Dzieci, refleksje, Rodzice, smutek

Jak pomóc dziecku przeżyć śmierć zwierzaka?

27 sierpnia 2018

Strata ukochanego zwierzaka jest trudna dla wszystkich. Ci, którzy kochają zwierzęta i nie wyobrażają sobie domu bez mniejszych braci wiedzą, że ich odejście jest prawdziwą traumą dla całej rodziny. Wiadomo, że należy się liczyć z takim biegiem wydarzeń, decydując się na zwierzaka, jednak czasem śmierć pupila przychodzi nagle i niespodziewanie, prędzej niż byśmy mogli się tego spodziewać. Jak zatem rozmawiać o tym z dzieckiem, skoro sami nie możemy się z tym pogodzić? Jak tłumaczyć coś, co dla nas samych jest zbyt trudne do pojęcia? Jak ukoić ból dziecka, gdy sami jesteśmy nim otuleni?

Dom bez zwierząt jest tylko zwykłym domem

Nie wyobrażam sobie domu bez zwierząt. Nigdy w takim zresztą nie mieszkałam. Od dziecka otoczona miłością zwierzaków, dorastałam w poczuciu, że ludzie bez zwierząt są smutniejsi, że wiele ich omija. Zresztą w moich wspomnieniach z dzieciństwa, te najradośniejsze momenty zwykle są obrazami, w których radośnie szczeka pies, czy łasi się do nóg kot. Od zawsze wiedziałam, że mój dorosły dom będzie domem pełnym dzieci i domem, w którym będzie zwierzak. To było takie oczywiste. Pierwszy pupil pojawił się, gdy najmłodsze dziecko nauczyło się wyrażać miłość do futrzaków inaczej, aniżeli wkładaniem palca w oko i ściskaniem z całych sił za szyję. To był główny miernik naszej gotowości na zwierzaka. Gdy nadszedł ten czas, pojawił się Hipis – psiak adoptowany ze schroniska. O naszych początkach z Hipisem możesz przeczytać we wpisie, który oznaczyłam. „Chłopak” urósł znacznie, zmężniał, ale w duszy nadal pozostał tym samym szczeniakiem goniącym za piłką. Koty w naszym domu pojawiły się dwa lata później. Cudowne i dostojne natychmiast skradły serca domowników. Lucyfer i Hera – rodzeństwo najsłodszych kociambrów na świecie. Minęło dwa lata jak były z nami i wydarzyła się tragedia…

Hera

Nic nie zapowiadało tragedii. Koty od rana dokazywały, a odpoczywały wygrzewając się na balkonie w letnim słońcu. Zawsze razem, praktycznie nierozłączne. Tylko nocą spały oddzielnie. Hera najbardziej lubiła sypiać w pokoju dziewczynek, a Lucyfer za swoją sypialnię uważa pokój, a ściślej mówiąc łóżka chłopców. To była niedziela, ta feralna i najtrudniejsza niedziela. Dziewczynki były u babci, a chłopcy grali w gry w salonie. Ja korzystając z wolnego popołudnia oglądałam jakiś serial. Nagle dobiegł mnie krzyk Antosia, że coś złego dzieje się z Herą. Szybko zbiegłam na dół. Kotka oddychała z trudem, nie miała siły ustać na nogach, cały brzuch miała mokry. Wyglądała strasznie, ona po prostu konała. W jednej sekundzie złapałam książeczkę kotki, szybko znalazłam gabinet weterynaryjny czynny w niedzielę (nasi lekarze byli na urlopie) i razem z Alicją wsiadłyśmy do samochodu. Zdążyłam położyć jej kotkę na kolanach i odpalić silnik samochodu…i Hera odeszła. Siedziałyśmy obie jak odrętwiałe, nie mogąc zdobyć się na najmniejszy ruch. To było takie straszne, niezrozumiałe. Jak to się stało? Dlaczego? Przecież godzinę wcześniej wszystko było w najlepszym porządku, nie było żadnych oznak, jak to wszystko pojąć? Siedziałyśmy i płakałyśmy na schodach domu, a kotka leżała obok. Jak wejść i powiedzieć chłopakom? Co dalej? Oszczędzę Ci dalszych opowieści jak przetrwaliśmy czas do powrotu zaufanych weterynarzy z urlopu. To jeden z nich zrobił sekcję Herze i poznaliśmy przyczynę. Ostra niewydolność serca, kotka udusiła się nadmiarem wody w płucach…nie miała szans. Teraz będziemy robić echo serca Luckowi, by sprawdzić czy z nim jest wszystko jak należy. Drugiej takiej straty sobie nawet nie wyobrażam. To okropne, bo wszystko z Herą zadziało się w ciągu kilkunastu minut. Dzieci absolutnie nie były przygotowane na taką stratę.

Jak powiedzieć dziecku o śmierci zwierzątka?

Myślę, że należy powiedzieć prawdę. Nie unikniecie smutku i łez, pozwól dziecku przeżyć stratę. U nas było strasznie. Każde z dzieci zareagowało inaczej, choć każde tak samo mocno. Antoś, który był od początku przy tej sytuacji, płakał mówiąc, że jeśli Hera umrze, to on już nigdy nie będzie chciał innego kota. Franio popłakiwał po cichu, ale było w nim mniej złości. Dziewczynki też płakały, ale to Gaja trudniej zniosła wieść o śmierci kotki. Wciąż powtarzała, że za nią tęskni i że się stara nie płakać, ale nie może. Pochowaliśmy Herę wszyscy razem. Dzieci wybrały miejsce, udekorowały po swojemu miejsce, które stało się grobkiem. Nie obyło się bez łez i ogromnego żalu, ale każdego dnia jest coraz lepiej…coraz łatwiej. Oczywiście bardzo pomaga wiara dzieci w to, że Hera jest w kocim niebie, że nic ją już nie boli, że biega jak szalona i cieszy się towarzystwem innych, szalonych kotków. Nawet dziś Gaja na dworze patrząc w niebo zawołała: widziałam buzię Heruni! Gdy przychodzi wieczór tęsknota się nasila, ale myślę, że nasze rozmowy o kotce, o jej chorym serduszku i bólu, który znosiła, o tym, że musimy być teraz silni też dla Lucyfera, który został bez Hery przynoszą efekty. Żałobę po ukochanym zwierzaku dzieci muszą przejść po swojemu, ale to my, dorośli możemy sprawić, by była ona bardziej znośna…

Pozwól dziecku na upust emocji

Nie umniejszam tej straty. Sama mocno ją przeżywam, więc nie mogę wmówić dziecku, że przeżywa zbyt mocno. Dziecko może w różny sposób przeżywać żałobę. Może pojawić się złość, jak u Antosia, może pojawić się nieutulony płacz, jak u Gai. Ważne, by być przy dziecku i pozwolić mu na upust tych emocji. Nie udawać, że nic się nie stało. Gaja co chwilę mnie pyta, czy tęsknię za Herą. Zgodnie z prawdą odpowiadam, że bardzo, ale pociesza mnie fakt, że ona już nie cierpi. Potem pytam, czy mogę przytulić Ją, bo może to nam obu pomoże…Zawsze się zgadza, wtula buźkę we mnie, popłacze…po czym stwierdzi, że tak, przytulanie pomaga na wszystko. Wczoraj przy usypianiu dziewczynek nie czytałyśmy książeczek, tylko rozmawiałyśmy o Herze. Dziewczynki snuły opowieści co Hera teraz może robić, jakie kotki tam spotkała i jak bardzo musimy teraz dbać o to, żeby Lucyfer nie był smutny. Gdy zasnęły pomyślałam o tym, że właśnie zmierzyły się z najtrudniejszą sytuacją, w której musimy kogoś pożegnać na zawsze…

śmierć zwierzaka śmierć zwierzakaśmierć zwierzaka

 

 

 

Podobne wpisy

5 komentarzy

  • Reply Pani Sowa 27 sierpnia 2018 at 20:07

    Wzruszyłam się…

    U nas – w domu stworzonym przeze mnie i męża – zwierząt nie ma (mąż nie lubi :(), więc moje dzieci tego problemu nie mają, ale cieszę się, że przeczytałam ten wpis, bo nie wiedziałabym, jak mam się zachować… Robiłabym to chyba instynktownie, a może chciałabym złagodzić ból uspokajaniem, że już dobrze…? Nie, chyba jednak nie robiłabym dzieci w konia… Raczej bym chyba jak Ty łagodziła ból rozmowami, tuleniem… Bez umniejszania straty…

    Pamiętam, że gdy chodziłam do liceum, przygarnęliśmy kotkę z dwoma małymi kociątkami. Udomowiona była, sama z maluchami pojawiła się znikąd pod schodami na naszą klatkę i tak tam siedziała, ludzie ją dokarmiali (w tym my), nie uciekała… Pewnego deszczowego dnia, kiedy widzieliśmy, że siedzą tam we trójkę zmoczeni, wzięliśmy ich do siebie. Po prostu. Od tamtego dnia to były nasze koty :> Kocia mama zachowywała się jak pies – wychodziła na dwór się „odlać”, a powrót zapowiadała miauczeniem pod klatką. Przekochana, przemiła, łagodna… Aż pewnego dnia nie wróciła z „toalety”. Szukałyśmy jej, aż w końcu tata znalazł ją w krzakach zagryzioną przez psy :( Ryczałyśmy całe popołudnie, tuląc do siebie malutkie kotki… Nie wiedziałyśmy, jak je poić, przecież karmiła je mama… Powolutku, nauczyliśmy je jedzenia samodzielnie, maluchy dzielnie rosły… Ale tamten dzieł był dla nas wszystkich tak trudny… One były takie małe, a straciły mamę… Chyba najbardziej to nas bolało… Otoczenie ich czułością było chyba dla nas najlepszą terapią…

  • Reply ChildFriendly 28 sierpnia 2018 at 06:31

    Super wpis ;)

    • Reply Marta 30 sierpnia 2018 at 03:28

      Pani Sowo wzruszyłam się Twoim komentarzem. Ileż wspomnień nim przywołałaś, tak też przygarniałam wszelkie kociaki w dzieciństwie i wiem dobrze, co znaczy być matką zastępczą dla kocich maluszków. To właśnie moje własne doświadczenia z dzieciństwa podpowiedziały mi jak postąpić. Nie chciałam okłamywać dzieci, choć najbardziej na świecie pragnęłam oszczędzić im bólu. Dziś wiem, że powiedzenie prawdy (pomijając szczegóły o tym, że kotka wcale łatwej śmierci nie miała) postąpiłam słusznie. Było bardzo ciężko i nadal pojawiają się łzy i tęsknota, ale dzięki wspólnemu pochowaniu kotki nie ma już trudnych pytań, i każdego dnia jest łatwiej. Dzieci zrywają kwiatuszki i kładą je na „grobku” zwierzaka, zaczęły mówić o Herze bez szlochu. Wiem, że prawda nigdy nie jest pomyłką. Jak widać i w tej kwestii. Dziękuję, że zechciałaś się ze mną podzielić własnymi odczuciami i własną historią :*

  • Reply Angel 28 sierpnia 2018 at 12:18

    Zawsze mówiłam prawdę i choć za każdym razem strasznie boli, bo tu już straciliśmy trzy koty, to jednak prawda jest najlepsza. Nawet, jak usłyszy się dziecięcy wyrzut, że to moja wina, bo nie upilnowałam. Zwierzak to członek rodziny. Co powiem, jak babcia umrze? Że też poszła i nie wróciła? Uważam, że prawda na dłuższą metę jest łatwiejsza, choć początkowo do wycia za zwierzakiem dochodzi ogromny ból, czując ból tego małego rozdartego serduszka.
    Moja kuzynka nie mówi o śmierci zwierzaków, a potem miała histerię, jak dziecko zobaczyło martwego ptaka.

    • Reply Marta 30 sierpnia 2018 at 03:31

      Twój komentarz tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że powiedzenie prawdy to była jedyna słuszna droga. Dziecko musi przeżyć żałobę po ukochanym zwierzaku, musi mieć na to przede wszystkim szansę. Przykład z babcią drastyczny, ale bardzo prawdziwy. Jak nasz maluch ma pojąć odchodzenie, skoro śmierć pupila tłumaczona jest rozpłynięciem się w powietrzu…

    Leave a Reply