Dzieci, przedszkole, Rodzice

Pierwszy dzień w przedszkolu, kto przeżywa go bardziej?

13 września 2016

Pierwszy dzień w przedszkolu Gaja ma za sobą. Wstała dziś rano ochoczo, złapała kapcie w rączkę i zakomunikowała, że jest gotowa poznać nowe koleżanki i kolegów. Patrzyłam na nią z radością, ale gdzieś w środku miałam duże obawy. Gaja jest samodzielna, to prawda. Jest natomiast również najbardziej tulaśnym z dzieci i cechuje ją duża wrażliwość. Najmłodsza perełka, która pomimo skończonych trzech lat dla wszystkich w domu jest malutka. Prawo najmłodszego.

Nie tylko ja podeszłam do tematu ostrożnie, choć ja zapewne najbardziej. Przecież celowo zostawiłam ją w domu, decydując za nią: bo jeszcze ma czas, bo przecież nie musi. Może być ze mną, tulić się do woli i korzystać z prawa do bycia domowym dzidziulkiem. Anielka przecież także poszła w jej wieku do przedszkola, a chciała nawet wcześniej! No tak, ale Anielka zawsze była przebojowa i wychylała się przed szereg….tłumaczyliśmy po kolei. Gaja to Gaja. Mniejsza, spokojniejsza, wrażliwsza. Na pewno będzie tęskniła i na pewno będzie czuła się zagubiona. Klamka zapadła. Mamy cudne przedszkole, ale przecież u mamusi najlepiej :).

Pierwsze pytania o przedszkole zaczęły się szybko.

-Kiedy pojadę do przedszkola z Nelusią, mamusiu? A kupisz mi kapcie? A też wezmę swój kocyk?

Szybka decyzja, rozmowa z dyrekcją przedszkola, cudowne podejście kadry do pomysłu próby adaptacyjnej przed spisaniem umowy. Wszystko kazało mi spełnić życzenie dziecka. Więc spełniłam. Dziś był pierwszy dzień malutkiej w przedszkolu. Jadąc rano do placówki cała promieniała. Jej rodzeństwo podobnie jak ja do końca nie wierzyło, że Gaja poradzi sobie całkiem sama, gdyż całą drogę wspierało ją i dopingowało w podjętej decyzji, choć tak naprawdę wcale nie wyglądała na potrzebującą jakiegokolwiek wsparcia. Anielka opowiadała Gai po drodze jak cudnie jest w przedszkolu, ile mają fantastycznych zabawek, jakie są cudowne „ciocie” i jak świetnie jest na przedszkolnym placu zabaw. Franio natomiast głaskał siostrzyczkę co rusz, a to po nóżce, a to po główce i zapewniał, że spotkają się na obiadku. Patrzyłam na moją trójkę we wstecznym lusterku i czułam dumę. A w tym całym rozpierającym uczuciu dumy, raz po raz przedzierało się uczucie tęsknoty. Bo kurcze….nie mam już maluszka w domu!

Dojechaliśmy. „Ciocia” wyciągnęła rękę do Gai, a ta od razu mocno ją chwyciła. Anielka z dumą przedstawiała koleżankom swoją siostrzyczkę, a potem ustawiła się z nią w parze i poszły na śniadanko. Zdążyłam w przelocie złapać szybkie buziaki na do widzenia i tyle je widziałam. Oczywiście zostawiłam numer telefonu z prośbą, by pani zadzwoniła, gdy tylko przyjdzie kryzys….bo przecież ona jeszcze nie musi…

Pani ani nie zadzwoniła, ani kryzys nie przyszedł. Zadzwoniliśmy my, bo nie wytrzymałam i musiałam się upewnić. Usłyszałam, że Gaja jest wspaniała, grzeczna, bardzo rezolutna i samodzielna. Cudownie bawi się z dziećmi i wcale nie tęskni za domem. Dobra nasza! ucieszyłam się, choć ja tam swoje wiedziałam. Pewnie wpadnie mi w ramiona jak tylko mnie zobaczy i powie, że tęskniła. Zawsze przecież mówi, gdy tylko muszę gdzieś wyjechać.

Zgodnie z nakazem od „cioci” nie pojechałam po nią wcześniej. Jak zawsze wyruszyłam o 16.00 po dzieci. Z daleka już ją wypatrzyłam biegającą i radosną na placu zabaw. Był tam też Franio i Anielka. Gdy mnie ujrzeli jak zawsze dali buziaka, a Gaja….Gaja uciekając przede mną, wołała:

-mamusiu, nie zabieraj mnie jeszcze do domku!

Zdębiałam! Jak to? To się dzieje naprawdę?! Z jednej strony radość i wielka duma, a z drugiej totalne niedowierzanie. Zdałam sobie sprawę, że to ja mam o wiele większy problem z jej adaptacją niż ona! To ja wmówiłam sobie, że skoro wrażliwa i znacznie spokojniejsza od rodzeństwa, to na pewno jeszcze nie gotowa. A ona mi pokazała! Zagrała na nosie! Żeby zabrać ją do auta, przekupiłam owocową gumą. Całą drogę słuchałam zachwytów i opowieści oraz pochwał jej rodzeństwa. Bo Gaja zjadła pięknie obiadek, leżakowała ze mną mamusiu (Anielka jest w innej grupie, spotkały się na leżakowaniu), wcale nie płakała i była bardzo grzeczna! Gaja natomiast pokazując jeden paluszek opowiedziała, że płakał jeden chłopczyk i ona nie wie czemu, ale było jej go żal i „cioci” chyba też, bo dużo trzymała go na kolankach. Moja dzielna dziewczynka! Mój przedszkolaczek!

Podsumowując bardzo, ale to bardzo cieszę się, że Gai przedszkole tak przypadło do gustu. Odnalazła się w nim natychmiast i pokochała całą sobą. Malowała farbkami i poznała fajne koleżanki. Jutro oczywiście jedzie na pewno i już cieszy się na to spotkanie.

Wiem, jakie mam szczęście, że trafiliśmy na taką instytucję. Nawet najpiękniejsze mury byłyby niczym, bez świetnej i fachowej kadry. Nasze „ciocie” są po prostu wymarzone. Anielka opowiada o każdej z osobna same wspaniałości, wymienia także z imienia „ciocie”, które w przedszkolu gotują pyszne obiadki :). Ja natomiast jestem bardzo spokojna posyłając tam dzieci. Wiem, że krzywda im się nie stanie, bo „ciocie” to panie, które kochają swoją pracę i widać gołym okiem wykonują ją z pełnym zaangażowaniem i sercem. Dziś rano, gdy zawiozłam Gajkę usłyszałam, że żeby jej było łatwiej będzie mogła być w grupie z siostrą, albo odwrotnie. By czuła się bezpieczniej i pewniej, co oczywiście okazało się wcale niepotrzebne :).

Pierwszy dzień w przedszkolu mojej najmłodszej pociechy zdecydowanie ja przeżyłam trudniej niż ona. I choć dopuszczam do siebie myśl, że czasem kryzysy przychodzą później, to i tak jestem z niej niewyobrażalnie dumna. Teraz tylko uchować się jak najdłużej od chorób i będzie pięknie.

Brawo Gaja!pierwszy dzień w przedszkolu pierwszy dzień w przedszkolu adaptacja

Podobne wpisy

6 komentarzy

  • Reply Marta mamawbiegu.pl 13 września 2016 at 18:06

    Ale się wzruszyłam. Ja złapałam się na tym, że moje pragnienie wysłania Marcela do przedszkola od stycznia jakoś słabnie z każdym miesiącem…

    • Reply Marta 14 września 2016 at 10:46

      Ja Ci się wcale nie dziwię! Nie bądź zdziwiona jednak, gdy Marcel sam zażąda zapisania :)). Rosną nam te dzieci, oj rosną…

  • Reply Justyna Komada 13 września 2016 at 20:42

    Cudna i odważna! Gajulko pokazałaś nam wszystkim o! Matulo z Ciebie tez jestem dumna ;)! Jejuu… A przecież zaledwie wczoraj urodziłam Majke, pisałam do Ciebie pierwszego meila z prośba o radę i zerkałam jak cudnego kilkumiesięcznego malucha odchowujesz… Kto przyspieszył czas? No kto?

    • Reply Marta 14 września 2016 at 10:45

      Justynka kochana…nawet mi nie mów! Pamiętam jak pierwszy raz przyjechaliście z Mają, te niezdarne kroczki – skoczki na trampoline. A tu przedszkolaki!!! To się nie dzieje! :*

  • Reply Nefertari 14 września 2016 at 06:33

    Heheh, to prawda. Najgorzej mamy my, tzn. nam najtrudniej się przestawić ;) Pamiętam jak zostawiałam synka w przedszkolu po raz pierwszy. Miałam problem, żeby stamtąd wyjść, a idąc do domu, czułam się nieswojo – że dziecko „same” zostawiłam w „obcym” miejscu :P No bo tak to był0 – nowe miejsce nie tylko dla niego, ale i dla nas… Ale fajnie jest :) Trzeba wziąć na luz ;)

    Dzielna Gaja :) To Ci pokazała! ;P

    • Reply Marta 14 września 2016 at 10:44

      Czułam dokładnie to samo! :). A jak zatęskni? A jak pomyśli, że ją porzuciłam? :)). Dużo podobnych bzdurek większych i mniejszych :). A tu Gaja drugi dzień w przedszkolu ma się świetnie, a ja tonę w pochwałach :). Daję na luz! :)

    Leave a Reply

    Przepisz wynik *