Dzieci, Rodzice

Czasem ciężko nie zwariować

14 kwietnia 2016
Jak nie zwariować? Wyjść na dwór! Pogoda powróciła i natchnęła nadzieją, że oto skończą się marudzenia i inne takie, które rozkwitają najpiękniej w czterech ścianach. I prawie się ziściło, bo dobry pan dużo nowego piasku do piaskownicy przywiózł, a Hipis wyrósł z podgryzania kostek, co czyni go świetnym kompanem do zabawy.

Żeby hucznie otworzyć czas podwórkowych szaleństw, z zakupów wróciłam z czterema siatami nowych zabawek – ciężarówy na piach, łopaty, kulki, wiaderka i inne podobne. Radość wielka. Kopali, wozili, przesypywali, pies asystował. I wszystko tak pięknie wyglądało, ta ich zabawa i moja kawa wypita spokojnie na powietrzu. Do czasu. Tuż przed kąpielą Antoś w lament uderzył, bo ucho boli i ogólnie wszystko jest do kitu. Jęknęłam dotknąwszy jego czoła. Temperatura urosła nie wiedzieć kiedy, a Antek opadł na sofe niczym zwłoki. Pozamiatane.

Całe szczęście miałam w domu krople do uszu, które zostały mi po ostatnim ataku na moje ucho – nigdy nie sądziłam, że to aż tak boli!. Zapuściłam kropelki, napoiłam lekiem przeciwgorączkowym. W środku nocy powtórka. Siedzi sobie teraz zdrów jak ryba, uradowany legalnymi wagarami. Franek natomiast znaki protestu na niesprawiedliwość czynił aż do przedszkolnych bram, twierdząc że to nie fair że Antek może nie iść do szkoły, a on musi. Na moje zapytanie, czy zamieniłby się z bratem i cierpiał zamiast oddawać się fantastycznej przedszkolnej zabawie, tylko mruknął, że może spróbować. Ręce opadają. W ogóle nasza droga do i od przedszkola to temat na książkę. Franek i Nelka albo się kłócą (pierwszy zobaczyłem, pierwsza wsiadłam, pierwszy wysiądę, pierwsza powiedziałam itp), albo mi jęczą ( nie pozwoliłaś dooglądać bajki, nie dałaś mi piciu w tym kubku, a w tamtym itp), albo śpiewają (a uwierzcie mi wcale nie jest to wersja najbardziej optymistyczna). Dziś do przedszkola jechałam ( a kilka ładnych km mamy) słuchając śpiewu (ryku chyba) i do teraz w głowie przetwarzam zwrotkę nowej, budzącej kontrowersje i protest kompozycji:

N:  jedzieeeemy, jedzieeeeemyyyyy

F: choć wcaleeee nie chceeeeemyyyyy

N: bo mama kazaaaałaaaaa

F: a Nelka w nosie dłuuubaaaałaaaaa

N: (bucząc) mamooooo!!!!! Franek mi dokuuuczaaaaaa, buuuu, aaaaaa, eeeee

F: hahahahhahaha

Ja: uderzam czołem o kierownicę.

Odstawiam dzieciaki, które po wyjściu z auta nagle grzeczne jak aniołki, za rączki pędzą do budynku. W szatni przebierają obuwie, zdejmują bluzy, machają na do widzenia i tyle ich widzę. No aniołki moje, no dzieciaczki cudnie ułożone, ach, ach. Wracam do domu zahaczając o spożywczak. Tam staję się świadkiem przechwalań dwóch babć, każda sypie asami z rękawów, co wnuk już mówi, co robi, jak pięknie się ubiera:

-mój Pani, to już buty sam wiąże!

-eee mój to już dawnooo, mówię Pani. Takie toto mądrachne!

Przez chwilę mam deja vu, no idento jak w aucie przed kwadransem. Oby śpiewać nie zaczęły. Płacę, wychodzę. Odwracam głowę, babcie nadal żywo gestykulując stoją przy kasie. Uśmiecham się pod nosem: kto wie, może ja sama tak kiedyś będę broniła umiejętności swoich wnuków :). W domu czeka Gaja i chory (czyżby?) Antoni, który niczym król wymościł sobie gniazdo na salonowej sofie i ogląda bajkę za bajką. Chorby nie widać. Zaśmiewa się do łez z kolejnej pustej kreskówki. Gdy napotyka moje spojrzenie, natychmiast robi oczy spaniela i słabnie w oczach, osuwa się ciężko wzdychając. No tak, choremu wolno więcej.

Nie pozostaje mi nic innego jak zrelaksowanie się w kuchni. To będzie długi dzień. Podrzucę przepisy, bo podejrzewam że urodzi się coś pysznego – w końcu król palcem grozi z kanapy ;).Jak nie zwariować? Jak nie zwariować? Jak nie zwariować? Jak nie zwariować? Jak nie zwariować?

Podobne wpisy

9 komentarzy

  • Reply Natka 14 kwietnia 2016 at 09:51

    Hehehehehehehehe, też lubiłam śpiewać mamie w dzieciństwie, biedna była :PPP

    • Reply Marta 14 kwietnia 2016 at 10:43

      biedna….zresztą luz jeśli nie powodowały te pieśni kolejnych zapalników do kłótni :P

  • Reply asia/wkawiarence.pl 14 kwietnia 2016 at 10:33

    cieżko byc „wielomatką” jak to ładnie określasz, zwłaszcza kiedy jest śpieszno, późno, trzeba maluchy do auta zapakować, a tu jedno naburmuszone, drugie ucieka, zapomniało kocyka bez którego ani rusz… a potem jest chwila i robi się miło, jak zaczynaja nucić piosenkę … dla tych chwil warto życ i byc tą „wielomatką” :)

    • Reply Marta 14 kwietnia 2016 at 10:43

      Oj ciężko. Na szczęście te fajne chwile rónoważą, masz rację :) ściskam Asiu :*

  • Reply monika 14 kwietnia 2016 at 11:01

    Znam to😊 rano bieg , do szkoly i przedszkola, z mala na rekach. Po drodze klotnie, marudzenie czemu najpier u dawida, czemu nie picie ze sklepu, czemu to ,czemu tamto. Dzis corka w domu , mala wspina sie na wszystko …, no osiwieje. Zreszta syn juz wrocil wiec do wieczora beda sprzeczki…. Bo po chorobie meli ani sladu,….a maz mowi ze mam dobrze…jasne. Tesc jak dowiedzial sie ze chcemy kupic zmywarke to pow” a co ty w takim razie bedZiesz miec do roboty?” nosz….. Rozwalaja mnie ci ludzie

    • Reply Marta 14 kwietnia 2016 at 12:27

      Takiego teścia to bym usadziła w moim domu i dała możliwość tego odpoczynku, a sama poszłabym załatwić mega ważną rzecz. Po powrocie pewnie by nie zadawał tak bzdurnych pytań. Czasem serio ręce opadają. W żadnej pracy, a zaznaczam że pracowałam również w 9 mcu ciąży nie byłam tak zmęczona jak w domu. Oczywiście są dni superowe, a teraz to już naprawdę bajka, ale gdy pamięcią cofnę się choćby o dwa lata, gdy czwórka malutkich dzieci przy spódnicy, to sama się zastanawiam jak podołałam ;). Ludzie nieświadomi są chyba najgorsi.

  • Reply Asia Szarańska 14 kwietnia 2016 at 18:08

    Patrz, jakie Ty kreatywne dzieci masz, pięknie śpiewają, a Ty nie doceniasz :D

    • Reply Marta 14 kwietnia 2016 at 20:28

      Zacznę się starać, obiecuję :P ;)

  • Reply Alicja 27 kwietnia 2016 at 10:57

    Jak rymują fantastycznie! Wróże im karierę i to ogromną! :P

  • Leave a Reply