Kobieta, Rodzice

I tylko jedno może unicestwić marzenie – strach przed porażką

15 maja 2015

Małe dzieci nie mają zaburzonego poczucia własnej wartości. Każde jest idealne, pewne siebie. Budując największą wieżę z klocków, dziecko nie zakłada że mu się nie uda. Składa klocuszki nieporadnie, wierząc iż nawet jeśli za chwilę runie, i tak będzie wyjątkowa i najpiękniejsza. Bo sukces polega także na robieniu tego, co kochasz teraz. Nie trzeba na niego czekać latami. Dziecko to wie. Gdy przewróci się budowana wieża, robi ją od nowa. I jest szczęśliwe, bo sprawia mu to przyjemność. My, dorośli już tak nie potrafimy. Często nie udaje nam się w życiu, bo w to zwyczajnie nie wierzymy. Nie wyciągamy rąk do nadarzającej się szansy, gdyż zakładamy że to nie dla nas. Sami wmawiamy sobie, że się nie nadajemy, że nie mamy wystarczającej siły, przebojowości, czy kompetencji. W ten sposób planujemy własne porażki, które już znamy, które takimi działaniami oswoiliśmy. Oczywiście niskie mniemanie o swoich możliwościach, zawsze ma jakieś podłoże. Ile ludzi, tyle doświadczeń. Każdy ma własną lepszą, lub gorszą historię. Na nasze poczucie wartości pracuje wiele czynników. Największy wpływ ma najbliższe środowisko, bliscy. Począwszy od dzieciństwa. Czasem słyszymy, że dziecko musi spełnić oczekiwania matki, lub ojca. Są osoby, które nie spełniły z jakichś przyczyn własnych aspiracji i często pchają własne dzieci w tymże kierunku, żeby zapełnić tą wciąż żywą pustkę. Super, jeśli dziecko podziela zainteresowania rodzica. Gorzej, jeśli czuje się zmuszane, przyparte do muru. Taki rodzic myśli, że robi dobrze. On przecież nie miał tej szansy, a oddałby za nią wiele. Mądry rodzic akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy, pomimo naszych niedoskonałości. Dzięki temu my sami nie tracimy poczucia własnej wartości. Niestety często brak pewności siebie dziedziczymy niejako w genach. Obserwujemy swoich rodziców o niskim poczuciu wartości, patrzymy na życie ich oczami. Dorastamy, a strach przed wyzwaniami zostaje. Dodatkowo, gdy jako osoby dorosłe wejdziemy w nieciekawy związek, uczucie strachu i beznadziejności się pogłębia. Zaczynamy wierzyć, że wszystko stracone. Że jesteśmy beznadziejni, słabi, nie zasługujemy na dobre życie. Koło się zamyka. Przyjmujemy krytykę, wierzymy w każde niepochlebne słowo, jednocześnie pogłębiając w sobe poczucie przegranej. I choć sprzeciwiamy się przykrościom, zaczynamy w taki właśnie sposób sami o sobie myśleć. Człowiek o niskim poczuciu własnej wartości wycofuje się w trudnych sytuacjach, gdyż wie, że sobie z nimi nie poradzi, lub atakuje próbując w taki sposób ukryć swoje słabości. Niepewność i agresja często idą w parze. Niska samoocena towarzyszy wielu z nas. Często na pierwszy rzut oka, nigdy nie pomyślelibyśmy o osobie z problemem, że go ma. Poczucie niskiej wartości może dotyczyć jednej, a może również wszystkich sfer naszego życia. Dajemy się wykorzystywać,  jesteśmy zagubione, usługujemy jedynie innym. Problem który nas dotyka staje się przeszkodą w znalezienu lepszej pracy, sprawia że pozwalamy sobą manipulować, pozwalamy się wykorzystywać w związku. Bywa, że osoby z niską samooceną nie zakładają rodzin, gdyż są przekonane, że się w roli żony czy matki nie sprawdzą.

Każdy człowiek popełnia błędy. Każdy z nas pewnie gdyby mógł, starałby się żyć jak najlepiej. Nie ma sytuacji bez wyjścia. Jednak gdy znaleźliśmy się w beznadziei, proces uwalniania się z jej szpon trwa często latami. Człowiek pewny siebie zna swoją wartość. Szanuje swoje prawa, wymaga od innych by je respektowali. Z takim człowiekiem chcemy się przyjaźnić, współpracować. Ten, który szanuje samego siebie, darzy szacunkiem również innych. Pewność nie ma tu nic wspólnego z zarozumialstwem.

Najbardziej w życiu pragnę, by moje dzieci wyrosły na pewnych siebie, wierzących we własne siły, dobrych ludzi. Takich, którymi ciężko będzie manipulować. Staram się uczyć na własnych błędach, wyciągać wnioski. Nie porównuję dzieci. Nie stawiam Im za wzór „lepszych” przykładów. Chcę, by mieli świadomość, że są kochani za to kim są, a nie za to jacy według innych być powinni. Mam sporo z „matki kwoki”, ale oswajam swój strach, by nie blokować potencjału dzieci. Staram się walczyć z zakazami, na które cała sobą mam ochotę. Bo to, że dziś tłumaczę sobie takie działania ochroną przed niebezpieczeństwem, za chwilę mi pokaże, że staję na przeszkodzie poznawania życia. A w przyszłości i te właśnie działania sprawiają, że porzucamy własne marzenia. Wycofujemy się, bo zagrożenie niepowodzenia w naszym mniemaniu jest zbyt duże. A żeby coś osiągnąć, musimy po prostu w siebie uwierzyć. Dlatego zagryzam wargi i pozwalając na zdobycie kolejnej góry w eksploracji świata moich dzieci, wierzę że da Im to większą ochronę na przyszłość, niż mój stale rozłożony parasol.

Marzenia nie muszą być jak bańki mydlane. To, że coś nie dzieje się teraz, nie znaczy, że nigdy nie nastąpi.

DSC_0120 DSC_0134 DSC_0138 DSC_0139 DSC_0142 DSC_0146 DSC_0150 DSC_0152 DSC_0159 DSC_0160

Podobne wpisy

5 komentarzy

  • Reply Wężowy Pamiętnik 15 maja 2015 at 13:32

    piękny wpis…

  • Reply Alicja Bułgajewska 15 maja 2015 at 15:16

    Mój Franczesko kochany <3 wpis piękny. jak wszystkie zresztą :P :*:*:*:*:*

  • Reply Magdalena Burek 18 maja 2015 at 21:51

    No i jak nie powtarzać,że Marta to guru nasze;d. Jak notka w samo sedno. Ach Francesco taki idealny, walczak od początku to widać w oczach:)) Dobrej nocki:****

  • Leave a Reply