Bez kategorii

nasi mniejsi bracia…

17 marca 2013

Od zawsze byłam „psiarą”.Pamiętam srogą minę mamy, gdy kolejną wyleniałą bidę przyprowadzałam, lub przynosiłam pod kurtką do domu.Kleciłam jej, z pomocą taty jakąś tymczasową budę, odkarmiałam i szukałam miejsca w świecie.Często się nie udawało, bo bida była wyjątkowo nieatrakcyjna, lub moje poszukiwania były, krótko mówiąc mało entuzjastyczne.Psiak zostawał, mama kręciła nosem.Po latach się nie dziwię, mieszkaliśmy w domu nauczyciela i stado wyleniałych bid na terenie szkoły, poklasku mamie dyrektorce, nie przynosiło.Na szczęście na kręceniu nosem u mamy się kończyło, później sama przeżywała każde rozstanie z psią sierotą.
Gdy dorosłam i zaczęłam żyć na własny rachunek, psie bidy jakie napotykałam na swojej drodze, nadal zgarniałam, z tą różnicą, że nie mogłam już ich zabierać do siebie (wynajmowałam mieszkanie).Moja rozpacz niejednokrotnie sięgała zenitu, gdy obdzwoniwszy wszystkich, kto mógłby pomóc, psiaka zawoziłam do schroniska.Pamiętam wiele takich rozpaczy, ale tą jedną szczególnie.Pracowałam i mieszkałam w Łodzi, mały Lubek przebywał w okresie ferii zimowych u mojej mamy (wtedy jakieś sto parę kilometrów  dalej).Na weekendy jeździłam do syna, do Łodzi wracałam w niedzielę nocą, gdy dziecko zasnęło (nie rozpaczał, po prostu chciałam z nim być jak najdłużej).I tak pewnej koszmarnie mroźnej nocy, na trasie, w samym środku lasu, na środku asfaltu zobaczyłam ją-malutką, przestraszoną, białą kulkę.Zatrzymałam auto, a psina natychmiast wskoczyła pod nie, grzejąc się rozgrzanym silnikiem.Matko, ile ja się naklęczałam na tej oblodzonej szosie, próbując wydostać psiaka.Ten ze strachu jak zamurowany, ja w kropce, bo ani ruszyć, ani psa wydostać.Nie pamiętam już jak to długo trwało (ale długo), dopiero gdy wsiadłam do samochodu razem z psiną, dotarło do mnie, że oto ja dwudziestoparolatka na kompletnym wygwizdowie, klęczę sobie grubo po północy przy uruchomionym aucie, wyciągając psa w samym środku potężnego lasu.Dotarło i się przeraziłam.Ale zaraz przyszła myśl, że przecież nikt o tej porze, w takim mrozie nie stoi i nie czai się na lekkomyślne kobitki :)
Wtedy z jednej strony się cieszyłam, a z drugiej smuciłam.Psa musiałam odwieźć do najbliższego schroniska (zadzwoniłam na policję i pod eskortą radiowozu tam dotarłam.Psa ode mnie nie wzięli, by mnie w tym wyręczyć, bo „jeszcze pobrudzi tapicerkę”, a ja nadłożyłam duuuużo drogi).Na szczęście pan, który przejął psiaka był przemiły, stwierdził nawet, że psina młoda i śliczna, to szybko dom znajdzie.Kurcze, tyle lat, a ja wciąż pamiętam ile miała ciemnych łatek…
W całym moim życiu spotykam się z sytuacjami, w których ratuję psie bidy.W poprzednim miejscu zamieszkania, gdy się to rozniosło, na bezczelnego miałam wyrzucane psy z aut pod bramę.Albo szczenięta stawiane w pudełkach po butach, pod drzwiami salonu, który prowadziłam.Pewnego roku, gdy Tosio był malutki, na naszym podwórku mieliśmy czternaście psów! Na szczęście każdemu z nich, udało się znaleźć dobry dom.Teraz mamy tylko jednego psa, podwórkowego (ze względu na małe dzieci, które jeszcze nie rozumieją, że zwierzak to nie zabawka) i kota, który jest z nami od lat.Niestety Sticza (niektórzy pamiętają zapewne), nam skradziono.Pies, który jest z nami, to osobna historia.To też psia bida.Znaleziona, a właściwie niemal przeze mnie przejechana, gdy usypiałam autem moich chłopców (do tego też się uciekałam przy moich budrysach:) Myślałam, że to psie zwłoki na poboczu, tak był wychudzony.A ten w ostatniej chwili poderwał się i ruszył na oślep.Wyhamowałam i gdy go zobaczyłam….mówię Wam, teraz mam szkliste oczy na wspomnienie tego parokilogramowego nieszczęścia.To był dorosły pies, tak wyniszczony, że trudno sobie wyobrazić, że miał siłę, by jeszcze żyć.Szybka decyzja, powrót do domu, odstawienie dzieci, zapakowanie psiej karmy i powrót z nadzieją, że uda mi się psinę zapakować jakoś, zabrać i wyleczyć…
Gdy powróciłam na miejsce, tak jak sądziłam on tam wciąż był.Pokładał się, nie miał siły uciekać, ale też przecież nie miał dokąd, to i po co?Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że to shar-pei.Był tak chudy, wyniszczony, że w pierwszej chwili, nawet tego nie rozpoznałam.Niestety nie pozwalał do siebie podejść.Był tak nieufny, że gdy tylko próbowałam się zbliżyć, odskakiwał.Bałam się, by go całkiem nie spłoszyć, więc rzucałam mu kulki karmy, a on za mną szedł.Tak doszliśmy do domu (ponad trzy kilometry), a potem z powrotem po auto:)
Cudem udało mi się go przeprowadzić za bramę.Ale udało się.Potem weterynarz (też się nagimnastykował, gdy do nas przyjechał:), przepisane maści, bo stan skóry psa był w opłakanym stanie, witaminy, antybiotyk.O ile leki pochłaniał wraz z wymieszaną karmą, na leczenie skóry musiałam poczekać parę tygodni, aż pozwolił się dotknąć.Zamieszkał w kojcu, w ciepłej budzie którą od razu pokochał.Wynosiłam mu jedzenie, a on z niej nie wychodził, dopóki, nie wyszłam z kojca.Dopiero wtedy zaczynał jeść.Jak wielką krzywdę zrobił mu człowiek, mogę się jedynie domyślać…
Dziś Frodo (pytajcie Tosia, dlaczego tak:) waży czterokrotnie więcej niż wtedy.Jego skóra jest zdrowa, a on szczęśliwy.Oczywiście przyjechał z nami, gdy się przeprowadzaliśmy i tak już zostanie.Niestety nie mam pewności, co do jego zachowania przy dzieciach, więc nie mają zbyt wylewnego kontaktu.W dzień jest w swoim kojcu, a nocą hasa po podwórku i broni nas jak lew:)

zdjęcie z netu-tak wygląda Frodo

Tak mnie dziś naszło na te dywagacje, bo usłyszałam wczoraj zdanie, iż:”człowiek to nie jest fajne zwierzę”.Niestety w wielu przypadkach, choćby patrząc na porzucone stworzenia, muszę się z tym zgodzić.Nigdy tego postępowania nie zrozumiem.Przecież mamy wybór.Nie mamy serca do zwierząt, więc nie bawmy się w ich posiadanie.Proste.
Myślę, że miłość do zwierząt przekazujemy w genach.Moje dzieci do zwierzaków aż piszczą, a Lubek?
jakbym miała zliczyć wszystkie uratowane ptaszki, wyłapane i puszczane wolno motylki i pogrzeby tych, którym się pomóc jednak nie udało, to bym osiwiała.

A jaki jest Wasz stosunek do zwierząt?

Podobne wpisy

84 komentarze

  • Reply Miśka 17 marca 2013 at 10:01

    Pysia przyniosła zapchlonego szczeniaczka w dniu śmierci mojej mamy – nie wyobrażam sobie,żeby Muszki nie było!
    Tyle lat marzyłam o psie, w końcu marzenie się spełniło!
    Ciągle nie mogę uwierzyć w okrucieństwo niektórych;((

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 12:33

      Muszka jest the best!:D
      Okrutnych ludzi niestety nie brakuje, dlatego my żyjmy w taki sposób, by dobro zwyciężyło ze złem:*

  • Reply Mamiczka 17 marca 2013 at 10:01

    Moja teściowa ma takiego Shar pei :) Bardzo lubię psy.

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 12:35

      no proszę:)
      to super!

  • Reply Anonymous 17 marca 2013 at 10:09

    Jesteś bardzo dobrym człowiekiem:) Pozdrawiam. A.

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 12:36

      staram się żyć dobrze:)
      pozdrawiam

  • Reply Lalucci 17 marca 2013 at 10:15

    Ja też uwielbiam zwierzęta :) Mamy 2 psy na podwórku oraz 5 kotów (dodatkowo jedna kotka jest w ciąży ;p). Oprócz tego tato hoduje jeszcze dwie krówki, tak więc mamy sporo zwierząt ;))

    Pozdrawiam ;)
    Lalucci ;*

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 12:37

      oj, to będzie wysyp kociaczków:DDD
      Krówki mają cuuudne oczy.
      pozdrawiamy:*

    • Reply Lalucci 18 marca 2013 at 14:51

      Haha, pewnie, w tamtym roku urodziły się trzy kociaki, ciekawe jak w tym ;)

      pozdrawiam ;*

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 17:58

      obstawiam pięć:))

    • Reply Lalucci 18 marca 2013 at 18:30

      zobaczymy, napiszę jakby coś :D ;*

  • Reply Sara Niedzielska 17 marca 2013 at 10:38

    Ja od zawsze byłam wyczulona na krzywdę zwierząt i już jako dziecko szukałam nowego domu dla porzuconych zwierzaków. To znaczy szukali moi rodzice, bo za nic nie chciałam się ze zwierzakiem rozstać i zawsze płakałam jak szedł do nowych właścicieli. A raz jak miałam 16 lat znalazłam psa na ulicy i bardzo chciałam, żeby ktoś się nim zaopiekował, a wiedziałam, że do domu go zaprowadzić nie mogę, bo moi rodzice chwilę wcześniej uśpili naszego chorego psa i przez jakiś czas żadnego zwierzaka w domu nie chcieli. Więc wykorzystał to chłopak, który się we mnie podkochiwał i powiedział, że weźmie psa, jeśli będę się z nim spotykać. No i musiałam się zgodzić, nie miałam sumienia psa zostawić. Ale przynajmniej znalazł fajny dom. Taka głupia wtedy byłam.

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 12:37

      e tam, od razu głupia:P
      ale chłopaczyna był nieźle zdeterminowany:P

  • Reply Mama Zuzi i Zosi 17 marca 2013 at 10:59

    Tez przygarniam biedne zwierzatka. Kiedys mielismy uratowanego teriera byl z nami 17 lat… trzy lata temu razem z D uratowalismy naszego Morisa,bo ktos go porzucil nad jeziorem,biedak byl wielkosci mojej stopy…

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 12:39

      17 lat to wspaniały wynik, jak na pieska.
      Właśnie o takich sytuacjach pisałam…jak można porzucić psa?kota?
      dobrze, że znalazłaś Morisa

  • Reply Kasia Ł. 17 marca 2013 at 11:13

    Mój brat miał świra na punkcie zwierząt. Od małego trzeba było mu kupować plastikowe figurki zwierzątek, a półki w Jego pokoju się uginają od książek o zwierzętach- no ma chyba ze 30 i wszystkie przeczytane, od Mikołaja zawsze oczywiście zwierzątka, gdy jechałyśmy gdziekolwiek z Mamą „Piotruś kupić Ci coś? – zwierzątka:D”, a jak rysuje :O Tyle się tego walało po domu, dalej chyba gdzieś to wszystko jest, bo sobie nie dał wyrzucić;) Ja mam psa, kota i szynszyla:) Psa mam już chyba z 7 lat ale z kotem to była historia :D Gdzieś 4 lata temu w maju chyba Piotrek znalazł go w przedsionku naszej nieużywanej już stajni. Malizna taka wielkości pięści ale nie dał do siebie podejść, tak fuczał, tak drapał. Co się osiedziałam, rękawice tatową założyłam, bo rękę już mi zdążył podrapać do krwi ale stwierdziłam, że przecież go nie zostawie. Mleko przyniosłam. Nic. Piszczy dalej ale na ręce wziąć się nie da. Myślę sobie – zobaczymy kto kogo przetrzyma:D I tak siedziałam przy nim, moczyłam słomkę w mleku i podawałam do pyszczka, a ten zlizywał po kropelce, a co się ogadałam do niego żeby się do głosu przyzwyczaił no chyba ze 2 godziny. No ale udało się. Do tej pory nie wiem skąd się wziął, mogę tylko podejrzewać że skąś spadł i się przyczołgał, bo nie daje się głaskać po grzbiecie. No i tata zawsze zarzekał się, że kota w domu nie chce widzieć, a teraz sam do niego wstaje w nocy, żeby go wypuścić ;) A mnie nazywają kicimamą – zupełnie nie wiem dlaczego ;) Szynszylek też był „nieplanowany” :D Koleżanka cioci szukała domu dla małego i ciocia nas wrobiła. Ale kochany jest, chociaż niegrzeczny. W ogóle wszystkie moje zwierzęta są charakterne. Czyżbym nie umiała ich wychować? :D

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 12:42

      przypomniałaś mi jak zwabiałam dzikiego kociaka za pomocą kiełbasy nadzianej na patyk:P Byłam mała, kot w zaroślach, ręce podrapane aż krwawiły, zanim kociaka wyciągnąć się udało.Miało się te pomysły, co:) Ja zamiast słomki, wlewałam mleko w palec lateksowej rękawiczki a igłą robiłam dziurkę:PPP
      Brat świetny-ucałować proszę, choćby się wyrywał:)
      a zwierzęta jak ludzie, swój charakter mają.Nie każdego ugłaskasz:P

  • Reply D. 17 marca 2013 at 11:16

    No i siedzę i ryczę, pięknie to napisałaś.
    Masz wielkie serce.
    U mnie w domu też od zawsze był pies. Nawet jak się okazało, że jestem uczulona na sierść nie pozbyliśmy się naszej kochanej suni.
    Po wyprowadzce z domu na studia, bardzo szybko wzięłam psiaka ze schroniska, bo nie umiałam żyć bez sireściucha w łóżku.
    Była kochanym szaro burym kundelkiem którego kochałam ponad wszystko.
    Niestety od początku nie cierpiała dzieci, nie sądziłam, że to będzie problem. Jednak kiedy na świecie pojawił się Kacper ktoś musiał wygrać tą walkę.
    Nie pomagało nic, była agresywna w stosunku do niego i co dziwne do mnie też :(
    Musiała od nas odejść, ale z tego co wiem jest jej dobrze i ma dobry dom.
    Nie wiem gdzie jest, bo nie chciałam tego wiedzieć, nie wiem czy umiałabym sobie z tym poradzić.
    Tęsknie za zwierzakiem w domu i to bardzo, ale na razie nie ma o tym mowy.
    Mąż mi powtarza, że jak będziemy mieć dom – ale dom to tylko marzenia :(

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 12:50

      Tu kochana nie miałaś wyjścia…niestety nie wszystkie psy kochają dzieci, stąd moja roztropność, jeśli chodzi o kontakty maluchów z Frodo.
      Ważne, że trafiła do dobrego domu.U Was wciąż zabiegając o miejsce przed dzieckiem, nie byłaby szczęśliwa.A Ty zeschizowałabyś ze strachu o syna.Tak się stać musiało.
      Ja też tęsknię za futrzakiem w domu, ale dopóki dzieci są małe, nie będę narażała zwierzaka na cierpienia.
      a marzenia się spełniają, więc wiesz…:)

  • Reply Ania 17 marca 2013 at 11:19

    Martuś u Ciebie psy a do nas tak koty podrzucają, chodź mieszkając na wsi też spotykam się z bezpańskimi psami wtedy dzwonimy od razu po dzielnicowego, po pogryzieniu nie umiem zaufać skrzywdzonemu psu. Lecz za to bezpańskie koty czuję się na naszym i nie tylko naszym podwórku jak u siebie. Kocham zwierzęta i za nic w świecie nie umiałabym skrzywdzić….

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 12:52

      tak, słyszałam, że gdy było się pogryzionym przez psa, to już ma się uraz na całe życie.Rozumiem.Koty też masowo błąkają się bezpańsko…dobrze, że są ludzie, którzy nakarmią:*

  • Reply kasia z dzieciakami 17 marca 2013 at 12:13

    Ja uwielbiam zwierzaki, mamy tylko dwa pokoje niecałe 40 m2, a mieszkają z nami rybki, żółw, pies i królik. A psiaka wzięliśmy z lasu, ktoś go porzucił w lesie, malusieńkiego szczeniaczka, i tak jest już z nami 8 lat:) Też kiedyś znalazłam dom dla dwóch psiaków kiedy jeszcze miałam naście lat:)

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 12:55

      :DDD
      my też mieliśmy królika (jak Lubek był mały), ale po jego śmierci następnego nie wzięłam, bo rozpacz po stracie przybiła mnie do podłogi.Człowiek przyzwyczaja się jak do członka rodziny, trudno potem zastąpić go innym.
      Porzucony w lesie piesek miał szczęście:*

  • Reply -klara 17 marca 2013 at 12:15

    Martuśka, to że serce dla ludzi masz otwarte i wielkie – to wiadomo nie od dziś, ale bardzo mnie wzruszył ten wpis- chociaż można było się tego po Tobie spodziewać.. Ktoś kiedyś napisał : o człowieku najlepiej świadczy to, jak traktuje słabszych a nie równych sobie. I to jest święta prawda.
    Widać, że jesteś dobrym człowiekiem – po prostu :) Wasze zwierzaki mają u Was jak w raju:) Miałam się pytać, co ze Sticzem- nie wiedziałam, że ktoś go ukradł!! no co za ludzie..
    Co do takich, którzy wyrzucają psy i koty i całą resztę na mróz, głód, chłód i poniewierkę, nie mam słów ( to znaczy mam, ale takie, co na dzieciowym blogu raczej nie przystoją:-) i w ogóle kobiecie używać nie przystoi ;-D )
    Chętnie bym takich delikwentów taki wyrok wydała, jaki oni bezmyślnie wydają na te biedne zwierzaki. Może jakby jednego z drugim przywiązać do drzewa na mrozie na półmetrowym sznurku to by zrozumiał co zrobił?!
    A niestety taki nie myślących ze świecą szukać nie trzeba:/ Ileż to razy słyszę, że pieska trzeba oddać, bo dziecko pod choinkę dostało a teraz się znudziło i nie ma kto wyjść? Albo na przykład labrador się meczy w kawalerce w bloku i 2 spacerach dziennie.
    U nas psiaki były w domu – podwórkowe;-) teraz jest labrador czarny przekoooochany:) wielka ciapa na 4 łapach.. cieszy się jak dziecko i łagodny jak baranek:) był też owczarek niemiecki ze schroniska zresztą..
    u babci podrzutek. miał być na chwilę został na zawsze – nawet Ją przeżył.. a teraz już taki starowinek, ślepy co prawda, ale nie głuchy i wierny niesamowicie.. pyskiem pociera o kolano(bo tyle dosięga. żeby go podrapać)

    A… co do dzieci i psa Frodo – wcale się nie dziwię. U mnie jak ktokolwiek wchodził na podwórko, pies lądował w kojcu. A na spacer tylko w kagańcu. ( zresztą każdy pies powinien go mieć, no pomijajać jakieś 2 kilowe yorki czy ratlareki) Nikomu bym nie dała stuprocentowej gwarancji za pieska- nawet najukochańszego pieszczocha.. bo pies to tylko pies.. jaki by nie był. Przerażają mnie fotki niemowlaków przytulonych do amstaffów.

    całuję wielbicielko Psów:*

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 13:07

      Kochana moja:**
      piękne słowa, cudowne-dziękuję:*
      Wiesz, ja wiele razy podkreślam, że w Polsce nie ma kar za bestialstwo.Oglądam często na animal planet program, gdzie „policja od zwierząt”jeździ i sprawdza w jakich warunkach u ludzi żyją stworzenia.Jakie tam są kary, więzienia…u nas nic.zero.Jakby zwierzę nie czuło.Ja podobnie jak Ty, stosowałabym zasadę „oko za oko”.Przywiązać chama do drzewa w lesie, wrzucić w worku do rzeki.O!To by skutkowało.Klaro kochana labradory kocham miłością ogromną.Swego czasu miałam przyjemność opiekowania się dwiema suniami wystawowymi, championkami.Ale to cuda były!!!!kocham tą rasę!
      Też wychodzę z założenia, że pies potrzebuje przestrzeni, wybiegania.No, chyba, że to kanapowy mops:P
      U mojej babci pies, kundelek żył prawie 20 lat!To niesłychane, był ślepy i głuchy ale do końca przekochany.
      Dzieci i psy, to dla mnie temat osobny.Owszem mały Lubek tulił się do labków, tu się absolutnie nie bałam.Ale rasy groźne absolutnie trzymałabym z daleka, nawet Frodo odizolowuję, bo był „wzięty”jako pies dorosły, nie wiadomo jak był wychowywany.Lepiej nie ryzykować.
      ps.a Sticza skradziono nam na bezczelnego, do auta….bardzo nam było wszystkim smutno:(

    • Reply madzik 17 marca 2013 at 18:24

      O widzę ze podzielasz moją miłość do Labradorów w domu mam biszkoptowego Labka Argo się zwie i jest jak członek rodziny

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:16

      Kocham szalenie!też opiekowałam się dwiema siostrami biszkoptowymi.Jedna była zupełnie biała:)
      wyczochraj ode mnie Argo:))))

    • Reply madzik 18 marca 2013 at 18:27

      Wyczochrany :) on uwielbia pieszczoty. Uważam, że labki to najlepsze psy i do dzieci mają morze cierpliwości. Jak pilnowałam kiedyś dziecka Mały go ciągał za uszy wkładał palce do oczu nosa przytulał ciągał za ogon a ten jakby nigdy nic sobie leżał. A wcześniej nie miał kontaktu z małymi dziećmi.

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 20:20

      zgadzam się w 100%! to idealne psy do dzieci…zresztą do każdego:)))
      zazdroszczę Ci go:*:)

  • Reply Asia 17 marca 2013 at 12:28

    Moge podac Ci reke. Na mnie mowiono PSIA I KOCIA MAMA. Kazdy mój pies to znajdek. Ile ja psow wykarmilam, wychowalam :) nie zlicze :) ba nawet kleszcze wyciagalam znajdkom. Do dzis taka jestem.

  • Reply Asia 17 marca 2013 at 12:29

    Tez po kryjomu dokarmialam. Sama nie zjadlam a psu dalam.

    • Reply ma~ 17 marca 2013 at 13:08

      podaję Ci zatem rękę:)
      a kanapki robione przez mamę do szkoły, też zjadały okoliczne psiaki:P

  • Reply Noelka 17 marca 2013 at 13:31

    Kocham zwierzęta i wiem, że należy o nie dbać. Bo jak my czują i są przecież tak jak my istotami czującymi. Dlatego staram się, by było im dobrze :)) choć znam wiele osób, którym zwierzęta przysłoniły cały świat… i albo przekładają tą swoją pasję na przyjaźń,albo są dla nich nadopiekuńcze robiąc im większą krzywdę…
    Ale to już inna sprawa
    :*

    • Reply Noelka 17 marca 2013 at 13:31

      Ten komentarz został usunięty przez autora.

    • Reply Noelka 17 marca 2013 at 13:33

      Miało być istotami Bożymi, a nie czującymi. Klawiatura mi się plącze :P

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:18

      no masz rację, pamiętamy np p.Wiolettę Villas…miłość do zwierząt, może czasem im zaszkodzić.Dlatego kochajmy mądrze, dbając o podopiecznych.

    • Reply Noelka 18 marca 2013 at 11:29

      Własnie!

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 17:59

      :)

  • Reply Aga 17 marca 2013 at 14:37

    Moja Pera (pies na Mazurach) została cudem uratowana i zabrana ludziom, którzy bardzo skrzywdzili inne psy. Z kolei Baki do kot zabrany z fundacji na dom tymczasowy.
    Nigdy nie kupiłabym psa czy kota! Bo po co? Kiedy za darmo mogę zmienić czyjeś życie, a w zamian dostać 5 razy więcej miłości niż od zwierzaka z hodowli. Pera jest strasznie przywiązana, o Bakim już nie wspomnę!

    Jeżeli chodzi o znajdy to zdarzało mi się znaleźć beagle, dalmatyńczyka, labradora! Na szczęście wszystkie miały przy obroży numer telefonu. Tak więc spóźnienie w szkole tłumaczyłam, że znowu znalazłam psa :P Już nawet nikogo to nie dziwiło!

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:20

      cudowna z Ciebie osoba, Aguś:***
      jak znalazłam Frodo, szukałam na jego ciele tatuażu, bo to piękny pies (pomijam jego wygląd po odnalezieniu), ale nic nie było.Dawałam ogłoszenia-cisza.Dlatego został z nami.

  • Reply Melkowa mama 17 marca 2013 at 14:40

    My mamy dwa psy, jedną znalezioną suczkę – bidulka trafiła do nas ze źle zrośniętą nogą, wybitymi żebrami, zdartą skórą w niektórych miejscach. Jest przekochanym zwierzakiem!
    Drugi to też sharp pei, ale to już kupiony. Z namysłem, miłością od pierwszego wrażenia..
    Musimy je trzymać osobno, bo sharp pei jest nieprzewidywalny, a suczka bardzo delikatna.
    Lepiej nie ryzykować :-)
    Jednak oba zwierzaki są kochane miłością ogromną.. Bez względu jak się u nas znalazły ;-)

  • Reply Melkowa mama 17 marca 2013 at 14:40

    tfu, łapą!
    Widzisz, pies to człowiek, człowiek to zwierze..

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:23

      Tylko potwierdzasz kochana moje myśli, co do charakteru Froda:) On czasem wygląda mega łagodnie, czasem mniej.Stąd ostrożność przy maluchach.
      jak czytam w jakim stanie odnajdujemy zwierzęta, to płakać mi się chce…
      oczywiście, że pies to człowiek:D

  • Reply Havana 17 marca 2013 at 14:46

    ja za to jestem kociara ach…
    pochwal sie nsm kiedys tym psem :-)

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:24

      koty też lubię, nasz Czesław może potwierdzić:P
      pewnie, pochwalę się.Jak już wyjdę z aparatem na dwór:)

  • Reply myska 17 marca 2013 at 14:52

    Martusia no i co tu pisać?! :)
    Murzyn przyprowadza ze sobą ciapkowatego (brzydkiego, choć bardzo uroczego) kolegę. Mam więc dwie przybłędy, a dopiero od roku tu mieszkam ;)

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:26

      wzruszał mnie ten Twój Murzyn kompletnie, Mysiu:***
      one tak mają, ściągają towarzyszy niedoli w dobre miejsca:) Zobaczysz jak „obrośniesz”w przyjaciół za kilka lat:DDD
      (chciał, nie chciał:P)

  • Reply Agnieszka Kluczewska 17 marca 2013 at 15:07

    My też mieliśmy psa przez 15 lat ale niestety od stycznia biega po psim niebie. Nasze psy w bloku jakby się zmówiły odchodziły w odstępie 2 mscy ( w sumie 6 psów) bardzo zżytych ze sobą.

    Nasz walczył od 2 lat z cukrzycą codziennie 2 zastrzyki .

    Ale w październiku bierzemy kolejnego bo bez merdacza nie da rady mam nawet upatrzonego beagla i imię wybrane Ozzy.

    Napewno będzie mieć jak w raju spanie w łóżku proszę bardzo, nasz York ( imię nie rasa)był zacałowywany przez wszystkich dzieciaki, ciotki i znajmomych, jadł z porcelanowego talerzyka, no i najlepsze kąski dla niego i obowiązkowo prezent pod choinką w postaci psich smakołyków.

    Jak brać psa to kochać dogłębnie jak nie to po co brać?

    Moja ciocia pielęgniarka nigdy nie dotknęła psa bo zarazki, aż pewnego razu przyjeżdżamy a wujek mówi nie zdziwcie się ale moja kobieta zwariowała kazała mi przywieźć psiura to co miałem gadać pojechałem, psa kochali miłością bezwarunkową, wyżeł z błota prosto do salonu zero krzyku bo psa nie wolno stresować, jak wyżerał cukier z szafki zero krzyku bo to stres dla psa i dostanie rozstroju. A jak zdechł z choroby to wyli jak syreny strażackie.

    pozdrawiam,

    Aga z Krakowa

    Ps. doszłam jak pisać komentarze żeby pojawiało się zdjęcie obok:)

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:31

      może rozprzestrzeniła się wtedy parwowiroza?bo tak jeden po drugim:(
      Ozzy-cudnie:)
      Kochana przypomniałaś mi o choince:)))Lubek jak jeszcze pisał listy do Mikołaja, to zawsze wymieniał każde ze zwierząt do obdarowania.Tamtego roku, gdy było u nas 14 psiaków, dwa koty i królik, pod choinką znalazł się cały sklep zoologiczny:PPP
      a ciocia to standard.Moja mama zawsze kręciła nosem na kolejne przybłędy, a potem płakała po nich jak oszalała:P
      buziaki:*

  • Reply Anonymous 17 marca 2013 at 17:17

    ja uwielbiam zwierzątka, mamy w domu świnki morskie, rybkę-bojownika i kotkę :)) kochamy ich wszystkich. Trochę ostatnio słyszałąm że jak kobieta jest w ciążu to z kotem trzeba uwazać bo toksoplazmoza i wogóle zarazki…ja w ciązu nie jestem ale planuję być, i nie wyobrażam sobie oddać koteczki…

    A Ty Martuś jak uważasz? Też miałąś kota jak w ciązy byłaś, jakąś szczególną ostrożność zalecasz? Aga z Wrocławia.

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:35

      tak, to prawda.Lekarze ostrzegają.
      choć przyznam się (oczywiście nie namawiam), że ja kota się w ciąży nie pozbyłam, nadal go traktowałam tak samo (czyli nie odganiałam od siebie:) i nic nigdy złego z tego tytułu się nie wydarzyło.
      Gdy robiłam badania na tokso w ostatniej ciąży, lekarz mi powiedział, że już na to chorowałam i drugi raz nie będę.Byłam mega zdziwiona, że tak mu w badaniach wyszło, bo żadnej choroby nigdy nie odkryłam:)
      tak więc ja nie byłam z tych ostrożnych, jeśli o kiciulę chozi.
      pozdrawiam:)

  • Reply Pajusia 17 marca 2013 at 18:58

    Ja mam swoją yoreczkę, Kupioną bo dłuuugo marzyłam o psie tej rasy.. i mam! Uwielbiam ją i obie jesteśmy ze sobą zżyte..

    A ostatnio moja sąsiadka przygarneła suczkę z 7 szczeniakami.. :P
    W dodatku w domu ma już dwa inne psy, teraz się z niej śmieje,że jak w schronisku.. 10 psiaków :)

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:40

      mały dziamgatek-tak je nazywam:))
      u sąsiadki jak u nas, wiele razy ratowaliśmy czy to ciężarne suczki, czy już psie mamy z dziećmi.Pamiętam jak dokarmiałam sukę karmiącą i czekałam, aż doprowadzi mnie do swoich dzieci.To było niesamowite, bo zjadała co dałam, a potem robiła mnie w konia i gubiła ślad:) kiedyś, tak po paru dniach, patrzę na nią i mówię:”głupia jesteś.Chcę zabrać maluchy, żebyś nie musiała tyle chodzić.Przecież tu wam będzie lepiej.”Wyobraź sobie, że tego samego dnia, zaczęła je znosić w zębach:))))

  • Reply Natalijka 17 marca 2013 at 19:01

    ja nie lubię zwierząt w domu, choć gdy byłam mała był pies u nas- jeden, bo żył rekordzista prawie 18 lat. mnie przeszkadza sierść, zapach,( tzn na stałe, bo jak idę do kogoś w gości to absolutnie mi nie przeszkadza. ). w dodatku gdy wyprowadziłam się z domu, przy pierwszym powrocie na weekend dostałam strasznego uczulenia i okazało się że mam uczulenie na sierść. lubię też dużo wychodzić, wyjeżdżać i zwierzę by mnie w tym ograniczało (jednak w więcej miejsc można zabrać dzieci niż psa :)).
    ale oczywiście jak najbardziej jestem zdania, że zwierzęta należy traktować z szacunkiem, i dobrze sie zastanowić przed ich adoptowaniem. a sprawiania zwierzętom cierpienia nie jestem w stanie zrozumieć..

    • Reply Natalijka 17 marca 2013 at 19:03

      i jeszcze jedno- jako miejskiej mamie bardzo przeszkadza mi to, że właściciele praktycznie nie sprzątają po psach. nie mówię oczywiście że wszyscy ale w moim mieście to naprawdę rzadkość zobaczyć kogoś kto to robi (w Warszawie częśćiej widuję). no i muszę te kupy z butów i ubrań dzieci czyścić potem, bo przecież oni kochają po trawnikach biegać.uważam że sprzątanie po psie to część odpowiedzialności za niego.

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:43

      od kiedy mam małe dzieci, też wolę, by piesek mieszkał poza domem.W swoim kojcu, z ciepłą budą.Teraz miałabym problem ustrzec Anielkę przed zjadaniem sierści z podłogi:)
      a jeśli chodzi o sprzątanie po swoich psach, uważam, że to obowiązek.

  • Reply judy 17 marca 2013 at 19:45

    wzruszyłam się czytając historie Frodo, znalazł kochającą panią i spokojny dom. ja to tez wielka psiara jestem i własnie zastanawiam sie nad adopcja jakiegoś ze schroniska

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:43

      takie „znajdki”są najwierniejsze i najbardziej oddane:***

  • Reply Paula B 17 marca 2013 at 19:56

    Ja miałam psa od 99 roku, niestety we wrześniu 2008 musieliśmy się z Nim pożegnać ponieważ w ciągu tygodnia się bardzo … sparaliżowało Go:( Nie dało się Go uratować:( Rodzice nie chcieli już psa, bardzo przeżyliśmy rozstanie z Nim i nie chciałabym tego jeszcze raz kiedyś przechodzić. A psiak był cudowny, mieszaniec bernardyna z owczarkiem niemieckim – taki mały niedźwiedź:) Osiedle się Go bało, jak widzieli, że idzie to przechodzili na drugą stronę ulicy:) Fakt faktem swojego nie dał ruszyć ale krzywdy dziecku nie zrobił. Mamy w rodzinie małe dzieci, które do nas przychodziły i nic nie mówił, do uszów, oczów mu zaglądały a ten leżał i nic. Wyobraź sobie jak Go karmiły – taki Tosio czy Franio z kiełbachą przed Nim, ten obśliniony caaały( po bernardynie) a On mu daje kiełbaskę – tyle ile mu wejdzie za paznokieć:) Wylizał i czekał:) Naprawdę, przekochany był. Teraz niestety szans na psa nie mam – mąż jest alergikiem i któreś musiałoby spać na balkonie no a psa mi szkoda!! :D
    Nie pamiętam, żebym przynosiła jakieś zwierzątka do domu – nie spotkałam nigdy na swojej drodze – może to dobrze:) Ale miałam w domu i kotka, papużki, rybki – nawet wiewiórkę – bo z drzewa spadły takie młode dopiero co się urodziły – byłam z nią u weterynarza, zaszczepił ją i sobie żyła z nami:) Niestety pozostałe 3 nie przeżyły( przygarnął je jakiś facet, widać potrzebna była im ta magiczna szczepionka).

    A tych wszystkich, którzy znęcają się nad zwierzętami powinni tak samo męczyć. Zwierzę czuje…

    Ohoho się rozpisałam!!

    Buziaki!
    P.S. wytrzymałam :D:D:D:D

    • Reply Paula B 17 marca 2013 at 19:57

      No a jeszcze chciałam dodać – po Tobie od razu widać, że masz wielkie serce! Jesteś cudowną Kobietą!

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 07:46

      hahahahahhahaha tekst ze spaniem na balkonie wymiata:)))
      widok ogromnego psa, z którym dzieciaki robią co chcą, a ten nic sobie z tego nie robi, jest cudowny.Widzę go wyraźnie:)))
      ciężko jest zastąpić innym, ukochane zwierzę, więc rozumiem to doskonale.
      Mamy wiele wspólnego, zdecydowanie:)
      całuję:*
      i bardzo dziękuję za piękne słowa

    • Reply Paula B 18 marca 2013 at 16:35

      Nie ma za co dziękować, toż to sama prawda:)
      No ale powiedz, chłopa jak wystawisz na balkon to będzie wiedział dlaczego tam stoi – bo ma alergię, a taki piesio? Nie nie zrozumie! :)

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:01

      hahahahhaa zależy od chłopa, bo jak mało rozgarnięty się trafi, to też się nie domyśli:PPP

  • Reply mamaka 18 marca 2013 at 08:55

    Ależ cudne zdjęcie. Ukłony za serce dla zwierzaczków.Pozdrowienia:)

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:02

      buziaki wielkie:*

  • Reply Kasieńka 18 marca 2013 at 09:34

    po przeczytaniu tego posta kocham Cię i Twoją rodzinę jeszcze bardziej :) buziaki dla wszystkich :***

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:02

      Kasieńko:***:))

  • Reply Magdalena Burek 18 marca 2013 at 09:46

    Fajne imię Frodo:)Macie fajnego nocnego stróża. Masz Martuś rację jak nie macie pieska od małego to nie wiadomo jakby zareagował na to, że dzieciaki chcą się z nim bawić. Aktualnie mam tylko kota Frugo, ale marzyłby mi się labrador. Jak dobrze pamiętam to za mojego życia mieliśmy 3 psinki. Nie tam jakieś z rodowodami, takie przygarnięte. Jak się urodził maluch jednego pieska, taka czarna kulka, to pamiętam, że umiał się przecisnąć z budy i pożarł mi kiedyś buty:P. Pamiętam jak raz umarł nam kot, to z bratem zrobiliśmy mu pogrzeb i grób z tabliczką. Wspomnienia pozostają, dobrze czasami powspominać. Pozdrowionka:*:*

    • Reply Magdalena Burek 18 marca 2013 at 09:53

      Zapomniałam zapytać. Tosio już wrócił od babci?? Mama miała z Tobą wesoło, jak tak tych zwierzaków przybywało:))

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:10

      Frugo, to dopiero fajne imię:))
      groby z tabliczkami, składane kwiatki, oj tak:))
      a labradory są cudowne.
      Tosinek mój kochany wrócił wreszcie:))))))
      buziam

  • Reply Martyś_Zuzia 18 marca 2013 at 10:48

    Ja kocham zwierzęta, w szczególności psy i zupełnie nie rozumiem ludzi krzywdzących zwierzaki, porzucających je… Wokół mnie na szczęście nie ma takich wałęsających się psiaków, w zeszłe wakacje jakiś się plątał, dokarmiałam go codziennie, ale po około tygodniu zniknął – z opowiadań mojej siostry ktoś go przygarnął, tak usłyszała od jednej z koleżanek z podwórka:) Ze względu na alergię mamy nie mogę mieć psa ani innych futrzastych zwierząt, ale w przyszłości widzę siebie z niejednym czteronogiem – w tym na pewno labradorem, bo zakochana w nich jestem do granic możliwości:)

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:12

      cudownie, że u Was nie widać porzucanych psów.Tu u nas, też nie tyle, co w dawnym miejscu zamieszkania.
      labradory są najcudniejsze:)))

  • Reply Moniqa 18 marca 2013 at 10:49

    Jakbym czytała o sobie. Też zgarniałam do domu wszystkie okoliczne bezdomne psy. Kiedyś wracałam z wakacji i znalazłam na drodze w lesie owczarka. Bał się więc nawet kładłam się na jezdni żeby namówić go na podejście. Wsiadł do auta. Niestety nie udało się go uratować, bo z głodu zjadł szerszenie:( i inne robale:(
    Za to udało się uratować szczeniaka, którego ktoś wyrzucił do kosza na śmieci przed pocztą. I spojrzenia ludzi na mnie grzebiącą w śmieciach nie miały żadnego znaczenia. Liczyło się tylko wydostanie czegoś już ledwie kwilącego ze sterty śmieci.

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:13

      biedny:(
      kochana też bym grzebała, a gapiów miała w poważaniu-brawo dla Ciebie:*

  • Reply MamaMajkii 18 marca 2013 at 10:56

    Marta jesteś cudownym człowiekiem, takich ludzi mało..Nie dość, że cudowna matka 5ciorga dzieci to jeszcze taka dobra dusza:) Sama do domu zniosłam amstafa (który był w opłakanym stanie, kupiłam go za 50zł od jakiegoś pijaczka za sprzedane butelki, puszki i jeszcze pożyczyłam) w domu był już bokser a mama jak usłyszała co to za rasa to za żadne skarby nie chciała się zgodzić..a teraz jest ukochany przytulas, moja córka może z nim wszystko zrobić a jak ma dość po prostu wychodzi.Później przyniosłam kotka,którym rzucali!Oczywiście znów ciężko było mame przekonać, ale że był rudy i półpers poszło łatwiej:) wyprowadzając się z domu nie mogłam żadnego z nich zabrać ze względu na męża alergika..ale nie wyobrażałam sobie życia bez jakiegoś pupilka..teraz mamy 2 yorki i nie wyobrażam sobie żeby ich zabrakło.. I już widzę,że córcia(wiek Frania tydzień młodsza) ma mój charakter, piszczy na widok każdego napotkanego psa i każdego chciała by zabrać do domu ” popatrz mama jaki on smutny, pewnie chcę mu się jeść” albo „jaki on jest uroczy, może go weźmiemy do domu”.

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:16

      dziękuję bardzo, jest mi szalenie miło:*
      Ale Ty jesteś taka sama:))
      A Majusia jest cudowną dziewczynką, jak napisałam miłość do zwierząt chyba przenosi się w genach:)
      Kocham takie wrażliwe dzieciaczki.Buziaki dla małej królewny:****

  • Reply Marta z Zuzanną 18 marca 2013 at 12:38

    Martuś ja to mam tak jak ty kocham zwierzaki ponad wszystko hehe i każde psiaka bym wzięła miałam w swoim życiu jamnika szorstkowłosego niestety został uspiony z powodu choroby na kilka dni przed narodzinami Zuzi, wczesniej mieszkałam u babci która jamniki hodowała hehe teraz mamy ryby i świnke morską o na 10p kiepsko miec psa :) za to tesciom załatwiłam 9 miesięcznego obecnie juz prawie 3 letniego psa ze schroniska miał napisane kundel okazało sie ze to RODEZJAN :)

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:17

      no na 10 p, to raczej:P
      Rodezjana wzięli za kundla???
      ekstra:P

  • Reply India 18 marca 2013 at 14:53

    To cudowne, że są jeszcze na świecie tacy ludzie. Co chwilę słyszę o okropieństwach jakie ludzie robią zwierzakom i to naprawdę miłe czytać coś takiego, o ludziach pomagających zwierzętom na każdym kroku. Ja póki co mieszkam z mamą, w mieszkaniu, więc nie możemy sobie pozwolić na nieograniczoną liczbę zwierzaków biegających po podwórku. Mamy 3 koty, jednego rasowego, marzenie mojej mamy, dachowca Nikitkę, którego jako 8latka „ukradłam” koledze taty (kot był u nas 3 miesiące w czasie przeprowadzki i urządzania mieszkania i ja powiedziałam, że kota już nie oddam) i Gertkę, wziętą z fundacji, zagłodzoną i zabiedzoną, z chorym układem trawiennym ( dzisiaj wazy 4 kg, jest okazem zdrowia i moim ukochanym kotkiem ). Od 11 lat nieustannie mam jakieś zwierzaki, koty, chomiki, królika. Dzisiaj jeszcze mamy w naszym domu szynszylę. Nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt, nie wyobrażam sobie domu bez kota bo dla mnie dom bez kota to nie dom. W przyszłości marzę o byciu domem tymczasowym dla kotków szukających domów, chcę robić ogłoszenia i szukać domów dla znajd albo kotów porzuconych. Marzy mi się też rudy Maine Coon i rudy Cocker Spaniel ale w moim domu zawsze znajdzie się miejsce dla jakiejś biedy, której trzeba pomóc!

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:19

      Kocia rodzinka.Cudownie o Was przeczytać:***
      a wiesz, że ja marzyłam o własnym schronisku?nawet o dotację z unii się dowiadywałam, niestety potem życie poplątało plany…ale kto wie co mnie jeszcze czeka?:)
      Maine Coon cudowny tygrys, ja jeszcze uwielbiam sfinksy petersburskie.

  • Reply Agata 18 marca 2013 at 15:00

    Tez kocham zwierzaki, szczegolnie psy. Moi rodzice jednak kategorycznie sprzeciwiali sie posiadaniu pieska (mieszkalismy w bloku), wiec jako dziecko mialam tylko swinke morska. Teraz mamy suczke, o ktorej mowimy, ze to nasze pierwsze, czworonozne dziecko, bo przygarnelismy ja jeszcze zanim zaszlam w ciaze z Bi. :) Ale bidulka odkad corcia zaczela raczkowac, moze poruszac sie tylko po kuchni i jadalni. Nie chcielismy zeby Bi zjadala psie klaki z podlogi. Juz-juz mielismy pozbyc sie bramki kiedy Bi zaczela chodzic, ale okazalo sie, ze jestem znow w ciazy! :) Teraz czekamy az Nik zacznie tuptac z udostepnieniem Belce reszty domu. :)

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:20

      hahahahaha Belka się modli, by Ci brzuch nie urósł:) nasz Sticz dzielił losy Belki, też nie mógł plątać się tam, gdzie okupował podłogę mały Tosio, a potem Franio:P

  • Reply Mama Ka 18 marca 2013 at 15:15

    Ja zwierzaki kocham i gdyby nie to, że w domu często nikogo nie ma to na bank przygarnęłabym jeszcze ze dwa psiaki. No i nie da się ukryć, że pozostaje jeszcze kwestia finansów – jednego psa łatwiej utrzymać niż całe stado ;)

    • Reply ma~ 18 marca 2013 at 18:21

      mądre podejście, bo miłość miłością, ale jak miałyby siedzieć same, to bez sensu.
      oczywiście masz rację, pamiętam ile nas kosztowało 14 psiaków:-O

    Leave a Reply