Dzieci, Rodzice

Jak przygotować się na wyprowadzkę dziecka z domu?

5 marca 2018

Przychodzi czas, że Twój mały synek przestaje być mały i w pewnym momencie Ci oznajmia, że idąc na studia, planuje wynająć mieszkanie oraz zamieszkać w nim ze swoją dziewczyną. Co robisz? Wybijasz z głowy, ile tylko masz sił, udając, że Ty nigdy, przenigdy w tym wieku sam na sam w jednym pokoju i nie daj Boże łóżku z kimś….ach, przez usta przejść nawet nie chce? Czy godzisz się z nieuchronnym i akceptujesz to, co akceptować nadchodzi pora, oferując swą pomoc zawsze, na zawsze i o każdej porze?

Jak przygotować się na wyprowadzkę dziecka z domu? Nie da się przygotować. To mogę Ci zdradzić już na wstępie. Jakkolwiek wcześniej nie traktowałaś dziecka dorośle, jak wiele byś nie dała swobody, jak dużo przebywałoby ono poza domem, tak wyprowadzka dziecka potrafi uderzyć wtedy, kiedy zupełnie się tego nie spodziewasz. Mnie sponiewierała totalnie, gdy wracając nocą do domu po przewiezieniu rzeczy i młodych do nowego lokum, uświadomiłam sobie, że właśnie TO nastąpiło.

Najsmutniejsza droga do domu

Ryczałam całą drogę, choć w życiu 15 minut wcześniej nie podejrzewałabym siebie o taką reakcję. Mogłam się w ciemno założyć, że nie mam z wyprowadzką Lubomira najmniejszego problemu, a jego rzadka obecność w czasie wakacji skutecznie mnie do tego faktu przygotowała. Tak właśnie myślałam. Myślałam tak, jadąc do Łodzi, śmiejąc się z opowiadanych przez drogę anegdot, nosząc z młodymi pudła z samochodu do mieszkania, ba! nawet żegnając się z Weroniką, gdy postanowiłam wracać do domu. I wtedy On, mój Syn postanowił odprowadzić mnie do samochodu. Szliśmy, śmiejąc się ulicami osiedla, a gdy wsiadłam do auta, On stanął w drzwiach po przeciwnej stronie. I gdyby odwrócił się na pięcie, poświrował jak zawsze, rzucając jakimś hardkorowym żartem, to pewnie pożegnalibyśmy się jak zawsze, a smutek może by się i pojawił, ale pozwolił dojechać do domu bez efektu pandy na twarzy.

-zleciało Mamo, co?

To niepozorne pytanie, zadane z powagą rozwaliło mnie jednak dokumentnie i całą drogę jechałam i płakałam, przypominając sobie mojego małego Lubusia, który zawsze był obok…jak rzep. A nagle bez pytania sobie dorósł i śmiał się w dodatku wyprowadzić. No ludzie! Tego już było za wiele. Pamiętam, że zadzwoniłam z drogi do mojej mamy i razem z nią jakoś łatwiej mi przyszło się z tym faktem pogodzić. I nie, nie mówię o wyprowadzce. Mówię o swojej reakcji!

Jak skomentował sytuację mój syn?

A myślisz, że mu powiedziałam? Dopiero po jakimś czasie się przyznałam, że spazmów rozpaczy w aucie dostawałam. Przecież to kompletnie irracjonalne patrząc na nas z boku. Bardziej relacja kumple niż nadopiekuńcza mama i syn. Udawałam, że wszystko było jak najbardziej w porządku, aż sam dał mi do zrozumienia, że wyczuł wszystko, stojąc przy tym samochodzie. No tak, jesteśmy w wielu kwestiach bardzo podobni, trudno, żeby się nie zorientował. Jakkolwiek ta cała sytuacja nie wydała nam się dziwna, bo przecież my wszystko bierzemy na humor, cynizm i wzajemne wkręty, tak miejsce miała. Wypłakać swoje musiałam, wypłakałam przez drogę, a potem….oczywiście mieliśmy z tego niezłą bekę. Żarty o wyprowadzce jako o marzeniu matki znów zaczęły się nieśmiało pojawiać.

A teraz poważnie: co mi pomogło w tej nowej sytuacji?

Po pierwsze: na pewno jest łatwiej, gdy dziewczynę syna uwielbiasz, a nie tylko tolerujesz. Weronika jest dla mnie od dawna jak rodzina, więc z całą pewnością łatwiej „oddać” syna komuś, kto jest nam bliski. Po drugie: świadomość, że nie mogę sterować życiem dorosłego syna, ani prowadzić go za rączkę, bo w pełni zależnym od mamy jest być może fajnie, ale gdy ma się lat pięć, a nie dwadzieścia. Po trzecie: naprawdę pomógł mi fakt, że młodzi „na swoim” sobie świetnie radzą i jestem z nich naprawdę dumna – wszystko jak trzeba, popłacone na czas, dopilnowane, a oni sami głodem nie przymierają ;). Po czwarte: pomogło mi to, że nigdy nie chciałam być hipokrytką. Skoro sama weszłam w dorosłe życie w podobnym wieku, nie będę teraz się wymądrzać, że powinni zaczekać, bo może dzięki temu unikną błędów. To wcale nie jest regułą, kto wie, może dzięki wczesnej samodzielności właśnie tych błędów w życiu poczynią mniej. A nawet jeśli więcej, to i tak na cudzych błędach nigdy nikt się niczego przecież nie nauczył. I po piąte: na bank pomógł mi chaos domowy, który przy czwórce dzieci jest nieunikniony. Zwyczajnie czasu mi brakuje na smutki, żale i rozpamiętywania. Gdy mi tęskno, po prostu dzwonię. Gdy słyszę Ich po drugiej stronie, wszystko się układa, jak powinno. Jest znów śmiech, rozmowy, które trudno zakończyć i planowanie wspólnego czasu na wypadek, gdyby jednak udało mi się wyrwać do Łodzi ;). A, że z tym to raczej u mnie ciężko, to czekam i odliczam do weekendów, w których to Oni przyjeżdżają do domu. Wtedy nagadać się wciąż nie możemy, jakby nic się nie zmieniło…jakby wciąż wieczorami przychodzili na wspólne pogaduchy, czy planszówki. Co z tego, że potem Oni sobie odsypiają do południa, a ja muszę podnieść się rankiem zbudzona przez młodsze rodzeństwo. Takie zarywanie nocy w zamian za te cenne dla mnie chwile, to nic męczącego.

Łatwo mówić, trudniej się z tym mierzyć

Poczekaj, aż Ci dziecko tak szybko dorośnie, wtedy zrozumiesz, że wcale to nie bułka z masłem. Pokój Lubka nadal jest pokojem Lubka, choć w październiku wszystko w planach tam pozmienialiśmy. Gdy raz na dwa tygodnie Młodzi wpadają, wciąż się śmieją, że nawet jeden plakat nie został odczepiony. No, ale przecież mamy czas, prawda? To dopiero piąty miesiąc od Jego wyprowadzki…

Już piąty?! O mamo!

Jak przygotować się na wyprowadzkę dziecka z domu?

Pojęcia nie mam.

Jak się okazało, wcale nie byłam na to gotowa, pomimo że sądziłam inaczej. Życie potrafi zaskoczyć i mnie naprawdę zaskoczyło tej zimnej, październikowej nocy. Myślę, że jedyne co możemy, to zadbać zawczasu o najlepsze z możliwych relacji, żeby to nasze wyprowadzone dziecko chciało wracać jak najczęściej.

 

A jeśli chcesz przeczytać wpis Lubomira o wyprowadzce, zapraszam TU.

 

Podobne wpisy

4 komentarze

  • Reply Zabiegana Mama 5 marca 2018 at 19:11

    Przeczytałam z przyjemnością, choć mnie ten temat jeszcze dłuższą chwilę nie będzie dotyczył to myślę, że syna wysłać na swoje będzie mi łatwiej niż córki :)

  • Reply Pat / MAMAGANG 6 marca 2018 at 10:50

    No i poryczałam się. Mam pięciu synów, jeden ma 12 lat w tym roku, a najmłodsi 2 latka. Sama nieraz żartuję, że marzę o chwili, gdy wyjadą na studia czy gdzieś, a ja wreszcie będę mieć spokój.
    Ale wiem, że będzie właśnie tak, jak napisałaś i już mam mokre oczy, na samą tylko myśl. O kurczę. Ja nie wiem, jak ja to przeżyję, tym bardziej, że statystycznie rzecz biorąc co najmniej jeden trafi na wredną sucz zamiast żony… ech… ;)

  • Reply Wyprowadzka z domu - wpis Lubomira - TosinkowoTosinkowo 7 marca 2018 at 09:48

    […] A o tym, jak mama poradziła sobie z moją wyprowadzką, możesz przeczytać TU. […]

  • Reply Binka 8 marca 2018 at 19:17

    Skoro mi zleciało, a jestem tylko czytelniczką, to co dopiero Tobie!!!
    Pamiętam jak dziś zdjęcie ~czternastoletniego Lubomira w skórzanej kurtce, robionej na zamówienie, którą wyprzedawałaś razem z innymi dziecięcymi ubrankami. Przecież to zdjęcie, ta wyprzedaż, te wpisy na blogu były dopiero wczoraj… Teraz Twój najstarszy, to już dorosły, samodzielny facet… Czas pędzi okrutnie, dla mnie też… Dopiero zaczytałam czytać Twojego bloga jako nieopierzona studentka, a dziś jestem w zupełnie innym miejscu Europy, u boku kogoś zupełnie innego i nic już nie przypomina tego WCZORAJ.

    Pozdrawiam Martuś :*:*:*

  • Leave a Reply