Dzieci, Kobieta, polecamy

Prezent marzeń – bo w każdym dorosłym jest coś z dziecka!

22 lipca 2019

Prezent marzeń jak sama nazwa wskazuje to coś absolutnie wspaniałego. Coś, co pozwala przeżyć przygodę, o jakiej się marzyło. Coś, dzięki czemu przypomnisz sobie jak to jest spędzić czas wyłącznie tak, by czerpać z niego garściami. I nieważne, czy wybierzesz wypad do SPA, lot na paralotni, czy tak jak ja szaleństwo w Energylandii. Pisząc teraz o tym, po tym co sama tam przeżyłam, zupełnie zapomniałam, że to wcale nie miał być przecież prezent dla mnie ;).

Od dłuższego czasu miałam ogromną ochotę spędzić czas z moim dorosłym synem. Odkąd wyprowadził się z domu do innego miasta, widujemy się naprawdę rzadko. Praca, studia, nowe życie – to wszystko jest niezwykle absorbujące. Bardzo jestem z Niego dumna, że tak świetnie ogarnia, ale przyznaję głośno, że często za Nim zwyczajnie tęsknię. Brakuje mi naszych długich rozmów, dźwięku gitary w domu i poczucia humoru, które często rozumiemy tylko my ;). Spotkanie raz na 3 tygodnie, czy raz w miesiącu to naprawdę mało. Zajęta młodszymi dziećmi nie mogę sobie pozwolić na to, by wsiąść w samochód i pojechać do Niego ot tak, po prostu. Musiałabym zabierać młodzież, albo kombinować dla nich opiekę – a to już jakby nie było komplikacje. Reasumując tęsknię za Synem i mam wyrzuty sumienia, że jakoś tak mniej mnie miał dla siebie. Że dając mu rodzeństwo, jednak zabrałam dużo chwil i przeżyć, które byłyby tylko nasze. I gdy tak naszedł mnie dół takowych przemyśleń (wielomatki zrozumieją), to dostałam pewną propozycję. Mianowicie mogłam wybrać dla siebie prezent marzeń, a później pokazać to, co wybrałam i jak oceniam całą koncepcję. Natychmiast pomyślałam o tym, że moim prezentem marzeń byłby cały dzień spędzony z Lubomirem.

Prezent marzeń – czyli wspólne szaleństwa w Energylandii

Przejrzałam ofertę kilkakrotnie, ale wciąż wracałam na stronę Energylandii. Byliśmy w parkach rozrywki wiele razy, zawsze natomiast z młodszymi dziećmi. Pamiętam jak w takich miejscach często rozmawialiśmy, że jakbyśmy byli bez maluchów to zaliczylibyśmy każde ekstremalne miejsce. Patrząc teraz na rollercoastery w Energylandii tamte rozmowy wróciły do mnie jak bumerang. Oczywiście wciąż toczyłam wewnętrzną walkę z wyrzutami sumienia, że jak to tak bez maluchów, ale ostatecznie wygrała chęć spędzenia tego czasu z najstarszym. Tutaj ogromnie dumna jestem z młodszych dzieci, bo na wieść o tym, że tym razem zostaną w domu nie było wcale jęków zawodu, który obstawiałam. Oczywiście wcześniej powiedziałam im, że to prezent dla brata, który nigdy jeszcze w Energylandii nie był (oni już byli) i bardzo bym chciała spędzić z nim ten czas. Antek, jako najstarszy rzekł, że rozumie, bo w końcu to też moje dziecko, co z tego, że takie stare ;). Potem tylko wydzwaniał i pytał: ale na Hyperionie już byliście? weszliście? przełamałaś mamo strach? Za rok wrócimy tam wszyscy, bo chłopcy już obydwaj się załapią na strefę ekstremalną, która kusi ich szalenie.

Prezent marzeń – jak ogarnęliśmy wyjazd logistycznie?

Najpierw powiedziałam o prezencie synowi i jego dziewczynie. Jak można się domyślić, radość była tym większa, że jedziemy tam w ekipie dorosłych. Lubek dobrze wie, że na samą myśl o niektórych atrakcjach robiło mi się słabo, przyjął sobie więc za punkt honoru, że zaliczymy wszystkie. Najpierw dość długo zgrywaliśmy odpowiedni termin ze względu na studia młodych. Nie chcieliśmy jechać w weekend ze względu na ogromne kolejki do poszczególnych atrakcji i to był strzał w dziesiątkę. Najdłużej chyba czekaliśmy w kolejce do Hyperiona, a i tak nie było to więcej niż 15 minut. Z tego co się orientuję, w weekendy zdarzają się kolejki godzinne. Gdy już ustaliliśmy dogodny dla wszystkich termin, czekaliśmy tylko na realizację. Prezent marzeń dotarł do mnie w postaci przepięknie zapakowanych voucherów, które przed wyjazdem wymieniliśmy na stronie Energylandii na bilety. Można tego dokonać także na miejscu, ale wymieniając je online ominęły nas kolejki do kas. Polecam więc takie rozwiązanie. Pojechaliśmy samochodem, od nas to ponad 3 godziny drogi. Na miejscu byliśmy około godziny 11.00 i to, co pierwsze zobaczyłam z parkingu to wysokość słynnego Hyperiona. Nie powiem, strach mnie obleciał, ale już wtedy wiedziałam, że wejdziemy tam wszyscy. W końcu kto jak nie my? ;)

Prezent marzeń – zaczynamy przygodę!

Ustaliliśmy przed wejściem, że najpierw uderzamy do strefy familijnej, żebyśmy stopniowo przyzwyczaili się do tego, co czeka nas w ekstremalnej. Na miejscu było sporo ludzi, ale w ogóle nie było ścisku, czy tłoku, co bardzo pozytywnie wpłynęło na nasze humory. Czuliśmy się jak dzieci, którym dało się wymarzoną zabawkę. Nie da się z niczym porównać tego szaleństwa i tej adrenaliny, którą tam dostaliśmy. Przechodziliśmy z jednej atrakcji na drugą, zaliczając zgodnie z umową wszystko po kolei. W strefie familijnej zgodnie stwierdziliśmy, że najbardziej nam się podoba RMF Dragon i Anaconda. Na Dragonie byliśmy chyba 3 razy w sumie, jedyny minus tego rollercoastera jest taki, że przejażdżka tak szybko się kończy :). Później w strefie ekstremalnej zaliczyliśmy kolejne kolejki, ale to Dragon wrył się w pamięci jako ta jedna z najbardziej przyjemnych przejażdżek. Po tych dwóch atrakcjach poszliśmy do strefy ekstremalnej, gdyż pozostałe atrakcje wydały nam się przeznaczone głównie dla dzieci ;). Tam zaczęliśmy od Mayana. Kolejna kolejka, szybka i z mnóstwem pętli, które nie tyle wydały mi się straszne (choć trzęsłam portkami równo), co powodowały zawroty głowy. Jeden raz na Mayanie nam wystarczył. Formuła to kolejny rollercoaster, który zgodnie nas zachwycił. Ten mega szybki start naprawdę robi wrażenie! Tę zabawę zaliczyliśmy kilka razy. Zdecydowanym numerem jeden był dla nas jednak Speed Water Coaster, na który wracaliśmy najczęściej – ogromna wysokość i stromy zjazd do wody to było to! Adrenalina połączona z ogromną dawką śmiechu, bo co jak co, ale suchym się stamtąd nie wychodzi :). Byliśmy w upalny dzień, więc bardzo chętnie z tej atrakcji korzystaliśmy. Co wyschły nam ubrania, to znów znaczyliśmy teren pozostawianą za sobą wodą :D. Na samo wspomnienie tych zakładów, kto teraz najbardziej oberwie, śmiechu z siebie, gdy woda zalewała nas od stóp do głów, mam ochotę znów tam jechać. Polecam przeogromnie (tylko się nie malujcie:).

Prezent marzeń – co z tym Hyperionem?!

Hyperion zostawiliśmy na koniec. Ta wysokość kazała mi uciec z kolejki, ale napierający tłum z tyłu nakazywał również zachować zdrowy rozsądek. Gdy strach podchodził mi do gardła, rozglądałam się patrząc na ludzi, wyłapując albo dzieciaki, albo starsze osoby i mówiłam sobie: nie peniaj! wstyd! :). Lubomir i Weronika twardo szli do przodu, choć jak już usiedliśmy w tych fotelach, to przynajmniej my dziewczyny, miny miałyśmy nietęgie. Zaczęło się odliczanie i start! zaczęliśmy szybować ku górze. Patrzyłam na miny współtowarzyszy niedoli i myślałam: o matko, co my robimy? Zjazd był szybki, dość ekspresyjny i krótko mówiąc bardziej straszny niż przyjemny. Ale uczucie wolności jakie towarzyszy tam, w górze jest nie do opisania. Przełamanie swoich lęków sprawiło, że choć to może wydać się zabawne, my byliśmy z siebie normalnie dumni! Na koniec załoga bije brawo, jakbyśmy co najmniej wrócili z jakiejś misji :). Naprawdę było warto. Nie powtórzyliśmy już zjazdu, woleliśmy swoje przyjemne, ekstremalne wodne zabawy. Ważne, że zjazd odhaczony i wreszcie mogliśmy zadzwonić do chłopców i powiedzieć (może raczej wykrzyczeć:), że daliśmy radę! To było niesamowite.

Prezent marzeń – ile potrzeba czasu na szaleństwa w Energylandii?

Powiem tak: jak najwięcej! My byliśmy tam  do zamknięcia – a odpuściliśmy strefę dla najmłodszych i Water Park. Żeby skorzystać ze wszystkich atrakcji myślę, że warto wybrać się na dwa dni. W międzyczasie trzeba doliczyć czas na jakiś posiłek (na terenie parku rozrywki znajdziesz wiele fajnych jadłodajni) i fakt, że dana atrakcja może spodobać Ci się bardziej i zechcesz ją powtórzyć. Water Park koniecznie do nadrobienia, bo te wszystkie wodne zjeżdżalnie kuszą niesamowicie. Wyszliśmy z Energylandii wybawieni i w doskonałych humorach. Byliśmy do samiutkiego końca, a jeszcze nam było mało. I choć padliśmy zmęczeni w hotelu w ciągu kilku chwil, wiemy że nawet jutro znów byśmy to powtórzyli. Było wybornie, szaleliśmy jak dzieciaki, nikt nam tych doznań i chwil nigdy nie odbierze. Jeśli chcesz komuś zrobić najlepszy prezent w życiu, prezent marzeń będzie doskonałym wyborem. Znajdziesz tam mnóstwo wspaniałych pomysłów, a forma prezentu (voucher) jest tak gustownie zapakowany, że spełni wymogi największych estetów. Bardzo dziękuję tej wspaniałej marce za to, że mogłam jednocześnie obdarować i być obdarowaną. Nigdy nie zapomnimy naszego prezentu marzeń. Za rok tam wracamy!

 

 

 

Podobne wpisy

No Comments

Leave a Reply