Dzieci, Kobieta

Matka więźniarka ekskluzywna

20 listopada 2016

Wiem, co czują więźniarki. Doprawdy. No dobra, może nie wiem co z ich sumieniami i takie tam, ale wiem co czują gdy nie mogą ruszyć się z budynku, którego mają po kokardę. Podzielam bowiem ich los od około dwóch tygodni. Nawet w sklepach nie byłam i nie widziałam tych wszystkich zabawek, które od dwóch tygodni oglądam CODZIENNIE po kilka razy w gazetkach reklamowych podstawianych pod nos.

Więzienie

Uwięziona w domu pełnym wirusów, stadem rozkrzyczanych dzieci (mówiłam już, że choroba wyzwala w nich najgorsze oblicza?), własną kotłowaniną myśli (to miałam zrobić na wczoraj!) i stertą wciąż rozrzucanych zabawek, poduszek, rozlanych soków, nadgryzionych kanapek i plączących się pod nogami kotów. Nawet jak trafił się jakiś wyjazd, na przykład na Zabawkę Roku to z Frankiem, który przegonił mnie tak po wszystkich stoiskach, że rozważam udział w sprincie.

Dary jesieni

Cudowne dwa tygodnie odpoczynku w domu. I to któreś z kolei tej jesieni. W międzyczasie mnie samą dopadło COŚ, czego nazwać nawet nie potrafię, bo takiego bólu głowy i stawów w całym swym niemal czterdziestoletnim życiu nie odnotowałam. Myślę: umieram.  A tu trzeba być na chodzie. Ot macierzyńskie perypetie. Wczoraj nastał ten dzień, gdzie ozdrowiawszy załadowaliśmy kuperki i fru! chłopcy do babci, a dziewczynki na Otwarcie Showroomu Patatoy. Och jak chciało mi się wyjść z domu! Nieważne, że całą drogę tylna kanapa jojczyła, kłóciła się i udawała dźwięk syreny alarmowej. Nieważne, że w przystankowym sklepie o mało ich nie zostawiłam, gdy tylko kasjerka raczyć zażartowała: „ach jakie śliczne laleczki, chciałabym takie!”. Nie liczyło się nic! Wyszłam z więzienia, złapałam podmuch przeszywającego wiatru, deszcz zmoczył mi łeb i było pęknie!

Światełko w tunelu

Na miejscu było tak fantastycznie (o tym w osobnym wpisie), że wyszłam oczywiście ostatnia, do tego przekupując dziewczyny cudami jakie mam dla nich w domu (za to kocham podarunki z eventów:). Dotarłam późną porą, zastałam pozostawiony z premedytacją rozgardiasz, na twarz rzuciły mi się stęsknione koty, a pies dał sygnał, że owszem już dostał, ale jeszcze by coś przekąsił przed snem. I choć nie wiedziałam co ogarniać najpierw czułam się wybornie. Jak więźniarka, która wykopała super hiper tunel i śmignęła ku wolności niezauważenie.

Ale za to niedziela

Niedziela zaczęła się przyjemnie, choć kurtyzańsko wcześnie. Nic to, myślę. Dłuższy dzień, szukaj plusów matko. Dziewczyny o dziwo były zgodne, choć wyraźnie niedospane. Konik, z którym śpi Nela włączył się przygnieciony jej ciałkiem, bo styrana matka przysnęła nie wyłączając na stałe uprzednio. Pobudka była nagła, zarżało że hej! Ale optymizm zadziałał. Było sielsko, pogodnie i jak nie u nas przez ostatnie dwa tygodnie. Dzieci jak nic wyczuwają, że jutro wędrują do przedszkola i pora zachowywać się jak należy. Po śniadanku, mizianku i dwóch grach planszowych zaległam przed telewizorkiem z sokiem z wyciśniętych jabłek. Taaak, tego mi było trzeba. Dziewczyny zajęte sobą, chłopcy nadal na wygnaniu, cisza.

Być kobietą, być kobietą

I nagle eureka! Oświeciło mnie! Ze spotkania blogerek w Łęczycy przywiozłam przecież box kosmetyczny Face&Look. I nawet go nie otworzyłam! Kiedy jak nie teraz? Pobiegłam w podskokach gotowa na kosmetyczne doznania. Otworzyłam box i parsknęłam śmiechem. Nie, nie był zły. Co więcej, był całkiem spoko! Ale pierwsze co wzięłam do ręki to…olejek do opalania :). No teraz to raczej ze słońcem cienko. Drugie, co rzuciło mi się w oczy to złuszczające skarpety, które choć świetnie wygładziły mi stopy ubiegłego lata, to jednocześnie doprowadziły do szału. Skubałam ten naskórek jak w jakimś amoku i nękała mnie myśl, czy to na pewno się skończy. W związku z tym podarowałam złuszczające dobro mamusi, gdy odbierałam chłopców. Niech sobie dziewczyna poskubie :). Okres skarpet i rajstop zawitał, to pewnie zniesie ten zabieg łagodniej. Na szczęście w boxie znalazłam również dwa cudne lakiery do paznokci i to dłoniom poświęciłam swoją uwagę. Na koniec wymoczyłam stopy w wodzie z solą morską i naprawdę poczułam się dopieszczona. Mała rzecz, ale po takim armagedonie cieszy na maksa.

Znacie te boxy w ogóle? Wiecie o czym mówię?do_stop

Podobne wpisy

1 Comment

  • Reply Natalia 21 listopada 2016 at 09:22

    Nie znamy! Ja jak zwykle sto lat za murzynami ! ;))
    Co do więzienia, wiem o czym mówisz. Na szczęście dziś świeci słoneczko i wybywam na spacer. Sasasasa!

  • Leave a Reply

    Przepisz wynik *