.

-umów się z dzieckiem, że słodycze będzie mógł zjeść tylko raz w tygodniu. Być może początkowo będzie to trudne, ale zobaczysz jak szybko dziecko przyswoi zasady.

-jeśli dziecko ma w nawyku podjadanie między posiłkami, jako przegryzki zaproponuj warzywa lub owoce.

-zmień nawyki żywieniowe całej rodziny. Ciężko tłumaczyć dziecku, że czekolada jest niezdrowa, gdy sami mamy ją w ustach.

-zachęć całą rodzinę do spacerów, wycieczek rowerowych, może basen? ważne, by dziecko było aktywne fizycznie.

-nie mów dziecku, że jest grube, myśląc że w ten sposób włpyniesz na jego ambicję i zmotywujesz je do aktywności. Co najwyżej obniżysz jego samoocenę, a wtedy będzie trudniej zmierzyć się z problemem Wam wszystkim.

Oczywiście najlepszą opcją, jaką chciałabym tu wkleić, byłoby:
-idź z dzieckiem do przychodni i umów się na wizytę z dietetykiem. 

Dietetyk przeprowadzi analizę diety dziecka, pomoże ustalić Wasz nowy jadłospis, a także plan dnia, zmotywuje przykładami innych pacjentów, wesprze rozmową.
Taka porada bywa nieoceniona. My rodzice, w sytuacjach dotyczących naszych dzieci, bywamy nieobiektywni. Staramy się sami sobie wmówić, że problem wcale nie jest duży (przecież są grubsze dzieci), często odwlekamy decyzję o podjęciu walki z dodatkowymi kilogramami, słuchając rad otoczenia, że przecież dziecko wyrośnie, na końcu nie mamy na tyle silnej woli, by dziecku czegokolwiek zakazać. Dopiero fachowa pomoc, rozmowa z mądrym dietetykiem pokaże nam, że zabierając w takiej sytuacji – dajemy. Że będziemy lepszym rodzicem, zabierając kolejny batonik, pomimo protestów dziecka.

Mam wielką nadzieję, że wkrótce każdy z nas, w swojej pobliskiej przychodni zdrowia, będzie mógł zaczerpnąć takich porad, a co za tym idzie ustrzeże swoje dziecko od otyłości.

Tego nam Wszystkim, a zwłaszcza naszym dzieciom życzę.

Zdjęcia – źródło internet
Zdjęcia z warsztatów w kolejnym wpisie.

Podobne wpisy

14 komentarzy

  • Reply Pani Marynarzowa 14 stycznia 2015 at 10:44

    Co do sklepików to podobno już od września będzie obowiązywała ustawa zakazujaca sprzedaży tzw. Śmieciowego jedzenia. I bardzo dobrze.

    Mój syn od 2 mc życia był karmiony mlekiem mm i tak jak Twoi chłopcy spodnie to tylko slimi jeszcze z gumką ;-) Wszystko zależy od tego jakie nawyki żywieniowe mamy w domu i jak karmimy dzieci. Ja zawsze byłam przecowniczka „kluskowania”, zjada tyle obiadu ile chce (jedyne do czego go namawiam to surówki bo o ile lubi warzywa to niekoniecznie w surowce), przekąski między posiłkami to głównie świeże owoce. Słodycze czy słone przekąski tez się pojawiają, ale zjadamy wszystkie w rozsądnych ilościach.

    • Reply ma~ 14 stycznia 2015 at 11:00

      Nie doprecyzowałam 😊 oczywiście że samo karmienie mm nie jest gwarancją otyłego berbecia (Nela butelkowa), miałam na myśli jedynie to, że kluseczka na piersi wychowana rzadko kluseczką zostaje przy późniejszym rozsądku. Natomiast dziecię które staje się kluseczką na mm, tak łatwo tych fałdek nie gubi. Tak jak napisałaś – przede wszystkim mądre podejście😊

    • Reply Pani Marynarzowa 14 stycznia 2015 at 14:06

      Nie miałam nic złego na myśli ;-) Często mamy które karmią dzieci mm stresuja się se przez to dzieci będą otyłe. Dlatego zaznaczyłam ze u nas syn choć butelkowy a chudzinka ;-)

    • Reply ma~ 14 stycznia 2015 at 14:12

      Ależ nie odebrałam tego jako złośliwości :) dziękuję, dzięki Tobie doprecyzowałam. Wiesz, ja nigdy nie krytykowałam mam karmiących mm i niech tak zostanie :) To wszystko zależy od podejścia. Nie ma się co stresować, gdy karmi się mądrze. Co z tego, że mama karmiąca piersią, dziecięcia piersią nie utuczy, jak dajmy na to później będzie malca ‚zapychać’ mało wartościowym produktem. Utczuczy później, ot taka różnica :) Należy myśleć i działać tak, by dobro dziecka było na pierwszym planie. Wiesz, po tych warsztatach jak zobaczyłam do czego może doprowadzić złe żywienie, sama zaczęłam analizować. Błędy sama też popełniałam, a jakże. Dziś staram się zmienić to, nad czym wahałam się i z czym zwlekałam – bo przecież dzieci drobne. Wprowadzam słodycze raz w tygodniu, myślę że pójdzie dzieciom na zdrowie :)

  • Reply Justyna Komada 14 stycznia 2015 at 13:27

    Ale, ze jak, czekolada pa pa? ( taki żarcik) ;))). Mądrości same! Słusznie Matula prawi, ale to nic nowego ;). Ze sklepikami to prawda ale cóż to za problem dla starszaka zahaczyć gdzie indziej. Sukces dają tylko dobre nawyki, także wsjo w naszych rękach!

    • Reply ma~ 15 stycznia 2015 at 01:02

      dla starszaka? żaden. Ale fakt faktem, że sklepik wodzi na pokuszenie, bo pod ręką, nie?
      Nawyki, dokładnie. Zatem, do pracy :)

  • Reply Katarina 14 stycznia 2015 at 15:37

    A weź, jak teraz dzieci są chowane…Na Wfie nie poćwiczy, bo trzeba się wysilić a już nie daj Boże dziecko się spoci…Na śniadania wciągają chrupki, słodkie bułki czy batoniki…Do picia? Kola the best!
    Sprzed kompa tyłka nie ruszy, bo wszystko inne taaaaaaaaaakie nudne..
    No i nic dziwnego, że coraz częściej głośno się mówi o bardzo poważnych problemach zdrowotnych nawet małych dzieci…
    Ale przykład z góry idzie.
    Jak matka i ojciec /lub ojciec głupi jak baobab i na to pozwala, to sorry.

    • Reply ma~ 15 stycznia 2015 at 01:04

      mocno, ale prawdziwie. Dlatego warto się opamiętać i zrozumieć, że takim postępowaniem, jedynie krzywdzimy.

  • Reply Ola O. 14 stycznia 2015 at 15:40

    U mnie w przychodni jest dietetyk, żaden prywatny, normalnie na NFZ. I to już od bardzo długiego czasu przyjmuje.

    • Reply ma~ 14 stycznia 2015 at 16:03

      To wspaniale. U mnie nie ma i w wielu innych również.

  • Reply Agata 14 stycznia 2015 at 16:36

    Bardzo madry post. Ja jestem strasznie przewrazliwiona na punkcie wagi dzieci, chyba dlatego, ze mieszkam tu gdzie mieszkam. A wiadomo jak sie prezentuje hamerykanckie spoleczenstwo. ;)
    Ale widze, ze w Polsce tez zaczyna sie robic srednio pod tym wzgledem… Na zdjeciach z ktoregos z poprzednich postow (ze spotkania blogerskiego), Nela bawi sie z dziewczynka. Pierwsze co mi sie rzucilo w oczy, to ze ta mala juz ma widoczna nadwage. W wieku okolo 3 lat! Wtedy tego nie skomentowalam, bo nie chcialam zeby matka tej dziewczynki to przeczytala (a podejrzewam, ze dziewczyny ze spotkan czytaja nawzajem swoje sprawozdania). Napisze teraz, ze tamta mala nie wyglada ani slodko, ani zdrowo i na tym skoncze, bo nie lubie krytykowac cudzych pociech. ;)

    Moje Potwory oba byly cycowe i tak jak piszesz, w niemowlectwie byly okraglutkie niczym buleczki. ;) Ale wszystkie te faldki zgubily jak tylko ruszyly do przodu na dwoch nogach. ;) Nie sa szczuplaczkami, ale nie maja tez nadwagi. I niech tak zostanie. ;) Potwierdzam, ze najwazniejsza jest zdrowa dieta i tu mam nie lada problem, bo moje dzieci to tragiczne wrecz niejadki. Ale oczywiscie na slodycze czy chipsy apetyt zawsze maja. ;) Tocze nieustanna wojne z mezem, bo on rozdaje im slodycze bardzo hojnie i nie patrzy na konsekwencje. Podobnie z ruchem. Ja staram sie wlaczac dzieci w domowe obowiazki, angazowac w ruch, szczegolnie na swiezym powietrzu (w poprzedni weekend zabralam Bi pierwszy raz na lyzwy!) zeby odciagnac ich maksymalnie od telewizora. Natomiast M. kiedy chce cos w spokoju robic, zapodaje im bajke i ma ich z glowy. Tyle, ze potem mija pol godziny, godzina, ale na moje haslo, ze wylaczamy tv, nastaja placze, wrzaski i histeria… :/
    Nooo… Takie tam moje codzienne batalie… ;)

    • Reply ma~ 15 stycznia 2015 at 01:09

      Myślę, że Ty na tamtejszych ulicach naoglądałaś się problemów z otyłością. U nas niestety będzie tak samo, jeśli nic zmienmy – w końcu wskaźniki alarmują. Agato, mam z chłopcami podobnie – zwłaszcza z Antkiem – jedzenie może nie istnieć, za to słodycze? gdyby nie matka cerber pewnie zjadaliby tonami. Też wydzielam, też ograniczam. I nigdy nie pozwalam na słodkości przed obiadem, bo wtedy moje stanie przy garach sensu nie ma żadnego. Mąż jak widzę, nie ułatwia Ci sprawy. Ale jaka jesteś twarda! pogratulować tylko :) Batalie wcale nie byle jakie. A powiedz, jak Bi na łyżwach? musiała wyglądać bosko :)

    • Reply Agata 15 stycznia 2015 at 13:19

      Martus, jak wpadniesz do mnie to jeszcze jest tam zdjecie Bi z „chodzikiem” na lodzie. ;)

      Z lyzwami to stwierdzilam (po czasie), ze trzeba mi bylo sie najpierw wybrac samej. Nie jezdzilam 6 lat i przy pierwszym okrazeniu sama mialam strach w oczach, a jeszcze do tego trzymalam reke Bi, ktora pierwszy raz byla na lodzie. ;)
      Jesli bedzie chciala, planuje zabrac ja w tym sezonie kilka razy. Moze pod koniec uda jej sie pojechac za reke, zamiast „chodzika”. ;)

  • Reply nianioborntobewild 15 stycznia 2015 at 21:48

    Trafione w punkt jak zawsze. Niestety złe nawyki żywieniowe i brak ruchu doprowadzają w szybkim czasie do otyłości. A tyłek przyrośnięty do samochodu w szczególności, wiem to z autopsji ;)

  • Leave a Reply