Kobieta, refleksje

Jesienna depresja – można przed nią uciec

27 września 2018

Jesienna depresja dopada wiele osób. Zwykle pojawia się bez zapowiedzi, odbierając energię, radość i chęć działania. Zamyka nas na kontakty z innymi, ubiera w sweter wydziergany ze smutku, lub pozwala na kolejny bezowocny dzień, spędzony w piżamie przed telewizorem. Zwykle poczucie naszej wartości spada wtedy do minimum, a jedynym planem dnia, na jaki się zdobywamy, jest plan przetrwania.

Jesienna depresja jest zaburzeniem depresyjnym, które pojawia się w okresie jesienno-zimowym, a ustaje wiosną, lub latem. Mam wrażenie, że w tym roku osoby skłonne do depresji sezonowych, mogą silniej odczuć problem. Jesień zaatakowała nagle, z dnia na dzień z upałów powiało przenikliwym chłodem i z kolorowych sukienek trzeba było przerzucić się na kurtki. Taka nagła zmiana może przytłoczyć, więc osoby podatne na jesienną chandrę mogą czuć się przygnębione. Zresztą ja sama, choć daleko mi do depresji rano z ogromną niechęcią teraz zwlekam się z łóżka. Zimno i ciemno….najchętniej zaszyłabym się pod kołdrą i przeczekała te chłodne poranki. Co zatem robię, by nie poddać się jesiennym dołkom?

Nie narzekam. Zaklinam rzeczywistość

Gdy dopada mnie jesienna melancholia, nie poddaję się jej. Owszem sama zauważyłam, iż w okresie spadających liści staję się bardziej podatna na refleksje, przemyślenia. Częściej też spaceruję po lesie i podsumowuję swoje życie. Zamiast jednak poddawać się smutkom, zamieniam to w atut. Przecież lubię rozmyślać i kocham las. Spacery traktuję jako czas dla siebie, sposób na dotlenienie organizmu i uporządkowanie własnych emocji. Poza tym może jest i chłodniej, ale to przecież jesienią jest najpiękniej. A jak miło jest wrócić do ciepłego domu z takiego spaceru, rozgrzać się pod kocem z kubkiem gorącej herbaty…poezja. Właśnie trafiłam na swój stary wpis – TU, jak widać u mnie spacer to sposób na niejedną bolączkę ;).

Planuję każdy dzień. Wypełniam zadania z listy

Co zrobić, żeby się nie dołować? Najprościej nie mieć na to czasu. Nie od dziś wiadomo, że praca jest lekiem na wiele przypadłości. Po co siedzieć i poddawać się złym nastrojom, lepiej w tym czasie zrobić coś pożytecznego. Gdy dzień zaczyna się nieciekawie, nigdy nie poddaję się mu, a robię wszystko, by go zmienić. Każdego dnia przygotowuję sobie listę zadań na dzień następny. To mi ułatwia życie, bo przy moich dniach pełnych zajęć związanych z dziećmi organizacja to podstawa. Zauważyłam już niejednokrotnie, że nie robiąc listy zadań, ogarniam wszystko z większym trudem. Z listą nie ma zmiłuj – kolejno odhaczam wszystkie punkty i nawet w dniu, w którym mam ochotę schować się pod kołdrą i przeczekać, pracuję. Zmuszam się do aktywności i nie wiadomo kiedy zły nastrój odchodzi w niepamięć. Brak czasu to często najlepsza metoda na marazm.

Doceniam dłuższe wieczory

Jesienią szybciej robi się ciemno, to fakt. Często ludzie borykający się z jesienną depresją podają ten przykład jako powód swojego przygnębienia. Ja z tego faktu robię atut. Wcześniej robi się ciemno, dzieci wcześniej zasypiają, a to oznacza, że mam sporo wieczornego czasu dla siebie. O 19.00 czytam dzieciom do snu, pół godziny później smacznie śpią, a przecież to wciąż młoda godzina! Ile ja jeszcze mogę wtedy zrobić! Co istotne, nie mówię tu o przykrych obowiązkach. Mówię o maseczce nałożonej na twarz, poczytaniu książki przy lampce wina, czy posłuchaniu ulubionej muzyki. Zresztą, jeśli chodzi o muzykę, to zawsze słuchałam jej dużo, ale odkąd skończyło się lato, towarzyszy mi non stop. Uwielbiam kojące dźwięki i bez muzyki dosłownie nie wyobrażam sobie życia. A wiesz, jak smakuje taki długi wieczór okraszony najpiękniejszymi dźwiękami? Jesienna depresja nie ma szans. Jest zbyt pięknie.Jesienna depresja

 

Podobne wpisy

2 komentarze

  • Reply Natka 28 września 2018 at 14:18

    Eee tam, jesienna depresja. Walczę z nią tego roku w pocie czoła ;)

    • Reply Marta 4 października 2018 at 11:26

      Walcz Tygrysico! ;)

    Leave a Reply