Dzieci, Kobieta, Rodzice

Niedzielny relaks wielomatki

14 czerwca 2015

To miała być leniwa niedziela. Wiecie, taka z serii: matka na kocu, dzieci czyste, uśmiechnięte, zgodnie się bawiące z całym tym proszę, dziękuję i przepraszam. Miała być. Tak zaplanowałam z samego rana, gdy oko leniwie rozkleiłam. Tyle, że moje planowanie mogę między bajki włożyć. Bo kto ma gromadkę dzieci ten wiedzieć powinien, że będzie jak się okaże. I tyle. A nie wciąż w złudzeniach planować, układać, w myślach kwiatuszkiem przystrajać…a potem to uczucie, gdy ani koca, ani kwiatuszka, ani tym bardziej przepraszam. To ja przepraszam. Nici z niedzieli w ochach i achach zaprezentowanej na blogasiu. Macie moją niedzielę. Najprawdziwszą z prawdziwych.

Wstałam przed siódmą, za to w portkach od piżamy przeganiałam do południa. Najpierw jak zwykle ubrałam Gaję, a gdy kończyłam robić Jej śniadanie, cała w zawodzeniach zbiegła z góry Anielka: bo Franek nie tak popatrzył, a Ona sobie takiego patsania nie życzy! Ło ho! pomyślałam…to się dzionek zaczyna. Postawiłam talerz z omletem przed Gają i próbowałam wytłumaczyć Anielce, że tak się Jej tylko wydawało, że Franio wcale złośliwie nie spojrzał. Nie zdążyłam dokończyć skąd ja to wszystko wiem, a Nelce dobrze łza złości nie obeschła, gdy Franko zbiegłszy po schodach zakomunikował głośno, że owszem spojrzał spod byka, bo Ona z kolei pokazała język. I by zademonstrować co siostra zrobiła, cały jęzor na wierzch wywalił, na co Anielka znów syrenę podniosła, bo widzisz Mamusiuuuuu….tak mi dooookuczaaaaa!!!! Na co z kolei Franek uderzył w głos pełen pretensji i nuż zaczął licytację, które na górze jeszcze zaczęło. Zsadziłam z kolan, w myśli zakneblowałam i wystawiłam na balkon oboje, a wstając z pufy uderzyłam niechcąco nagle wyrastającego nade mną Antka. Larum podniósł na miarę wzrostu swego, a ja chcąc utulić w przeprosinach cała, ręką zahaczyłam o szklankę, którą na skraju stołu wcześniej ustawiła Gaja. Szklanka na nieszczęście pusta nie była, a ja na szczęście w boju wyćwiczona zdążyłam złapać Gaję, która o mało by zębów na mokrej plamie nie wybiła. Cudnie! Dom ryczy, a nie ma ósmej. Wiwat niedzielne plany! Wiwat cudownie zaczęty poranku! Minęła chyba z godzina nim w miarę dziatwę pogodziłam, nakarmiłam i ubrałam. Potem pięciominutowy prysznic i klik – czajnik wstawiony na kawę. Ufff…jak to dobrze, że na dwór mogę wygonić. I choć ta jedna chwila ciszy, gdy zanim jak tornada będą wpadać i wypadać, zostawiając tony piachu za sobą, teraz zajęci majstrują w obejściu. Kawa zamiast rano pita w południe. Ale, ale nie narzekajmy, były przecież i takie dni, że zastanawiałam się czy mogę jeszcze kawę odgrzać, czy może już skisła ze starości. Dobra nasza, nie jest źle. Ubrałam się pospiesznie, łyk kawy wciągnęłam i nim zdążyłam zareagować, do domu wpadło stadko rodem z błotnej kąpieli, zostawiając za sobą piękną czarną łunę…Aaaaa!!!! Co robicie???!!! Nawet mnie nie usłyszeli, jak przeciąg wpadli jednymi drzwiami, a wypadli drugimi zaśmiewając się do rozpuku i do obłędu matki. Wiedziałam! Wiedziałam, że to zły pomysł rozsypywać ziemię pod siew trawy i zostawiać na wierzchu wąż ogrodowy podłączony do wody. Wystarczyło odkręcić kurek…błoto na pół podwórka. A mówiłam, a marudziłam…a ścierać teraz muszę. Nim posprzątałam, w międzyczasie pierdyliard razy brudne dzieci przebrałam, ugotowałam obiad, i znów posprzątałam, i nakarmiłam to ani się obejrzałam, a z cudnej leniwej niedzieli została jakaś godzina, którą ratować mogłam, gdybym tylko siłę miała. Eeee…machnęłam ręką, ciuchy od rzeczy złapałam, buty ostatnie z szafy wydobyłam. Teraz powinnam naginać i pralek pięć uruchamiać, bo na jutro to zostaną jedynie śniegowce do włożenia. Więc naginam uradowana, że cisza wreszcie zapanowała….Śpią! Relaks!

I nawet złościć się człowiek nie może. Bo patrząc na zdjęcia stwierdzam, że Oni niedzielę  mieli jedną z lepszych. A to warte jest każdej nie wypitej kawy i każdej kolejnej sterty prania. Takie życie ;).

DSC_0761DSC_0762

DSC_0781DSC_0768DSC_0758DSC_0780DSC_0774DSC_0794

DSC_0795 DSC_0796 DSC_0802

Podobne wpisy

14 komentarzy

  • Reply Magdalena Burek 14 czerwca 2015 at 20:41

    Ale miałaś wesoło od rana;d Powiem Ci, że teraz może się wydawać, że wiecznie brudno, ale dzieciaki ten czas potem będą wspominać najlepiej:) Sama teraz tak mam jak spotykamy się z sąsiadami czy w rodzinie i wspominamy co za śmieszne rzeczy żeśmy robili. Nie oddałabym mojego dzieciństwa za żadne skarby, sama bym chciała by kiedyś moje dzieci miały takie dzieciństwo. Dobrej nocy<3<3<3

    • Reply Justyna Komada 14 czerwca 2015 at 21:06

      Paradoks dnia totalny? Po przeczytaniu : POZAZDROŚCIŁAM:). Sama nie wierzę:). A Tobie żeś jeszcze na drugi koniec swiata po tym dniu nie uciekła szczerze gratuluję:), dzielna Matula! W co nigdy nie wątpiłam:*

      • Reply Tosinkowo 15 czerwca 2015 at 07:20

        Oj paradoks! Ja też nie wierzę! ni hu hu ;))) :*

    • Reply Tosinkowo 15 czerwca 2015 at 07:19

      Madziu, doskonale to ujęłaś. Ja tak samo myślę! Co tam, że więcej piasku, niż w cichym domu. Co tam, że z mopem najlepiej przyklejonym chodzić, ważne jakie będą wspomnienia! A te na pewno będą bogate ;))) Buziaki!

  • Reply Szefowa Gangu 14 czerwca 2015 at 21:52

    Moim zdaniem super niedziela – spędzona z najukochańszymi. Oczami wyobraźni widziałam Waszą gromadka :) Musi być wesoło :)

    • Reply Tosinkowo 15 czerwca 2015 at 07:19

      W sumie masz rację :). A i pozytywy, bo wypociłam sporo ;)).

  • Reply Katarzyna Łępa 14 czerwca 2015 at 22:12

    Martulina! stodwadzieściasiedem lat Ci życzę z okazji urodzin, i jeszcze więcej takich niedziel, bo wiem jak je lubisz, i wszystkiego czego sobie zapragniesz, boś warta, bo super z Ciebie kobieta! Wszystkiego dobrego :*

    • Reply Tosinkowo 15 czerwca 2015 at 07:18

      Kasiu dziękuję Ci za przepiękne życzenia. 127 lat brzmi dumnie :D :*

  • Reply Anna Gregorowicz 15 czerwca 2015 at 05:24

    Echh, ja tam z góry zakładam, że weekend leniwy i „mój” nie będzie i planuję dla Mi, żeby przynajmniej z uśmiechami całe te wolne dni przetrwać ;) Przy Twojej słodkiej gromadce masz w ogóle leniwe dni?? (takie poza wyjazdami ;) )
    mamazpowolania.blogspot.com

    • Reply Tosinkowo 15 czerwca 2015 at 07:18

      A wiesz, że ja czasem właśnie miewam te leniwe chwile? ;). Moje dzieciaki czasem są tak sobą zajęci (coś na rodzaj domowego przedszkola;), że ja leniwie mogę tą kawę sączyć. Tylko, że zwykle jest tak, że jak sobie coś zaplanuję, to guzik z pętelką. Wtedy jest najgorzej :).

  • Reply Monika Gortat 15 czerwca 2015 at 07:50

    ;))
    dużo się działo, duzo broili, ale Ty i tak to fajnie, z nutką humoru opisałaś ;-)) Uwielbiam Twój styl pisania ;)
    a dzieci? Jak zwykle cudne! ;) (No po kimś to muszą mieć, nie? :P)

    • Reply Tosinkowo 17 czerwca 2015 at 07:00

      Dzięki Monika ;). No wiadomo! po mamie :P.

  • Reply Ilona Pilarska 17 czerwca 2015 at 06:13

    Btw,jako ze mam przerwe w myciu malych lepkich raczek (nie ma to jak pobudka o 5 rano),w jaki sposob wymyc porzadnie ziemie spod paznokci nie uzywajac szczotki ryzowej?? (obcinac juz nie ma co z tego paznokcia)…:)

    • Reply Tosinkowo 17 czerwca 2015 at 06:59

      hahahaha Ilona u nas działa jedynie metoda namaczania :D. A, że w wodzie „babrać” się lubią, daję w miskę, wlewam mydło/płyn, po kilku minutach przelewania wody z kubeczka do kubecza, pazurki czyste :P

    Leave a Reply