Dzieci, szkoła, wiek wczesnoszkolny

Nauka zdalna

12 czerwca 2020

Nauka zdalna wcale nie wyszła nam bokiem, o dziwo. I choć nie byłam pewna jak poradzę sobie z czwórką dzieci w tej nowej dla wszystkich rzeczywistości, u schyłku tej przygody śmiem twierdzić, że lepiej niż przypuszczałam. Oczywiście kluczowa tu jest współpraca dzieciaków, które nauczyły się sumienności i obowiązkowości bardziej niż kiedykolwiek.

Jako, że jest ich czworo nie ma mowy o odkładaniu niczego na później. Każde musi korzystać z laptopa w danej kolejności, podobnie jest z drukarką, bo kupowanie nagle większej ilości sprzętu do domu było zwyczajnie niemożliwe. Tak więc taśmowo, kolejno zasiadali do lekcji online, później w zależności od tego, które kończyło pierwsze drukowaliśmy materiały i dzieciaki odrabiały lekcje. Potem mail do nauczycieli i wreszcie czas dla siebie. W sumie oni tego czasu mieli więcej, ja w zasadzie w ogóle. Jako, że miałam tę możliwość bycia cały czas podczas pandemii w domu, dzieci odrabiały lekcje przy mnie, kolejno. Tak dopilnowani poprawili większość ocen, wystarczyła jedynie moja obecność i zainteresowanie. Mówiąc o plusach i minusach, pomimo zmęczenia stwierdzam, że więcej doświadczyliśmy plusów, jeżeli chodzi o ich edukację. Motywacja jaką im dałam, raczej trudna była do przeprowadzenia w szkole. Rozumiem, że nauczyciel nie jest w stanie „pochylić” się nad każdym uczniem, mając pod opieką całą klasę. Ale od początku…

Nauka zdalna jest idealną formą nauki dla Franka

Nie pisałam o tym tutaj, zresztą dawno nie pisałam tu o dzieciach w ogóle. Mój trzecioklasista to dziecko bardzo zdolne, łapiące w mig nowy materiał, ale równie szybko zniechęcające się do lekcji, uparte i niewspółpracujące. Pamiętam, że bardzo zdziwiło mnie to, gdy pierwszy raz usłyszałam na niego skargi. Dlaczego? Otóż w domu to z nim najłatwiej było mi się „dogadać”, nie sprawiał żadnych problemów wychowawczych, bez problemu odrabiał prace domowe (no chyba, ze nie odrabiał, co się dość często zdarzało, bo nie zaznaczył ich na lekcji). Sytuacja nie była prosta, bo on zwyczajnie nie pasował mi do obrazu dziecka, na jaki zapracował sobie w szkole. I nie, nie mogę zwalić tu winy na podejście nauczyciela, bo akurat rozmów z jego panią przeprowadziłam wiele, i muszę szczerze powiedzieć, że wspólnie szukałyśmy sposobu na jego większą motywację do nauki, czy poprawę zachowania w szkole. W domu świetny chłopak, w szkole dziecko uparte i skore do obrażania. Zeszyty Franka wyglądały kiepsko, rozwiązywał zadania z reguły dobrze, ale bardzo niestarannie, jednym słowem sprawiał wrażenie, że szkoła całkowicie jest mu obojętna, a jeśli nie ma ochoty na starania, to po prostu starał się nie będzie. Z kolegami też nie było mu po drodze, choć poza szkołą widywali się i wspólnie bawili bez problemu. Na moje pytania dlaczego tak się dzieje, odpowiadał, że taki jest. Łatka dziecka sprawiającego problemy przylgnęła zbyt szybko. Złe oceny kompletnie nie budziły w nim emocji, a mnie serce bolało, bo dobrze wiedziałam, jaki jest zdolny, a te wynikały jedynie z braku zaangażowania, którego nijak wykrzesać się nie dało. Gdy zaczęliśmy naukę zdalną szybko zauważyłam, że Franek jest typowym dzieckiem, które potrzebuje uwagi bezpośrednio skupionej na sobie. Podczas odrabiania lekcji początkowo, co chwilę powtarzałam: „pisz ładniej, musimy to wysłać, a pani nie może mieć problemu z odczytaniem”. Po kilku dniach nie musiałam nic mówić, a jego pismo było zawsze czytelne. On czuł mój wzrok na tym, co robi i wcale nie czuł się z tym niekomfortowo, a wręcz przeciwnie. To samo dotyczyło prac plastycznych. Wcześniej wykonywał je byle jak, żeby szybciej, a teraz przykładał się z satysfakcją, bo patrzyłam na to i często komentowałam, że robi to świetnie. Widziałam jak bardzo motywuje go dobre słowo, co udowodnił mi najbardziej pisząc zadania z polskiego, który zawsze zostawiał na koniec, bo ma zdecydowanie umysł ścisły. Wcześniej, gdy musiał ułożyć samodzielnie 6-8 zdań na dany temat, było to 6 wymuszonych, najprostszych zdań. Dziś pisze minimum 8 zdań złożonych. Wcześniej też dostawał piątki i szóstki, ale były przetykane jedynkami za brak pracy domowej, lub oceną obniżoną za brzydkie, niestaranne pismo, czy nieprzyniesione pomoce szkolne. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że praca w domu z Franiem przebiega świetnie, bezproblemowo i bardzo sprawnie. Nie pomagam mu w lekcjach, bo nie ma takiej potrzeby, ale jestem obok i biorę czynny udział w tym procesie. Łatka chłopca sprawiającego problemy nie pasowała mi do niego nigdy, ale gdy dostałam ocenę opisową teraz i tam przeczytałam niezbyt pochlebne słowa (wiadomo pod uwagę brane jest także pierwsze półrocze w szkole), to  jakbym czytała o zupełnie obcym mi dziecku. Franek odkąd uczy się zdalnie ma same piątki i szóstki. Nigdy nie muszę przywoływać go do lekcji, sam rozwiązuje wszystko od razu, by później cieszyć się czasem wolnym. Szczerze, to był moment, w którym całkiem poważnie rozważałam ED, gdyż pomyślałam, że przecież on nie sprawia żadnych problemów! Na razie uczymy się tak, jak lubimy. On rozwiązuje zadania, ja jestem obok. W kolejnym kroku chcę przygotować go do takiej pracy, jaką wykonuje, ale bez potrzeby mojego współuczestniczenia w lekcjach. To może się udać, bo znam potrzebę mojego dziecka. Zła ocena nie motywuje go, a zniechęca. Pochwała jego pracy, zauważenie starania sprawia cuda. I pomyśleć, że przed pandemią szukałam psychologa, który pomógłby mi zrozumieć fakt, że mój syn w szkole zamienia się w dziecko, które całkowicie jest mi obce w domu. Jeśli po powrocie do szkoły sytuacja będzie znów wyglądała jak przed pandemią, będę ogromnie zdziwiona.

Nauka zdalna a pozostałe dzieci

Antek jest w piątej klasie i szybko przestawił się na obecną formę nauki. Jako, że równie systematycznie co Franio oddawał prace domowe i aktywnie uczestniczył w zajęciach online jego stopnie również wyglądają lepiej. Mam wrażenie, że nauczyciele doceniają głównie zaangażowanie dziecka i już za systematyczne odsyłanie prac został uznany za ucznia pilnego, w tej niełatwej i nowej rzeczywistości. Co prawda w przypadku starszego syna zapał do nauki jest mniej nachalny, niż u młodszego, ale Antoni od zawsze lubił pomarudzić ile to musi zrobić, jak długo mu to zajmie itp. Ale siadał, solidnie odrabiał zadane lekcje i choć pauzami w odrabianiu były często wzdychania i akcentowanie ciężkiej jego doli, problemu z lekcjami nie miał ;). Anielka to już w ogóle temat na osobny post, bo ambicje ma takie, że bez problemu obdzieliłaby nimi całe rodzeństwo. U niej lekcje muszą być zrobione natychmiast, ze wszelkimi dodatkowymi zadaniami, piosenkami do nauczenia, czy wierszykami do wyrecytowania. I choćby pisała pół dnia, to nie odejdzie od książek, dopóki nie skończy. Nic zatem dziwnego, że jest chwalona przez panią, dostaje mnóstwo szóstek i ma poczucie wyższości nad całkiem leniwą jeszcze siostrą ;). Gaja to dziecko, które zawsze zdąży, prace odrabia na końcu, czytanki czyta bo…musi. I choć nie ma żadnych zaległości i prace plastyczne wykonuje z ogromną uwagą i ciekawością, tak już wszelkie szlaczki, literki i słowa pisze, bo wyjścia innego nie ma :). Gdy mówię jej, że za chwilę idzie do pierwszej klasy i warto potrafić płynnie czytać, odpowiada, że jak przeczyta wolniej, to przecież też przeczyta. A jej się nigdzie nie spieszy. Jedynym problemem jej egzystencji jest to, że rodzeństwo ją często ignoruje, co uważa za największy cios i tragedię życiową. Zdanie: „oni mnie ignorują!” słyszę ostatnimi dniami po kilkanaście razy dziennie, a gdy pytam w jaki sposób ją ignorują, odpowiada, że udają, że jej nie ma. Na pytania kierowane do starszaków o tę ignorancję, uzyskuję odpowiedź, że ignorują ją jedynie wtedy, gdy gwiazdorzy.

Jakkolwiek droga życiowa się jej nie potoczy, rodzeństwo zadba, by woda sodowa do głowy jej nie uderzyła ;).

A Wy jakie macie doświadczenia z nauką zdalną?

Podobne wpisy

2 komentarze

  • Reply Rivulet 13 czerwca 2020 at 12:09

    A u mnie cała czwórka tęskniła za szkołą i przedszkolem… Ale nie dziwię im się, bo mają fajnych nauczycieli i kolegów. Z nauką generalnie nie ma problemów u nas jak na razie, ale wolę, gdy swoje lekcje odrobią w szkole, a w domu jest czas na zabawę.
    Dlatego od dwóch tygodni starsza czwórka już chodzi na zajęcia, a ja mogę więcej czasu poświęcić najmłodszemu, zamiast pilnować zadań i lekcji :)

  • Reply Agata 13 czerwca 2020 at 15:37

    Mój syn (1 klasa) też świetnie się odnalazł w zdalnej edukacji, a wszystko, co sprawiało mu problem w szkole live (poranne tempo szykowania, przebodźcowanie), w domu zniknęło i teraz nie wyobraża sobie, jak wróci do tradycyjnej szkoły. Kocham ziomka, życzę mu jak najlepiej, ale NIE, nie wezmę na klatę jego edukacji do końca podstawówki, a pewnie tego by właśnie chciał ;).

  • Leave a Reply