Dzieci, Kobieta, Rodzice

Jak pożegnaliśmy karmienie piersią

12 czerwca 2015

„Choć karmienie piersią może zdawać się czasem niewygodne dla rodziców, to jest to na pewno najlepszy wybór dla każdego dziecka.”

Na dobre Gaję odstawiłam od piersi na początku maja. Miała wtedy dwa latka i cztery miesiące. Dla jednych późno, dla innych w sam raz, a pewnie znaleźliby się i tacy, którzy stwierdziliby, że za wcześnie. Dla mnie to był odpowiedni moment, gdyż właśnie wtedy moje dziecko pokazało, że jest na to gotowe. I tak całkiem szczerze, to Gaja poradziła sobie z odstawieniem znacznie lepiej niż ja ;). Nie będę się tu rozpisywać o zaletach karmienia piersią, bo w tym temacie jestem nieugięta i notka mogłaby się nigdy nie skończyć. Powiem krótko, że jestem zagorzałą zwolenniczką karmienia naturalnego i uważam, że nie ma i nigdy nie będzie lepszego pokarmu dla dziecka, od mleka jego mamy. Pomijam tu oczywiście choroby, czy inne medyczne historie, które takie karmienie eliminują. Chodzi mi jedynie o to, że jeśli nie ma ku temu poważnych przeciwskazań, powinniśmy karmić piersią. Tak w skrócie :). Co do naszej przygody z karmieniem, Gaja była idealnym dzieckiem do karmienia naturalnego. Pomimo tego, że nigdy nie karmiłam Jej butelką (mleko w butelce nie przeszło, za to picie i owszem), nie czułam się przy Niej karmieniem „uwiązana”. Jak niektórzy z Was wiedzą, bywały sytuacje, gdy wyjeżdżałam bez Niej na dwa dni, i nie stanowiło to żadnego problemu. Zasypiała bez piersi, bez płaczu, a noc przesypiała wspaniale. Oczywiście po moim powrocie nadrabiałyśmy, nie raz bardziej ze względu na moje obolałe piersi, niż Jej tęsknotę ;). Radziła sobie świetnie i pomimo tego, iż uwielbiała te nasze piersiowe rytuały, nigdy nie musiałam rezygnować z planów, na rzecz karmienia. To był prawdziwy luksus, każda mama przecież wie, że gdyby dziecko płakało, to rzuciłabym w diabły wszelkie projekty. A tu? udawało się wszystko cudownie! Pełen synchron i morze porozumienia :).

Całe szczęście jestem mamą doświadczoną i nie odstawiłam Gai od piersi pochopnie. Decyzję o odstawieniu przemyślałam solidnie i co najważniejsze, nie była ona podjęta pod wpływem presji otoczenia (oj znamy te pytania :„Ty Ją jeszcze karmisz???”). Pomimo, że decyzję podjęłam po wielu przemyśleniach, po obserwacji dziecka, które z piersi samo zaczęło rezygnować, nie powiem, że było mi łatwo. Pamiętam, że podświadomie czekałam na to, że zapłacze, czy zawoła….a wtedy ja przecież ulegnę, bo skoro nie ogranicza mnie to w żaden sposób, a Ona się jednak piersi domaga, to czemu nie? :). I tak po dwóch nocach szczęścia, nadeszła noc tęsknoty. Mojej tęsknoty. Patrzyłam na Nią i myślałam: – serio? to już naprawdę koniec? Już nie będzie po omacku błądzić rączką w poszukiwaniu piersi? nie zawoła :”cysi mama”?…A po tych myślach pojawiły się następne i jeszcze bardziej dołujące, albowiem dotarło do mnie, że oto nie mam maluszka w domu! Koniec z karmieniem, koniec z pieluchami, koniec z niezrozumiałymi słówkami. To początek końca! Koniec?! No, ej! Ja się nie zgadzam! Ja chcę Ją z powrotem! Nie chcę czystej podłogi! Chcę tą z plamami po soczku. I nie chcę stołu bez okruchów! I nie chcę szyb bez odbitych paluszków! I nie chcę tego wszystkiego….na co tak czekam! I zamiast dumy, że oto mój mały ssaczek pierś pożegnał bez najmniejszego problemu, bez łezki żadnej, bez pobudki nocnej zaczęłam sama łzy ocierać. Kryzys mnie dopadł tak potężny, że gdyby nie zdrowy rozsądek, to w czwartą dobę odstawienia, sama obudziłabym Ją na moje mleko. Kto przeżył, ten wie :). To niesamowite…moja mała córeczka była dzielniejsza niż ja. Czyż to nie paradoks? Wraz z pożegnaniem piersi, moja podświadomość witała się z Jej trądzikiem, z Jej randkami i wyprowadzką z domu. Ba! ja już własne wnuki widziałam! A tu pozamiatane! Bo prawdą jest, że pożeganie z piersią to nie tylko pożegananie z mlekiem mamy, to powitanie nowego etapu w rozwoju. I jakbyśmy się tego nie zapierały, nie powstrzymamy lawiny życia :).

Dziś natomiast, po miesiącu czuję dumę. Pożegnanie z piersią poszło tak gładko (ciiii…nie mówimy o mnie:), że nigdy bym się tego po Niej nie spodziewała. Jak wcześniej budziła się po kilka razy w nocy, tak albo budzi się raz (na picie), albo wcale. Jest coraz bardziej samodzielną dziewczynką, choć wcale nie ma we mnie ambicji, by popychać Ją do przodu. Pilnuję się raczej, by nie być matką kwoką na każdym kroku. Pora przyzwyczajać się do myśli, że pewien etap za mną…

Jeśli planujecie odstawić malucha od piersi, moja rada: przemyślcie to dokładnie. Nie podejmujcie decyzji z powodu presji otoczenia. Na szczęście nikt nie odważył się wytyczyć górnej granicy karmienia dziecka, więc decyzja ta zależy wyłącznie od Ciebie i Twojego dziecka. Przynajmniej tak być powinno. Pamiętaj, że każde dziecko odstawia się inaczej. Moje dzieci, choć rodzeństwo, również każde w inny sposób przechodziło tą drogę. Są maluchy, które wolą redukowanie ilości karmień, a nie całkowite eliminowanie. Szczerze powiem, że u mnie tylko Gaja wybrała tą drugą metodę. Pozostałe dzieci odtstawiałam w ten sposób, że rezygnowałam z jednego karmienia, potem dwóch, aż do całkowitej eliminacji. Gaja odstawiła się od razu, wykorzystałam do tego swój dwudniowy wyjazd. Po powrocie nie zaproponowałam piersi, jak to było wcześniej, powiedziałam natomiast, że mamę cysio boli i pokazałam naklejony plasterek:). Pierwszą noc przebudziła się i poprosiła o pierś, ale podtrzymałam wersję z dnia. Odwróciła się wtedy do mnie pupką (tak, śpimy nadal razem),objęłam Ją i zasnęła. Kolejne noce już przesypiała. Żeby Jej nie kusić, nie przypominać o piersi, nosiłam bluzki z małym wycięciem pod szyją. I to całe moje kombinowanie. Bluzka zasłaniająca dekolt i plasterek :).Dziś doceniam bardzo fakt, że poszło nam jak z płatka. I wreszcie mogę powiedzieć, że się wysypiam.

Moja duża dziewczynka ♥

DSC_0430

DSC_0444 DSC_0445 DSC_0446

 

Podobne wpisy

16 komentarzy

  • Reply miliia 12 czerwca 2015 at 12:47

    U nas tez odstawienie poszło gładko :) Pola miała 2lata i 2miesiace, tyle że u nas droga eliminacji, zostało tylko poranne i nocne karmienie i tak jak to z rana mnie nie ruszało, tak nocnego miałam dosyć, tez zakleilam piersi plasterkami i zadziałało :) a tak straszyli, że ciężko będzie, że przyzwyczajam, a tu psikus ;) Ja do dziś tęsknię za karmieniem, choć minęły 2 miesiące, tęsknię za ta bliskością, ale cóż taka kolej rzeczy :)

    • Reply Tosinkowo 12 czerwca 2015 at 13:10

      Czyli zastosowałaś metodą, którą ja stosowałam u pozostałych dzieci :). Powiem Ci, że ja też tęsknię…choć staram się tą tęsknotę wypierać ;). Taka kolej rzeczy, dokładnie:).

      • Reply Justyna Komada 13 czerwca 2015 at 20:47

        A ja wciąż nie ogarniam no :(

        • Reply Tosinkowo 13 czerwca 2015 at 21:44

          I korzystaj! Bo potem minie bezpowrotnie ;).

  • Reply Katarzyna Łępa 12 czerwca 2015 at 13:59

    Boziuu dopiero leżała maleńka w otulaczu (nie wiem czemu ale jak myślę o małej Gai to mam ją przed oczami w tym śmiesznym otulaczu właśnie ;P ), a tu taka dziewczynka już :) Dokąd tak pędzisz czasie?!!

    • Reply Tosinkowo 12 czerwca 2015 at 14:25

      Hahahha w kokonie woombie ;). Ja nie lubię tego pędu, no! w ogóle nie lubię :/
      :*

  • Reply Gosia 12 czerwca 2015 at 15:35

    miałaś fajne karmienie :) jak piszesz ,że na dwa dni był czasem spokój . – ale co z piersiami ? odciągałaś ? bo przecież pewnie nabrały mleczka ?
    ja 14 miesięcy karmiłam i gładko poszło odstawienie :) teraz za 5 miesięcy czeka mnie kolejny ssak :)
    a jak pożegnaliście się z pieluchami ?

    • Reply Tosinkowo 12 czerwca 2015 at 17:24

      To prawda, to było karmienie bezproblemowe ;). Mleko odciągałam, jasne. Mimo to i tak obolała wracałam ;). Co do pieluch, to jeszcze zdarza się, że zakładamy. Dopiero zaczynamy odpieluchowanie. Czekam z tym do ciepłych dni, zakładam majteczki i….przebieram ;). W pewnym momencie dziecko „łapie”, że musi donieść siuśki do toalety, inaczej mokro i nieprzyjemnie ;).

  • Reply Noelka Pe 12 czerwca 2015 at 16:18

    Dzielny Tulistworek i bardzo dzielna Mama :*

    • Reply Tosinkowo 12 czerwca 2015 at 18:11

      Staram się jak mogę ;) :*/

  • Reply Hania 12 czerwca 2015 at 20:16

    Karmienie nocne zakończyłam jak córka miała chyba rok i dwa miesiące. A definitywnie odstawiłam kilka dni po jej drugich urodzinach z dnia na dzień. Też szłam drogą eliminacji i na sam koniec karmiłam już tylko przed snem. I też śpimy razem:) Niczego nie planowałam, działałam instynktownie myśląc o nas obu:)

    • Reply Tosinkowo 13 czerwca 2015 at 20:01

      I proszę, instynkt zawsze najlepszą drogą :). Śpijcie ile wlezie, ja uwielbiam Ją czuć blisko ;).

  • Reply Polisz mam 13 czerwca 2015 at 13:09

    Pięknie! Uwielbiam takie mądre mamy:) Bez presji i niepotrzebnego spięcia, wsłuchując się w potrzeby dziecka i swoje:)) Gratulacje dla Waszej dwójki i spokojnie do randek jest mnóstwo czasu- ja tak to sobię tłumaczę i wmawiam codzinnie:P

    • Reply Tosinkowo 13 czerwca 2015 at 20:00

      Dziękuję Ala :*. To dla mnie był priorytet, by Gaja okazała gotowość na rozstanie z piersią. Ja lubiłam karmić, kompletnie by mi nie przeszkadzało gdyby jednak zakończyła się nasza próba odstawienia niepowodzeniem ;). Ba, po troszę na to własnie liczyłam :P. Teraz natomiast już ochłonęłam i czuję się super. Jestem dumna z Gajuli, że tak pięknie dała radę.

  • Reply Anna Gregorowicz 13 czerwca 2015 at 21:35

    Ja nigdy nie umiałam sobie wyobrazić tak długiego karmienia, kiedy dziecko jest już samodzielne, mówi… W moich oczach Mała Mi (a niewiele przecież starsza) jest już dużą panną, a nie dzidziusiem, jakoś nie przystają mi do siebie obraz jej i piersi. Oczywiście podpisuję się czterema łapkami pod karmieniem piersią, u nas było to 11miesięcy i odstawienie samo się zrobiło, Mi wolała inne pokarmy, mi mleko zaczęło zanikać i już o nie nie walczyłam, bo bałam się że nie będę potem wiedziała kiedy powiedzieć stop ;)
    Też przeżywam każdy skok: przestawienie łóżeczka z sypialni do jej pokoju (od początku spała sama), porzucenie piersi, spacery na nóżkach (a nie w chuście, jak wcześniej), pójście do przedszkola… ech były łezki(na szczęście tylko moje), ale duma jednak rozpiera. Najlepiej żeby była już szkolniakiem w pełni samodzielnym, zostającym w domu bez opieki, ale tuliła się jak niemowlę, była niewinna jak maluszek. Nie da się, niech więc lepiej idzie naprzód, zamiast trzymać się kurczowo mamy :)
    mamazpowolania.blogspot.com

    • Reply Tosinkowo 13 czerwca 2015 at 21:43

      Kochana, w moich oczach dwuletnia Anielka, też już była dużą panną ;). Za to Gaja zawsze chyba będzie „maluszkiem”. Najmłodsze dziecko w rodzinie dłużej bywa bobasem :). Co prawda Gaja jest bardzo samodzielna i od dawna radzi sobie np z ubraniem, samodzielnym jedzeniem itp, ale jest dzieckiem, które jest tzw. „przylepką” i tuli się dużo więcej, niż np.Anielka w jej wieku. Taki sam jak Gaja był najstarszy. I zdarza się, że ten prawie 18 letni chłop jeszcze z nienacka mnie przytuli…co nie znaczy, że nie idzie naprzód ;) Idzie i to jak burza ;). Pozdrawiamy!

    Leave a Reply