Dzieci, Rodzice

Nie bij kolegi, bo się spocisz!

28 kwietnia 2016
Agresja u dzieci – temat rzeka. Kto z nas nie był świadkiem jak mały berbeć o twarzy aniołka okładał kolegę z piaskownicy, kopał babcię po kostkach, czy przyfandolił soczyście tatkowi lub mamuńci kochanej? Jak znam życie widziała większość przynajmniej raz. Ja również. I o ile pominę dyskusję na temat krnąbrnego dzieciaka (toż to dziecko przecie), to braku reakcji u sprawującego opiekę zdzierżyć nie mogę.

Nie, nie mam złotych dzieci. Mam dzieci niczym nie różniące się od twoich. Czasem wrzeszczą, rzucają zabawkami, kłócą się z rodzeństwem o klocek, choć w pudle obok milion identycznych. Mam dzieci, które często umarłego postawiłyby na nogi. Bywa, że są dni w których przyrzekam sobie, że karny jeżyk powróci! Są. Bywają też takie, że nachwalić się nimi nie mogę, bo co krok rozsyłają całusy i nerkę z wdzięczności jedno drugiemu niemal wpycha w podzięce. Są i takie,choć rzadziej niestety. Nie będę ci ściemniać, że nigdy przenigdy zakopać się pod ziemią na głębokość kopalni w Wieliczce nie chciałam, bo chciałam. Milion razy. Pierwszy raz jakieś kilkanaście lat temu, gdy mały Lubomir pożalił się w szkole, że mamusia nie kupiła mu stroju na gimnastykę, ale kupiła za to wino. Ile ja musiałam główkować o co w tym chodzi, nim przypomniałam sobie te nieszczęsne zakupy z winem w tle (spodziewaliśmy się gości), i luką w rozmiarówce młodego w sportowym. Hasło padło i miałam wrażenie, że wychowawczyni bacznie mi się przyglądała już na każdym zebraniu. Takich smaczków w mojej karierze wielomatki było sporo. Wciąż bywają. Wciąż dzielnie stawiam czoła. Na szczęście moje dzieci nie biją, ale gdyby…

I do tego zmierzam. Do stwierdzenia, że o wiele bardziej boląca od skopanej kostki przez gagatka jest reakcja jego opiekuna. A uściślając jej brak. Ileż razy bywałam w tak idiotycznym położeniu, że siedząc przy jednym stole z rodzicem ów gagatka, który terroryzował otoczenie nie wiedziałam jak się zachować. Zdarzyło się Wam? Jeśli tak, to wiecie o czym mówię. Wiecie jak ciężko jest zachować na wodzy emocje, nie chcąc psuć relacji z dorosłym, broniąc jednocześnie własnego dziecka, które właśnie obrywa. Starasz się delikatnie, pudło. Grozisz ancymonowi z ukrycia palcem, cedzisz po cichu, że jeszcze raz i takie tam, pudło. Mama ancymona spija spokojnie kawę, gdy ty już spięta śledzisz każdy ruch dzieci, które miały pięknie się wspólnie bawić. Patrzysz jak twoje dziecko tak samo spięte śledzi każdy ruch kolegi. Najczęściej szybko dopijasz kawę i zmykasz w popłochu, bo właśnie ci się przypomniała zaległa wizyta u dentysty. Dziecko o dziwo nie protestuje, ba! wdrapuje ci się pośpiesznie na ręce. Znasz to?

Dlaczego o tym piszę? Może dlatego, że pobożnie sobie i innym życzę, że przeczytasz to mamo ancymona i wyciągniesz w końcu wnioski. Że moje i innych prośby o reakcje nie są nietaktem ani tym bardziej złośliwością skierowaną do twojego dziecka. Może pomyślisz, że to że nie mamy dla ciebie czasu ani teraz, ani w następny weekend to nie brak organizacji a wyłącznie strach o własne dzieci. Bo dziecko nie lubi być gryzione, szczypane ani popychane. Tak samo jak ty nie lubisz, gdy zwraca ci się uwagę na zachowanie twojego ancymonka. Ja wiem, że to trudne. Być może też nie wiedziałabym jak się odpowiednio zachować. Jedno jest pewne, reagowałabym. Być może niedoskonale, za mało skutecznie, ale reagowałabym. Jesteś za swoje dziecko odpowiedzialna. Okaż to. Agresja u dzieci się zdarza, powinnaś spróbować temu zaradzić. Zamiast odsuwać od siebie znajomych, lub co gorsza obrażać się, gdy zwrócą uwagę twemu dziecku za ciebie zacznij być matką. Matką, która kocha, uczy i wychowuje. To ci się naprawdę opłaci.

Podobne wpisy

11 komentarzy

  • Reply Magda 28 kwietnia 2016 at 20:50

    Świetny temat. Należę do osób impulsywnych i jak widzę, że inne dziecko zamachuje się na moje to mnie krew zalewa. A całkiem odpływa do palców u stóp gdy mama takiego gagatka, który już dwa razy uderzył, niekoniecznie mojego pierworodnego, wcale nie reaguje. Ewentualnie powie ” Oj Krzysiu no tak nie wolno…” patrząc się całkiem w inną stronę. Już dawno nie byłam świadkiem takiej sytuacji, ale lato się zbliża i wiem, że takie zdarzenia będą na osiedlowym podwórku. Nie wiem jak reagować. Wcześniej po prostu brałam mojego malucha do domu żeby się nie denerwować, ale szczerze to zawsze miałam ochotę sama temu dziecku oddać. Czasami mam ochotę powiedzieć do swojego pierworodnego: „A weź Ty mu w końcu przywal!!” Jeszcze gdybyś uzupełniła tekst o swoje wypróbowane środki na takie zachowanie innych dzieci/mam :)

    • Reply Tosinkowo 28 kwietnia 2016 at 22:13

      Magdo i mnie krew zalewa, gdy to widzę. Co więcej budzi się we mnie sędzia, który z chęcią wymierzyłby karę: „oko za oko, ząb za ząb”. Hamuje się na ogół, upominam stanowczo jeśli matka dziecka nie reaguje. Różnie się to kończy, raz obrazą matki, raz moim wkurzeniem i opuszczeniem miejsca. Sama nieedukacyjnie mówię swoim dzieciom: zaczynać nie możesz! bić nikogo nie wolno! ale jak ktoś robi ci krzywdę, broń się! nie stój jak sierota! Myślę, że tylko w ten sposób uchronię swoje dziecko. Bo bronić umieć się trzeba. Nie wszędzie będziemy my, rodzice. Przypomniała mi się sytuacja z Antosiem. Przez pewien czas narzekał na chłopca, który mu dokucza. Nie chciał jednak powiedzieć co to za jeden. I nastał dzień, w którym mój najstarszy syn wracał ze szkoły (idzie pieszo od busa mijając Antka szkołę) i zauważył, że chłopiec przynajmniej dwa lata starszy od Antka rzuca w niego kamieniami pod szkołą. Tamten nie miał pojęcia, że ten dorosły 18 letni facet to brat zastraszanego przez niego dzieciaka. Z opowiadań Antka wiem tyle, że Lubek złapał tamtego i porządnie nastraszył, cedząc że jak się dowie, że wciąż małemu dokucza, to go znajdzie i …..tu zaczęłam mówić, że tak nie można! że jak on dorosły facet się zachował? że powinien po prostu porozmawiać itp….
      dziś myślę, że dobrze się stało. Antoś od tamtej pory ani razu się nie poskarżył, ma absolutny spokój.
      Przykre, ale czasem tylko takie same metody skutkują.
      Nie rozumiem rodzica, który nie reaguje na agresję swojego dziecka. Wiem, że gdyby moje dziecko się jej dopuściło długo byśmy na ten temat dyskutowali i z pewnością musiałoby przeprosić. Tymczasem mamy często nie reagują i bardzo obruszają się, gdy zwróci się na to uwagę.

      • Reply Magda 29 kwietnia 2016 at 08:51

        Mam dokładnie takie samo podejście. Wcześniej wychodziłam z założenia: „zero agresji, zero przemocy”. Teraz mówię: „Sam nie zaczynaj. Jednak jeśli ktoś Ci robi krzywdę oddaj!!” Teraz jest dużo kampanii społecznych, że krzyki, agresja w domu podcinają skrzydła młodym ludziom. Rozwija się tym samym niepewność w swoje możliwości, nieśmiałość, brak akceptacji swego JA itp. A co z otaczającym światem i rówieśnikami?? Co jeśli w domu dziecię wychuchane, wydmuchane, ale w rzeczywistości otaczającej nie może się odnaleźć?? Owszem ja uczę pertraktacji i rozmowy w przypadku konfliktu, ale jeśli te metody nie zdają rezultatu wchodzi na scenę mąż:) Bo on jest samcem Alfa w naszym domu:) Poza tym jak nie umiesz siebie obronić to jak obronisz w przyszłości swoją siostrę, koleżankę, rodzinę?? A najbardziej mnie wkurza nie bezpośrednie uderzenie czy popchnięcie, tylko jak takie dziecko 4letnie, moim zdaniem już świadome konsekwencji, bierze łopatkę i nią wszystkie dzieci obdarowuje po głowach, a co gorsza po twarzy. Ja w takiej sytuacji, o której Ty napisałaś też naślę starszego kuzyna :)

  • Reply Justyna Komada 28 kwietnia 2016 at 21:07

    Temat tak samo trudny jak potrzebny! Mnie trafia cholera gdy widzę owego, wspomnianego ancymona w akcji. Moja Majka nie da sobie zrobić krzywdy i nie jest mi z tym zle! Niemniej…. Widok rodzica/opiekuna udającego niewidomego w takiej sytuacji doprowadza mnie do furii. Niestety często komentuje i głośno mowię co myślę. Taki mój urok.

    • Reply Tosinkowo 28 kwietnia 2016 at 22:16

      Majka jest wspaniałym i grzecznym dzieckiem. Nie wyobrażam sobie, by biła inne dzieci, dlatego brawa za to, że nauczyłaś ją, by się broniła. Ja z najstarszym długo miałam problem, był mega wrażliwcem i dość długo obrywał. Dziś wyczulony jest na maksa na tzw. szkolnych cwaniaczków i wiem, że skłonny byłby wytargać porządnie za uszy za swoje rodzeństwo. Ja też mówię, co myślę. Jak nie skutkuje naprowadzenie trzeba wprost.

  • Reply Sylwia -Ruda 28 kwietnia 2016 at 22:08

    Moja córka długo się kolegowała z takim łobuziakiem … jak jej nie puknął czy nie ugryzł to chory był. Córka długo znosiła krzywdy … ja prosiłam mamę dzieciaka żeby porozmawiała z nim itd to mnie wyśmiała. Tak też powiedziałam córce jak on cie kijem ty go też -wiem to nie dobre . Ale poskutkowało -chociaż słowa mojej córki mam cały czas w głowie ” mamo dlaczego on jest taki zły … może w domu robią mu krzywdę”

    • Reply Marta 28 kwietnia 2016 at 22:19

      Matka wyśmiała….ot podsumowanie mojego wpisu idealne. Tego właśnie nie jestem w stanie zrozumieć! Nie zwraca uwagi, a jak Ty ją zwrócisz – to uśmiechnie się ironicznie. Wrrr….A jeśli chodzi o słowa Twojej córki, pokazują tylko jak mądrą i wrażliwą jest dziewczynką.

    • Reply Magda 29 kwietnia 2016 at 08:53

      I tutaj się jeszcze wtrącę. Chyba Ci najstarsi to takie delikatne, wrażliwe chłopaki. Bo moja młodsza 2latka świetnie sobie radzi i o nią się nie boję :)

  • Reply syla 29 kwietnia 2016 at 06:38

    W szkole dla rodziców zadałam pytanie pani psycholog prowadzącej zajęcia na podobny temat czy wolałaby, żeby jej dziecko było bite przez rówieśników czy żeby ono uderzyło……jej odpowiedź była taka, ze w takiej sytuacji woli żeby jej uderzyło…ja do dzisiaj nie wiem co bym wolała ale zawsze się bałam, że ktoś zrobi krzywdę mojemu dziecku albo moje komuś…ale nie wiem czego bardziej…

  • Reply Bożena 29 kwietnia 2016 at 07:34

    Są różne przypadki agresywnych dzieci, z mojej perspektywy wielomatki wyciągnęłam smutny wniosek, że jednak do niektórych jednostek dotarło tylko przysłowiowe „oko za oko”. Kiedy wszystko zawiodło nakazałam dzieciom oddać. Po kilku incydentach kiedy moje dzieci nie siedziały jak trusie czekając, aż oprawcy skończą okładać, tylko przybrały
    postawę obronną oraz postawiły się, bicie się skończyło. Agresorzy znaleźli sobie nowe obiekty, zainteresowania, takie, które nie oddały.

  • Reply asia/wkawiarence.pl 29 kwietnia 2016 at 08:12

    niestety agresjii jest coraz więcej, w przedszkolu, szkle, na podwórku. Z przykrością stwierdzam, że najwięcej na placach zabawach osiedlowych gdzie dzieci bez opieki dorosłych dosłownie leją się na prawo i lewo. Agresja narasta. Nauczyciel może coraz mniej. Więc tu rola główna rodziców, którzy niestety o tym najczęsciej zapominają, lub co gorsze, nie zwracają uwagi

  • Leave a Reply