Kobieta, refleksje, Rodzice

Nie potrzebuję Twoich rad!

3 maja 2016
Ja mam ten przywilej bycia wszechwiedzącą matką. W końcu pięciokrotnie chodziłam w ciąży, pięciokrotnie przeżyłam poród, pięciokrotnie mam więcej doświadczenia. Niby wszystko się zgadza, ale to zupełnie nie ma znaczenia, wobec sytuacji z którymi stykam się po raz pierwszy. A takie wciąż bywają.

Nie raz zdarzyło mi się będąc gdzieś z jednym dzieckiem, usłyszeć komentarz co do przysłowiowego braku czapeczki. Gdy podejmowałam dyskusję, z której wynikało że jestem mamą piątki, komentarz dziwnie przybierał formę pochwalną: „zapytałam czy jej nie zimno, ale pani nowocześnie wychowuje dzieci, wie co robi. Nie jak te głupie matki, co przegrzewają”. Stawałam się natychmiast góru wszelkich matek i jeszcze chwila a pominiki zaczęto by mi stawiać. Zadziwiające.

Według społeczeństwa młoda matka jest głupia. Po prostu. Potrzebuje naszych rad, wskazówek bo inaczej jej dziecko skończyłoby marnie. Niedożywione, przegrzane lub wyziębione. Młoda matka ma wypisane na czole: „pomóż mi!” i nie musi ust otwierać, by zewsząd „dobre dusze” biegły z ratunkiem. Jakie to niesprawiedliwe, że gdy ja popełnię błąd uważa się go za przeoczenie, podczas gdy młodej matce wytykać się go będzie tygodniami.

W tym miejscu pragnę obalić mit wszechwiedzącej matki. Owszem z wieloma sytuacjami jest mi łatwiej, gdyż się z nimi zwyczajnie zetknęłam. Ale nie znaczy to wcale, że skoro wiedziałam jak zareagować przy dziecku drugim, ta sama reakcja pomoże piątemu. Bowiem każde dziecko jest inne, każde ma swoje upodobania i różną odporność. Tak, nawet te po jednych rodzicach różnią się między sobą szalenie. Nawet jeśli wiem co robić w przypadku bolących dziąsełek, kolek, czy zbitym kolanku to kompletnie nie wiedziałam co robić, gdy po raz pierwszy po użądleniu pszczoły Franio spuchł tak, że na oczy nie widział. To samo, gdy pierwszy raz dopadł Antka ból ucha – sama radziłam się mam, które spotkały się z tym problemem u swoich dzieci. Jesteśmy mądre na tyle, na ile zderzyłyśmy się z trudnościami, które udało nam się opanować. Bo teoria a praktyka w takich przypadkach to zwykle dwie różne rzeczy.

Owszem bywa, że wiem więcej od mamy jednego dziecka, ale to nie znaczy, że znam sposób na jej rozterki. Może kompletnie nie wiem co robić, bo sama się z tym nigdy nie zetknęłam. Wiele z Was radzi się mnie w mailach, czy prywatnych wiadomościach odnośnie wychowywania dzieci. Odpisuję zawsze, ale nigdy nikomu nie napisałam: powinnaś zrobić tak, czy siak. Zwykle odpisuję, jeśli zetknęłam się z nurtującym Was problemem, że u nas podziałalo to czy tamto i polecam spróbować. Nigdy przecież nie mogę mieć pewności, że to co skutkuje u moich dzieci, zadziała na Wasze. Czasem sama nie wiem jak zadziałać na moje, jak TU na przykład :), więc jakże mam wymądrzać się nad cudzymi pociechami? niedorzeczne.

Młode matki nie są głupsze od tych zaprawionych w boju. Są mniej doświadczone, ale to nie powód do tego, by zasypywać je radami, skoro o nie nie proszą. Wiem jak ciężko jest się postawić takiej dziewczynie, gdy rada płynie niczym rzeka rwąca od świeżo upieczonej teściowej, czy nawet sąsiadki. Kultura osobista nakazuje milczeć, choć na koniec języka ciśnie się siarczysty protest. Dlatego myślę, że czasem dobrze spiąć się w sobie i przerwać w połowie wywodu słowami: „dziękuję bardzo, gdy będę potrzebowała rady na pewno zwrócę się do ciebie” i odejść, by nie dodać nic więcej.

A tym, którzy lubią pouczać młode mamy przypominam, że choć doświadczenia może i jeszcze nie posiadają, to instynkt macierzyński owszem. I on jest często znacznie lepszym drogowskazem niż wszystkie mamusie, teściowe i sąsiadki razem wzięte.

I taka ciekawostka na koniec: cudze dzieci wychowuje się znacznie łatwiej, niż swoje.

Podobne wpisy

8 komentarzy

  • Reply Nefertari 4 maja 2016 at 07:27

    Dziękuję Ci za ten post! Nie dalej jak wczoraj nasłuchałam się właśnie od rodzinki, tj. moich dziadków. Choć mam już drugie dziecko, pojawiały się te same pytania, wątpliwości czy porady, które słyszałam niemal cztery lata temu przy pierwszym dziecku. W pewnym momencie byłam już tak zmęczona odpowiadaniem na pytania, rozwiewaniem wątpliwości i dziękowaniem za „cenne” porady, że gdy córcia wybuchła płaczem, zmuszając nas do opuszczenia imprezy wcześniej, przyjęłam to z ulgą… W samochodzie spokój, w domu też – jakby mała instynktownie coś wyczuwała… Ech. Ja wiem, że chcą dobrze, że to z troski. Ale „zamęczanie” młodej matki, ciągłe sterczenie nad głową (bo jak dziecko płacze to przecież nie mogą zostawić go sam na sam z mamą, żeby miało szansę się uspokoić, ich obecność jest nieodzowna) i doradzanie… to męczy. Zamiast skupić się na uspokajaniu dziecka, moja uwaga jest rozproszona, bo przecież ciągle czegoś ode mnie chcą… Heh, lepiej sobie z tym już radzę, bo wczoraj potrafiłam wyłączyć się w trakcie tego i skupić na małej, ale to męczyło… I ten śmiech, który gdzieś tam w tyle głowy brzmiał, gdy padło pytanie: „Często tak macie?” – gdy mała płakała. „Tak, zdarza się, dzieci płaczą” – rzuciłam w odpowiedzi, tonem znawcy. Zaczynam go przyjmować, bo nie daj Boże usłyszą w moim głosie wątpliwości i przyjmą to za zaproszenie do udzielania jeszcze większej ilości porad :P

    Dzięki. :*

    • Reply Marta 10 maja 2016 at 08:08

      Jak mnie to kochana denerwuje. I choć może i w dobrej wierze, ale wszyscy nagle mądrzejsi, bardziej opanowani i w ogóle mocniej ukierunkowani na wychowanie Twojego dziecka. Ja się wcale nie dziwię, że córcia się rozpłakała – nie dość, że wyczuwała Twoje zdenerwowanie, to jeszcze poczuła się zewsząd osaczona. Te rady nie tylko uderzają w rodziców, dzieci również mają dosyć trajkotania nad uszami. A co do pytania, czy często tak macie – odpowiedziałaś idealnie, dodałabym że WSZYSTKIE dzieci płaczą. Nawet te doświadczonych wielomatek ;).

  • Reply MzP 4 maja 2016 at 18:40

    O jakże się z Tobą zgadzam!!!!!!!!!!!!!!!
    Jak każdy mam wokół pełno „cioć dobra rada”, moja rodzinka (szkoda gadać) czy mistrzostwo świata- moja bezdzietna przyjaciółka niecierpiąca dzieci ale mająca tyyyyle do powiedzenia, poradzenia, pouczenia…ech
    I to samo możesz powtarzać, że nie prosiłaś o radę, że masz inne zdanie, że dla Ciebie co innego jest ważniejsze i że to w końcu (do cholery) twoje dziecko- nie skutkuje. I tak mnie krew zalewa i poniekąd unikam takich osób, przy czym kiedy potrzebuję rady to nie omieszkam o nią poprosić (i Ty wiesz coś o tym ;) ), nie jestem wszechwiedząca, ale kiedy radzi mi się na siłę, wtrąca w moje sprawy, nie mając ponadto najlepszych referencji w tym zakresie…

    • Reply Marta 10 maja 2016 at 08:09

      Już czekam na to, jak mi napiszesz że nie wytrzymałaś i porządek z radzącymi zrobiłaś ;)).

  • Reply MzP 4 maja 2016 at 18:49

    Mam jeszcze coś. U mnie w rodzinie jest potwornie głupia maniera, polegająca na tym, że mimo iż widzą Małą Mi tylko przez kilka dni kiedy jedziemy do nich na święta, w sumie widują ją kilka razy do roku, to przyjmują postawę: teraz cię przeuczymy, wychowamy po naszemu i przez tych kilka dni trwa walka o wszystko tzn. kiedy ja na coś Mi pozwalam, oni zabraniają, kiedy ja zabraniam, oni ją zachęcają rzucając teksty z cyklu „nie słuchaj mamy” , „u nas możesz” itp. Wymyślają zasady sprzeczne z moimi poglądami i wartościami. TO dopiero jest wk****e i nic nie zrobisz, bo nie dociera, a jedynym wyjściem byłaby izolacja dziecka od rodziny.

    • Reply Marta 10 maja 2016 at 08:11

      To już w ogóle nawet szkoda komentować. Chyba by mnie krew zalała, jakbym usłyszała zwrot: mama nie pozwala, ale tutaj możesz. Zastanawia mnie dlaczego ludzie to robią? Co im daje podważanie kompetencji rodzica? Oby choć jakaś marna satysfakcja, a tu? no nie rozumiem.

  • Reply Ewa 5 maja 2016 at 08:50

    Jestem mamą chłopca z zespołem aspergera . Jest grzecznym, cudownym chłopcem z różnymi „dziwactwami” :) Nie ma nic bardziej przykrego, jak bliscy którzy próbują mi wmówić, że to jakie jest moje dziecko to moja wina.. że źle go wychowywałam,że robiłam taka nie siak. Za każdym razem gdy ich odwiedzam jestem bombardowana krytyką i „dobrymi radami”.. jakby to oni wiedzieli co dla mojego dziecka jest najlepsze.. a tak naprawdę nawet go nie znają. Ciężko jest im zaakceptować fakt, że jest jaki jest i próbują widzieć w nim kogoś innego. A we mnie? Matkę, która nie wie jak wychowywać i popełniała błąd za błędem że jest jak jest. A dla mnie jest cudownie :) Zespół Aspergera to wygrany los na loterii autyzmu, więc nie może być inaczej :)

    • Reply Marta 10 maja 2016 at 08:12

      Jak dobrze, że sama masz świadomość, że synek jest cudowny i wychowany jak należy. To się liczy! Wiesz jak wyjątkowe masz dziecko i żadne głosy z boku nie są w stanie tego zmienić. Siła mądrego macierzyństwa! Gratuluję! Uściski dla synka :*

    Leave a Reply