Dzieci

Praca w Anglii – zdaniem nastolatka

10 września 2015

Jak spełniać swoje marzenia nie będąc pełnoletnim i nie postępując według zasady „rumuńskiej pandy” (pan da! pan da!)? Są dwie opcje: albo zaczynasz marzyć o tanich rzeczach, albo załatwiasz paszport i na poczet wakacji robotę za miedzą.

Ale po kolei. Na początek, żeby nikt nie poczuł się skołowany, chciałbym zaznaczyć, że ta notka nie jest pisana tak jak zwykle, przez Waszą ukochaną wielomatkę, tylko przez Jej fantastycznego, niezwykle przystojnego i nader skromnego syna pierworodnego, czyli przez mnie.  No to Panie mogą już piszczeć :P

No dobra, wrócę na chwilę na ziemię i przytoczę Wam kilka suchych faktów. Wyjazd za granicę (w moim przypadku padło na „Wielkobrytanię”) nie jest taki prosty. Bez znajomości języka się nie obejdzie. Ja miałem o tyle łatwo, że uczę się go od kilku dobrych lat. Problem jednak tkwi w tym, że ten angielski jakim posługujemy się w szkole, nijak ma się do tego, z którym dane mi było się zmierzyć. Różnic jest całkiem sporo, szczególnie w gramatyce i zwrotach grzecznościowych czy choćby powitaniach. Tylko dlatego, że miałem tam wsparcie językowe, którym raczył mnie mój tata, uniknąłem kiku miażdżących sytuacji. Gdybym polegał wyłącznie na sobie i tym, czego nauczyli mnie w szkole, po wejściu do sklepu na starcie wypaliłbym: Good morning sir! Szansa, że sprzedawca uznałby mnie za wariata stuprocentowa. To samo jeśli chcesz dodać do tego pytanie zaczynające się od „can” typu: Can you help me? Masz moje słowo, że wezmą Cię za buraka bez ogłady. Ale to nie wszystko! Warto też zauważyć niektóre zwyczaje tamtejszej ludności. Bardzo nie w porządku jest, gdy kupując cokolwiek, położysz pieniądze na ladzie. Pamiętaj, pieniądze podajesz sprzedawcy do ręki!. Dlaczego? A skąd ja mam to niby wiedzieć? W końcu jestem z Polski.

Najtrudniej było mi się przyzwyczaić do rzeczy z pozoru oczywistych, jak ruch lewostronny. Każdy chyba wie, że należy się tam poruszać inaczej niż u nas i daję słowo zapomnieć o tym można bez problemu. Przechodząc przez ulicę nikt się nie zastanawia, w którą stronę spojrzeć, po prostu patrzy czy nic nie jedzie i idzie. Szedłem więc i ja. Na oślep, modląc się w duchu by znów nie popierdaczyły mi się strony. Jak widać dałem radę, choć często czułem oddech zderzaka na pięcie.

Różnice? tych jest dużo: inna waluta (co oznacza także zupełnie inny wygląd monet), osobne krany na ciepłą i zimną wodę(weź się tu człowieku przemyj letnią wodą), inny smak jedzenia, niemal wieczny wiatr, uderzający akcent anglików. Mimo tych wszystkich nowinek i niedogodności pobyt w Anglii wspominam bardzo dobrze. Mieszkałem i pracowałem w całkiem ładnym mieście- Norwich. Miasto nie jest aż tak bogate jak np. Londyn, jednak mimo to można tam było znaleźć dosłownie wszystko. Stamtąd zresztą przywiozłem z tak zwanego car boot’u (giełda na której ludzie zwożą i sprzedają używane…. wszystko :) ) dwie całkiem niezłe gitary i to w niezwykle okazyjnej cenie.

Miałem okazję zwiedzić także wcześniej wspomniany Londyn. Fajne miejsce, pełne atrakcji, z ogromem ciekawych budowli (takich jak Big Ben, które naprawdę warto zobaczyć) i świetnie zaopatrzone muzea. W Anglii, zarówno w Londynie jak i w Norwich, wszystko wygląda zupełnie inaczej przez kompletnie odmienną architekturę. Krótko mówiąc- jest ładnie :). Rozpisałem się w temacie zgoła odmiennym zarobkowaniu i jeszcze pomyślicie, że spełniłem swoje marzenia, zwiedzając muzea. O nie, tak dobrze i lekko to zwykły szary obywatel nie ma. Każdego dnia stawiałem się w pracy i pracowałem w pocie czoła, a pot ten przybliżał mi wizję cudownie brzmiącej, wypasionej, wyśnionej, jedynej choć nie pierwszej – MOJEJ gitary. A żeby wizja ta nie pozostała niespełnioną mrzonką, brałem co leci i nie marudziłem. Żal mi było marnować dni na szukaniu i wybrzydzaniu. Miałem miesiąc. Chciałem wykorzystać go jak najlepiej. W końcu przyjechałem tu w określonym celu. Pierwsza praca – na budowie. Brzmi ciężko… i tak było. W pracy spędzałem wtedy po 10 godzin dziennie nie licząc weekendów. Gdy napisałem o tym mamie, ta nawet nie kryła swojej marnej wiary w tężyznę ciała mego :). Martwiła się, że to dla mnie zbyt ciężka fucha, a ja żeby jej nie martwić napisałem, że tylko coś tam dokręcam. Nie wiem, czy uwierzyła, ale myślę, że nieco się uspokoiła. Praca ciężka, jednak ludzie, z którymi tam byłem (tak się złożyło, że byli to polacy) okazali się naprawdę w porządku. Tak to już bywa, że nawet najtrudniejsze zadanie łatwiej wykonać z życzliwością w tle. I ja taką życzliwość tam miałem, w związku z czym podołałem bez wysiłku. Szefem firmy był Anglik, który po tygodniu fuchę uznał za wykonaną, co dla mnie znaczyło jedno: spadaj ziomek, zrobiłeś co swoje.

Następnej pracy szukałem… chwilę. Już na następny dzień po skończeniu budowy poszedłem przygotowywać obudowy od DVD i VHS’ów do renowacji w firmie, która handlowała używaną elektroniką. Dostałem się tam dzięki wstawiennictwu mojego taty, który tam wcześniej pracował. Była to już lżejsza praca, po 8 godzin dziennie od poniedziałku do piątku. Mogłem brać także pracujące soboty i chętnie z tej opcji korzystałem. Nie myślcie sobie, że aż taki pracuś jestem, ale dobra gitara swoje kosztuje ;).

Przepracowałem w ostatnie wakacje dokładnie 3 tygodnie i dwa dni :) Nie będę zdradzał dokładnie ile zarobiłem, gdyż nie lubię mówić o pieniądzach, jednak zdecydowanie było warto. Tym bardziej, że parę dni przed moim odlotem zaliczyłem z moim wujkiem (Gniewko wybacz tego wujka, ale poprawność musi być:) koncert British Lion w Norwich- zespołu stworzonego przez samego Steve’a Harris’a z Iron Maiden. Nawet udało nam się z nim spotkać i zrobić pamiątkowe foty! Dla mnie to wielka sprawa! Na pewno tego nie zapomnę.

Podsumowując mój wyjazd do pracy, uważam że warto. Jeśli masz cel (ja miałem i zrealizowałem), to z pewnością Ci się uda. Oczywiście są tacy, którzy narzekają, ale zwykle oni właśnie wybrzydzają najbardziej i tylko szukają okazji do zbijania przysłowiowych bąków. Chcesz zarobić? Zarobisz. Ale nie myśl, że samo przyjdzie, a Ty w tym czasie poleżysz na kanapie.

Gdy 1 września wysiadłem z samolotu na podwarszawskim lotnisku, uderzyła mnie prawdziwa fala gorąca. Naprawdę byłem bliski szoku termicznego :). Wtedy zrozumiałem o jakich upałach pisała do mnie w mailach mama. Nie znoszę upałów i na szczęście ominęła mnie ta cała gorąca fala. Po moim powrocie było tak tylko jeden dzień, a potem i wiało jak w Angli i padało jak w Anglii. Cały ten szok termiczny był jednak niczym, w porównaniu z radością mojego rodzeństwa. Gdy wszedłem do domu, a Oni do mnie przylgnęli przekrzykując się wzajemnie, pomyślałem że moje pierwotne plany wyemigrowania do UK  na stałe, właśnie wzięły w łeb. Poczekam z takimi decyzjami aż Gaja dostanie zmarszczek. No bo jak się tak głębiej człowiek zastanowi choćby nad siostruniami: pierwszy chłopak, pierwsze randki i mnie by miało przy tym nie być? A kto przeprowadzi selekcję?

Strzeżcie się potencjalni! Stary brachol zostaje!

DSC_0023 DSC_0014 DSC_0024 DSC_0027 DSC_0032 DSC_0046 DSC_0052DSC_0071 (2) DSC_0075 (2) DSC_0082 DSC_0114 DSC_0119 (2) DSC_0115 DSC_0120 (2) DSC_0120 DSC_0146DSC_0051 (2)DSC_0073

Jeszcze jedna w domu, plus ta docelowa na którą wypociłem co wypocić miałem. Byłem, zarobiłem, kupiłem. Jestem szczęśliwy :DDSC_0019

Podobne wpisy

40 komentarzy

  • Reply Noelka Pe 10 września 2015 at 09:17

    No Lubomir! Ja wnoszę petycje o Twój własny osobisty blog.Zwłaszcza, że ten jeden sprzed lat, to czytałam czesto i gęsto i bardzo mi się podobał. Choć styl pisania poprawił Ci się z wiekiem (Tosinkowej geny, jak nic!) Podziwiam Cię, bo ja z tych leniwych, co to liczą że im z nieba spadnie ;) No i zazdroszczę Londynu! Piękne miasto, jestem fanką rodu Windsorów. Nie spotkałeś przypadkiem królowej Elki? ;)
    Pozdrowienia i tak trzymaj!

    • Reply Lubek 13 września 2015 at 18:08

      Dziękuję :) Królowej nie spotkałem, ale pałac z zewnątrz obejrzałem :) Faktycznie, Londyn to piękne miasto, jednak nie mógłbym tam mieszkać na dłużej. Zbyt tłoczne, choć do samego zwiedzania świetne :)

  • Reply Kasia 10 września 2015 at 09:50

    Lubomir fantastyczna relacja a jakie lekkie pióro i czytac super i słuchac grajacego tym bardziej. Jestem tego samego zdania co poniżej – pisz koniecznie. Tym bardziej przy Twym uroku osobistym i ogólnej skromności- czytelniczek bedziesz miał mnóstwo nawet tych z menopauzom na karku :)

    • Reply Lubek 13 września 2015 at 18:05

      Hahaha :D W takim razie, może się jeszcze zastanowię :)

  • Reply Nianio born to be wild 10 września 2015 at 10:37

    Brawo Lubek! Masz za sobą swietne doświadczenie życiowe.A relacja fantastyczna

    • Reply Lubek 13 września 2015 at 18:20

      Dzięki :)

  • Reply Magdalena Burek 10 września 2015 at 10:54

    Po wstępie wiedziałam, że geny te same;p. Cała Matula jak nic;d. Lubek zakładaj bloga albo pisz czasami tu. Aż chce się czytać:)) Fajowo, że spełniłeś swoje marzenie:)) Ta koszulka co spadła w pokoju ze ściany to takie stare babki pokój nawiedziły;pp Przepraszamy;)
    A na końcu się wzruszyłam nie inaczej:)) Z takim bratem współczuję tym kandydatom;d

    • Reply Lubek 13 września 2015 at 18:02

      Dzięki, ale blogowanie, to nie moja bajka, trzeba temu poświęcać zbyt dużo uwagi. Choć niewykluczone, że jeszcze się tu kiedyś pokażę :)

  • Reply Marta Sobczyk-Ziębińska 10 września 2015 at 10:55

    Chcę czytać więcej :)

  • Reply Binka Jestjedna 10 września 2015 at 11:00

    Pióro lekkie po mamusi, jak nic ;)!

  • Reply Mama w biegu pl 10 września 2015 at 12:26

    Aaaaaaaaa, po pierwszym pisku ;) stwierdzam, że fajny człek z Ciebie Lubku Tosinkowy :)

    • Reply Lubek 13 września 2015 at 19:11

      Dzięki :) Geny zobowiązują :D

  • Reply Katarina 10 września 2015 at 14:56

    Widzę, że ktoś był w Natural History Museum- poznaję tego T-rexa…Kiedyś widziałam, jak do sali z tym rexem weszła grupa z przedszkola…ich reakcja ( a raczej jeden wieli wrzask) jak dla mnie- bezcenna:D:D:D:D

    • Reply Tosinkowo 13 września 2015 at 19:04

      Lubek jak był małym smykiem uwielbiał dinozaury. Wcale mnie nie dziwi, że zaciągnęło go do muzeum :)). Przedszkolaki w takim miejscu – oczyma wyobraźni widzę dokładnie czego byłaś świadkiem :D :D :D

  • Reply Kasia 10 września 2015 at 17:54

    Lubomir na blogera! Ja się tego domagam i kropka!

    • Reply Lubek 13 września 2015 at 17:56

      Czasem mogę się tu pojawić, ale myślę, że nie jestem dość systematyczny na własnego bloga :)

  • Reply Justyna Komada 10 września 2015 at 19:32

    Może jednak się ze mną hajtniesz?? Szybko się rozwiode, gitary będę polerowac, na koncerty wozić i teściowa wielbić :) Taka Ci okazja :)))))

    • Reply Lubek 13 września 2015 at 18:27

      Przyznaję, okazja kusi ale jestem raczej człowiekiem nastawionym pokojowo i trochę obawiam się pana Sz. :D

      • Reply Justyna Komada 13 września 2015 at 19:52

        Eeeeeeee Szymon ma podobne usposobienie, odda ze stoickim spokojem :p :)

        • Reply Justyna Komada 13 września 2015 at 20:00

          Ale muszę przyznać z ogromną klasa odmówiłeś natrętnej starej babie :) :*

          • Lubek 13 września 2015 at 20:44

            Przesadzasz :D

          • Justyna Komada 13 września 2015 at 21:59

            No fakt jakiej babie – kobiecie :p :)

  • Reply Justyna Komada 10 września 2015 at 19:46

    Ok, teraz serioUs… Dzielny i mądry z Ciebie facet (ale to wiem nie od dzis – tak Matula nadaje non stop :p) Najłatwiej czekać aż ktoś da, ale nic nie smakuje cudniej niż kupno za swoje :)))). Swoją drogą róż gitary ze zdjęcia powala :)))) i te wspomnienia. Koncertu zazdroszczę. Liczę, ze i te zdjęcia pokażesz :). Angielski uczony w szkole… oj ile mogłabym w tym temacie z Tobą przegadać. Mam szczęście, że Komada gada perfekt no i szwagier Australijczyk, także nie ma jak prywatne lekcje live :p.. ciągle się człowiek uczy :). Matka ( z tym uwielbianiem Jej nie przesadzaj :)) odetchnela z ulgą zapewne, a Gaja na bank ma wprowadzony zakaz starzenia się :). A i jeszcze jedno: aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa – to był pisk, nie myśl sobie, godny gwiazdy Twojego pokroju ;) ;*

    • Reply Lubek 13 września 2015 at 18:33

      Skoro na serio, to dzięki :) Kolor gitary faktycznie powalający, ale ostatnio obkleiłem ją różnymi naklejkami i nie wygląda już tak potężnie :D A pisk jak przystało na fankę nr 1, doskonały :D

      • Reply Justyna Komada 13 września 2015 at 19:58

        Sprawdzę:).O ile to nie heloo kitty zapewne gitarrra nabrała charakteru :))) (nie żeby róż jej w tym przeszkadzał :)). Pisk ćwiczę co by był doskonały jak mnie juz na koncert zaprosisz :). P.S. Kolejna edycja Must Be The Music.. Kolejny taki se gitarzysta.. A mnie krew zalewa, że ciągle karzesz światu na siebie czekać. Aaa i skarżę się. Wku.. Yyy denerwuje mnie kiepski dostęp (czytaj zajęta Matka) do Twojej twórczości – chcę więcej!

        • Reply Lubek 13 września 2015 at 20:51

          Z twórczością czekam, aż kupię lepszy sprzęt, bo szkoda mi niektórych rzeczy nagrywać z obecnym brzmieniem (od tego roku szkolnego zamierzam robić to nieco ambitniej), ale planuję zająć się tym niedługo :)

          • Justyna Komada 13 września 2015 at 21:54

            Ambitny zwierz :). Niech będzie – poczekam, choć (bez zbędnej wazeliny ;)) Twoich kawałków mogę słuchać nagranych choćby komórką.

  • Reply Justynka Chojnacka 11 września 2015 at 14:55

    Szacun :) mam nadzieję, że kiedyś moi synusiowie będą tak rozsądni i dojrzali :)

    • Reply Tosinkowo 13 września 2015 at 19:03

      Życzę Ci tego z całego serca. Sobie do pozostałych urwisów również ;)

  • Reply Bożena Jędral 11 września 2015 at 15:00

    Lubek gratuluję determinacji.

    • Reply Lubek 13 września 2015 at 18:10

      Dziękuję :)

  • Reply Anna Gregorowicz 12 września 2015 at 11:41

    Martuś możesz być dumna, Lubek to fajny gość! Wyszedł Ci jak cała gromadka.
    Lubek, nawet jeśli kiedyś zdecydujesz się wyjechać na dłużej, to myślę że nie dadzą Ci o sobie zapomnieć ;) Taka fantastyczna rodzina to wielkie wsparcie i fantastyczny kapitał na dzieciństwo i przyszłość, tego nie zastąpi nic nawet na końcu świata :)
    mamazpowolania.blogspot.com

    • Reply Tosinkowo 13 września 2015 at 19:02

      Aniu jestem, naprawdę sama cenię mocno jego dojrzałość. Mam nadzieję, że Lubek zdaje sobie sprawę z tego jaki dar posiada. Wsparcie rodziny to bardzo dużo :) :*

  • Reply Alicja Wegner 13 września 2015 at 18:31

    Wspominałaś synowi, że jestem całkiem młoda i fajna? :D Hahaha! Świetny tekst i zdjęcia! <3

    • Reply Tosinkowo 13 września 2015 at 19:01

      A w życiu! Nawet nie będę ryzykowała! :D ♥

  • Reply Patrycja Wegner-Keiling 14 września 2015 at 18:05

    Gratuluje samozaparcia – tego, że w tak młodym wieku umiesz postawić sobie cel i robić wszystko by go osiągnąć. Czytałam z zaciekawieniem a to już sukces więc może jakiś prywatny blog? :) ps. Marto – gratuluję syna :)

  • Reply ~Meg~ 22 września 2015 at 14:28

    Lubek! Jesteś wielki! Pozdrawiam serdecznie :)

  • Reply Chłopak z gitarą - jak to się zaczęło? - TosinkowoTosinkowo 9 lutego 2016 at 19:02

    […] wyjazd nie może się bez niej obejść. Dziś jest dumnym posiadaczem Ibaneza, gitary na którą ciężko pracował w wakacje w UK. Gra codziennie, tworzy własną muzykę, wciąż robi postępy. I choć wiele razy złoszczę […]

  • Leave a Reply