Dzieci, moda dziecięca, Rodzice

Dziecko to Indywidualność!

4 października 2014

Odkąd pamiętam, strasznie mnie drażniły niektóre słowa dorosłych, na psoty dzieci.
Sama nie raz, gryzę się w język, starając się  pamiętać, że słowo rani dogłębnie.
I nie, nie mam dzieci-aniołów. Nawet wprost przeciwnie. Bywa, że zwracam Im uwagę tak często, że ostatnią deską ratunku jest policzenie w myślach do dziesięciu, bądź wyjście na chwilę za drzwi i zaczerpnięcie głębokiego chaustu powietrza. Tak, dzieci potrafią wyprowadzić z równowagi. Wszystkie.
Oczywiście są dzieci bardziej, czy mniej psotne. Mam swoich cały wachlarz, więc obserwuję zjawisko na codzień. I tak jak Lubomir z Gają, byli niemal identyczni – tzn na placach u jednej ręki można policzyć ich złe dni, tak z pozostałą trójcą – żeby zliczyć ich mniejsze czy większe niegrzeczności, musiałabym używać kalkulatora. Tak, dzieci są różne. I w sumie to jest najpiękniejsze. Bo choć nie raz, nie dwa łapię się na myśli, jakby to łatwo było, gdyby trójca była mnie energetyczna i ‚pomysłowa’, to gdybym miała możliwość ‚zaczarowania’, na bank z możliwości bym nie skorzystała. Miałam i mam spokojne dzieci, mam też wszędobylskie i potrafiące dom roznieść w pięć minut.
I cudnie.
Odkąd chłopcy poszli do szkoły, i Antek stał się przykładem zachowania dla innych dzieci, w domu bywa, że odreagować musi. A to pokłóci się z bratem, a to zabierze coś siostrze, bywa, iż pomimo że najstarszy (z czwórcy), zachowuje się najgorzej. Staram się to zrozumieć. No, gdzieś ta zła energia zejść musi ;)
Na szczęście zdarza się to sporadycznie, i coraz rzadziej, jest nadzieja, że nie osiwieję do końca.

Wiem, że niektórym mamom łatwo rad udzielać. Tak samo łatwo krytykować inne dzieci, a co za tym idzie sposoby wychowania innych rodziców:

– moje dziecko, (na pewno!) nigdy by tak nie zrobiło!

Nie lubię tego. Myślę sobie wtedy często:

– TO Twoje, może i nie, ale nie masz pewności, czy następne już nie tak?

Bo nie zawsze dobre wzorce wystarczą. Ani czas poświęcany należycie. Owszem, można wiele wypracować, ale nie zapominajmy, że każde, absolutnie każde dziecko – to indywidualność!
Ja nigdy nie użyję zwrotu: 

-moje dziecko NIGDY czegość takiego nie zrobi!

Nie dlatego, że nie znam, czy nie ogarniam swoich dzieci.
Zwyczajnie, mogę zakładać, mogę mieć nadzieję, ale pewność? Bez przesady. W końcu to tylko dziecko. Jeszcze całe życie przed Nim, by nauczyło się zyć.
Możemy zaobserwować zjawisko, gdy jedna mama, krytykuje inną, bo takie, czy takie zachowanie Jej dziecka, nie mieści się w Jej głowie, w oparciu o swojego potomka. Nie twierdzę, że ten potomek nie jest grzeczny i ułożony.
Ależ może jest! I może faktycznie od zawsze wie, jak należy zachowywać się w grupie, w danej społeczności. Zresztą taki był zawsze Lubomir. Od początku.
Ale już Antek (wychowaywany tą samą metodą, kochany, karcony i nagradzany, w ten sam sposób), wpadek miał tysiące. I Jego zachowania niejednokrotnie byłyby na bank krytykowane. Zwłaszcza przez mamy, które dziwnie odnalazły w tym dowartościowanie siebie samej, jako matki. Bo skoro, moje dziecko jest ułożone i spokojne, znaczy wychowałam lepiej.
Tylko, że tak do końca wcale być nie musi, choć oczywiście może – nie generalizujmy.
Antek wyrósł, wydoroślał, dziś wszędzie chwalony – łobuzuje za to Franek (co niejednokrotnie opisałam), a tuż za Nim Anielka. Takie dzieci. Muszą łobuzować i już! I żadna kara, żadne upomnienia – zwyczajne przeczekanie, z chwaleniem za dobre uczynki.
Gaja – tu już bym mogła się szarogęsić i pouczać- wszak taka zaradna i samodzielna (przecież mogę ukryć fakt, że to nie aż tak bardzo dzięki mnie, a głównie przez naśladownictwo i chęć dorównaniu rodzeństwu), taka grzeczna! (eee, tam natura! to ja potrafiłam wychować! ;) itd, itp…

I choć macie się prawo ze mną nie zgodzić, zastanówcie się.
Bo może, Wasze dziecko po prostu jest inne. Nie lepsze, nie gorsze -Inne.Wyjątkowe. Indywidualne.
I choć cudownie jest się dzieckiem pochwalić (sama praktykuję z lubością), to łobuziakiem chwalić się można równie uroczo. I ananasem, który nie usiedzi w miejscu. Bo takie dziecko, owszem, okiełznać ciężej, ale zwykle jest zaradniejsze, bardziej przebojowe, bardziej otwarte.
W spokoju odnajdźmy zalety ( choćby:cierpliwość, dokładność, precyzja), ale i w motorku w pupce.

Tak jak nadmieniłam wyżej, swoje dzieci mogę podzielić na te ułożone od zawsze, i na te od ułożenia stroniące;). Czy wychowuję Je inaczej? Czy czytam inne książeczki? chwalę różnie? wyciszam na różny sposób?
Nie!
Dopuszczam jedynie do siebie to, że nie wszystko jest zależne ode mnie. Że moje dziecko, oprócz tego, że jest moje, jest również swoje. I ma swój (nie mój) charakter, i swoje (nie moje) zachowania.
Ja mogę jedynie wspierać, kochać i pracować nad tym, co chciałabym wyciszyć lub wynieść nad poziomy.

Zaczęłam notkę słowami, że drażnią mnie okrutnie, niektóre sposoby karcenia słowem u dorosłych.
Nie znoszę tekstów:

-o jaka jesteś brzydka dziewczynka!
(ależ nadal jest śliczna! brzydko się tylko zachowała!)

-nie będzie Cię mamusia kochała, jak tak będziesz robił!
(serio? to czym wytłumaczyć uczucia matek alkoholików i narkomanów?)

poczekaj, tylko powiem o tym Ojcu!
(ojciec jako straszak, brzmi dumnie?)

I jeszcze wiele, wiele podobnych. Słyszę takie ‚kwiatki’ za często. W szkole, sklepie, przychodni….
Aż chce się złapać za głowę!

Wychowujmy, ale nie tresujmy.
To ogromna różnica.

 
 
 
 
 
zdjęcia z sesji dla Dress You Up
i z prywatnego archiwum :)
 

 

Podobne wpisy

35 komentarzy

  • Reply Anonymous 4 października 2014 at 09:02

    Mistrzyni słowa!!!

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 09:56

  • Reply Aleksandra 4 października 2014 at 09:36

    Pięknie napisane! Ja zazwyczaj nie komentuje zachowań innych dzieci bo wiem że rodzicem czasem stają na głowie aby ich pociecha czegoś nie robiła i jest im z tym ciężko! Zawsze wtedy w myślach się pocieszam że mój jeszcze na to nie wpadł że można tak zrobić, ale kto wie czy kiedyś mu to do głowy nie przyjdzie? Nie wiem, więc nie komentuje. A co do strasznie na tatą to już moja ostatnia deska ratunku, jak już wykorzystałam wszystkie inne możliwości łącznie z liczeniem do 10 i zaczerpnięciem świeżego powietrza, na szczęście rzadko się to zdarza. Wiem, okropna jestem :)

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 09:56

      dokładnie Olu, ja mam tak samo. Mogę w duchu pomyśleć :” uffff….są jeszcze gorsze ancymony, od moich” ;), ale głosno krytykować nie zamierzam – wszak sama jestem mamą i wiem, że czasem by się chciało zawołać: ” nie znam tego chłopca! to nie mój syn!” :P Dzieci bywają nieprzewidywalne, ale to w Nich wspaniałe! gdybyśmy mogli wszystko przewidzieć, nie byłoby fajnych notek na blogach :D Ja Ojcem nie straszę, bo chyba ma mniej posłuchu u dzieci, niż ja – więc sensu nie zauważam :P

  • Reply Anonymous 4 października 2014 at 09:51

    Właśnie, Antoś teraz taki aniołek, a jeśli dobrze pamiętam to swego czasu zabawił się we fryzjera i Franiowi wyczarował fryzurę kilka centymetrów krótszą :)

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 09:53

      dokładnie tak! :) I to było nie najcięższe przewinięcie ;) wyrósł, zwyczajnie. Mam nadzieję, że z resztą będzie podobnie :)

  • Reply Anonymous 4 października 2014 at 10:00

    KOCHAM CIĘ DZIEWCZYNO–za Twą wnikliwą obserwację(a co za nią idzie wyciąganie wspaniałych wniosków)swych uroczych,pięknych,mądrych i bardzo kochanych dzieciaczków.Mówię całkiem poważnie ,powinnaś wydać podręcznik dla mam ,byłby tysiąc razy lepszy od niejednego podręcznika psychologicznego(nie obrażając pracy psychologów).Byłam bardzo żywym dzieckiem, bezprzerwy coś kombinowałam,ale nie byłam recydywistką, jak zabroniono czegoś jednego,zaraz wymyśliłam coś nowego, równie ekstremalnego jak poprzednia zabawa,dlatego bardzo rozumiem dzieci.Dziękuję moim inteligentnym i najukochańszym Rozdzicom ,że nikt nigdy nie gasił we mnie mojej indywidualności .Ludzie często mylą źywe dziecko z rozwydrzonym(to wielka róźnica).Mam taką samą teorię jak Ty, że żywe dzieci często są inteligentniejsze od tych siedzących grzecznie na krzesełku ,nieumorusanych i słuchających natychmiast rozkazów swych rodziców.Nauczono mnie również tego, aby nie używać za często słowa „zawsze”(moje dziecko zawsze jest grzeczne) i „nigdy”(moje dziecko nigdy by tego nie zrobiło) ,bo to guzik prawda.Na koniec uważam tak jak Ty,że trzeba obserwować dziecięce potrzeby,trzeba je rozumieć, szanować.Pamiętajmy ,że dziecko nie jest naszę własnością w sensie emocjonalnym i każde jest indywidualnością jak napisałaś w swej bardzo mądrej notce Martusiu.Sorki za ten przydługi wpis,ale musiałam ,bo podpisuję się pod tym co napisałaś”tymi ręcami i tymi palcyma”.Pozdrawiam Noneczka.

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 10:08

      No i co ja mam odpisać?:) dziękuję :* Dla takiego odbioru, aż się chce otwierać laptop i pisać :) Każdy łasy na pochwały, starym nie mija :))) a poważnie – cieszę się ogromnie, że doskonale odczytałaś moje słowa, bo wiesz, nie zawsze odbiorca przyjmie słowa nadawcy tak, jakby ten sobie to zakładał ;) Po drugie, odkryłam jeszcze jeden wniosek – Twoje komentarze (nie mam na myśli peanów, a konstrukcję, uzasadnienia) zawsze uwielbiałam czytać, zawsze są w tzw ‚punkt’. Jak napisałaś, że byłaś dzieckiem ‚na miarę’ mojej trójcy – to tylko się uśmiechnęłam na myśl o tym, na jakich mi ludzi wyrosną :P A już tak całkiem poważnie – dodałaś to, co mam w głowie, ale nie podkreśliłam- rodzice, nie hamujcie swoich żywiołowych dzieci! nie mylcie rozwydrzenia, z niepohamowaną energią. Noneczko – ja napiszę, a Ty dodasz swoje ps – ach! podpowiednik (nie lubię słowa poradnik;) idealny! :)))
      ściski!

  • Reply Anna S. 4 października 2014 at 10:51

    Dawno nie przeczytałam tak dobrego tekstu! I muszę Ci powiedzieć, że pomogłaś mi – moja 2letnia córka wiecznie musi być w ruchu, nie usiedzi w miejscu nawet 5 minut, chyba że dorwie nową zabawkę. Teraz po przeczytaniu tego tekstu, będę patrzeć na nią jako przebojowe i zaradne dziecko :) Zawsze wiedziałam, że dzieci są różne, jednak u tych spokojniejszych zawsze potrafiłam znaleźć dobrą, pozytywną stronę. Teraz zauważam te pozytywy u mojej córki. :)

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 17:25

      Aniu, właśnie takie wpisy uświadamiają mi, że powinnam dzielić się swoimi spostrzeżeniami, które nabyłam wraz z doświadczeniem matkowania. Masz żywe srebro w domu! Ja mam takich sreber trzy. Widzisz, to wygodne i proste, znaleźć pozytywy w spokojnym dziecięciu. Odszukać je w rozkrzyczanym, biegającym jak torpeda maluchu, już nieco trudniej. Dlatego dzielimy: Tamto grzeczne, to nieposłuszne. A to wcale nie takie proste:) Ja kiedyś też myślałam: kurcze, moje tylko biega i hałasuje, a sąsiada takie grzeczne….a potem zrozumiałam, że przecież wszędobylstwo i energia – to nie nieposłuszeństwo, a natura :)) I zawsze starałam się myśleć: „to nie starzec, któremu dam gazetę w rękę i usadzę w fotelu, to żywe dziecko, które poznaje, sprawdza i chłonie” – to pomaga ;))
      uściski dla Córeczki :*

  • Reply Justyna Komada 4 października 2014 at 11:13

    No i cóż tu napisać, kiedy myśli idealnie z mojej głowy wyjęte! Moja łobuzicę uwielbiam i choc nie raz do 100 musze liczyć, nie zmienilabym za nic! I jakaś spokojna jestem, ze sobie w zyciu dziewucha poradzi. Rady dawać latwo, krytykować nie wiele trudniej. Tylko po co? Masz anioła? Ciesz sie, na zdrowie! Moje diablatko tez szczescie daje ;) i jakoś ten ciężar dźwigam ;). A nóż w ramach nagrody od Gory przy kolejnym odpoczne, kto wie ;))). Głupotą jest twierdzenie „tak sie zachowuje jak mu w domu pokazują” itp. Moje dzieciaki (wychowankowie) byli przeróżne i gdybym rodzicow nie znała tak dobrze, tak blisko pewnie bym niezłe opinie o nich mogła wysmarować i co? Narobiłabym krzywdy niesprawiedliwie! Bo niejeden rodzic ułożony, spokojny, cierpliwy… A dziecię żywe srebro. I skad, jak? A tak! I juz! I chwała mu za to! Nudy nie ma ! O! A ja wszystko zniosę, ale nuda… O nie ;) ;*. Także Matulu nie zaskakując! Podpisuje sie! Matula na prezydenta ;))

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 17:18

      Jakoś mnie nie dziwi, że myślimy tak samo – przegadałyśmy swoje, nie? ;)
      O! zapomniałam dodać-TE dzieci, poradzą sobie na bank! Toż to widać od samiuśkiego początku – najpierw owijają sobie mamuśkę wokół palca (weź na ręce! mnie nie weźmiesz???!!! łeeeeeee!!!!;), a potem resztę świata. Co do stwierdzenia : ‚wyniósł z domu’, też jest nadużywane, stanowczo. Ileż to prostytutek z dobrych domów zanotowano, co? ilu księży z domów patologicznych? całe mnóstwo przykładów.
      Myślisz, że w szkole pomyśleli, że wyżeram sąsiadom z talerzy? O.o
      Ty nie możesz belfrować tu gdzieś bliżej, hę?
      :*

  • Reply MyWay 4 października 2014 at 11:39

    Achhh Kochana… tekst do wydruku i powieszenia na ścianie:) a najgorsze jest to, że sama siebie powinnam karcić,bo i mnie zdarzało się używać podobnych zwrotów..

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 17:13

      to od dziś używaj zamienników :)
      Mądra babka jesteś i wiesz, że wszystko można przetrenować ;))
      :*

  • Reply Anonymous 4 października 2014 at 15:02

    Roztacza Pani obraz macierzyństwa idealnego,nieco lukrowanego i ciut mdłego.Niewiele pisze Pani o trudnych chwilach a przecież i z takich składa się życie każdej mamy,zmagamy się z chorobami,humorkami naszych Pociech a także trudami życia codziennego…Co do indywidualności dzieci ,to nie każde złe zachowanie usprawiedliwiałabym tym pojęciem.Nie jestem matką bezkrytyczną,potrafię dostrzec wady i braki mojego synka i otwarcie mu o tym mówię,jednocześnie radząc co może zrobić by się poprawił.Czy nie miewa Pani gorszych dni i nie podnosi Pani głosu na swoje dzieci,czy nigdy nie zdarzyło się Pani powiedzieć ostrych słów krytyki w chwilach kiedy była Pani doprowadzona do ostateczności a nerwy odmawiały posłuszeństwa??

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 16:07

      Ma Pani prawo tak mnie postrzegać, jednak nie wydaje mi się, iż roztaczam przeidealizowany obraz macierzyństwa- wiele moich notek, choćby jak Pani tu nadmieniła, z okresu chorób dzieci, gdzie biegam z ‚wywieszonym językiem’ od jednego, do czwartego – daleka jest od lukru. Zgodnie z prawdą, jak padam na twarz, piszę, że padam na twarz. Parę notek wstecz pisałam o ‚występku’ synka w przedszkolu, i tam wyraźnie podkreśliłam, iż byłam bardzo zdenerwowana i reprymenda owszem, była. Myślę, iż wyrobiła sobie Pani zdanie takie a nie inne, na podstawie tej jednej notki, lub notek których jest tu najwięcej (lekkich i humorystycznych). Krzywdzące jest jednak stwierdzenie, że jestem mamą bezkrytyczną, bo wcale tak nie jest. Złe zachowania u dzieci staram się niwelować. Notka traktuje o tym, iż często rodzic nie odróżnia ekspresyjności swojego dziecka, od nieposłuszeństwa i pisząc o indywidualności dziecka, nie staram się nią wytłumaczyć złych uczynków, a podkreślić, iż ta indywidualność istnieje. Bo często wszystko włożylibyśmy w jakieś ramy. Jeśli byłoby tak, jak Pani pisze, za występek Frania w przedszkolu nie czekałaby Go kara, nie byłoby długiej rozmowy, skwitowałabym to: ‚ot, winna indywidualność’. Nawet w tej notce podkreślam, że czasem muszę wyjść z domu, by uspokoić nerwy, więc tak – miewam czasem gorsze dni, jestem człowiekiem. Głos podniosłam i owszem, szybko jednak tego żałowałam, bo jedynie spokojna rozmowa, jest w stanie wyegzekwować pożądany efekt, posłuszeństwo dziecka, ze strachu, to najgorsze co mogoby mi się przydarzyć. Na szczęście jestem na tyle opanowaną osobą (może mam farta, a może lata macierzyństwa zrobiły swoje), iż ostrych słów krytyki do dzieci nigdy nie kieruję. Krytyka nikomu nie pomoże. Ani mi, ani moim dzieciom. Jeśli Pani zdaniem przez to, moje macierzyństwo jest mdłe, niechaj dalej będzie.
      Każda z nas ma swoje słabostki. Ja również je miewam. Ale ostateczność? skołatane nerwy? przyczyną takich emocji, mogą być jedynie dzieci? Coś mi się wydaje, że żeby doświadczać takiego stanu (też w życiu doświadczyłam), potrzeba większych niepowodzeń. Wtedy faktycznie, może przy okazji oberwać się bardzej niż to konieczne dziecku, ale to już temat na inną notkę, inną rozmowę.Ja staram się chronić swoje dzieci, nawet jeśli muszę później odreagować za drzwiami domu ;)
      Oceniła mnie Pani, ja oceniać Pani nie będę. Proponowałabym jedynie, żeby o tych wadach i brakach Synka, zbyt otwarcie i zbyt często nie mówić. Są lepsze metody na poprawienie zachowania/umiejętności dziecka.
      Pozdrawiam

    • Reply Anonymous 4 października 2014 at 16:44

      Szczerze zazdroszczę tych pokładów cierpliwości i opanowania.Ja niestety czasami bywam sfrustrowana brakiem czasu dla siebie i nadmiarem obowiązków zawodowych,a może to mój choleryczny charakter…ze wszystkich sił staram się być dobrą mamą i stworzyć synkowi radosne dzieciństwo,bo przecież to jego emocjonalny posag na dalsze dorosłe życie.Nie wychowuje syna pod kloszem chroniąc go od wszelkiego zła tego świata,bo istnieje poważne ryzyko,że wrośnie mi egoista i narcyz.Pani Marto bardzo się cieszę,że nie jest Pani zamknięta na krytykę i przyjmuje ją Pani z godnością i właściwym sobie dystansem.Pozdrawiam,Anna.

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 17:05

      Pani Anno, choć w komentarzu pojawiła się krytyka, komentarz napisany został w sposób kulturalny, więc nie widzę powodu, dlaczego miałabym go źle odebrać :) Tak jak napisałam – jesteśmy różni. Każdy z nas ma prawo do swojej opinii, grunt, by pojawiła się ona w sposób nie obrażający drugiego człowieka. Rozumiem też Pani stanowisko – brak czasu dla siebie, i praca, która często wysysa człowieka (nawał obowiązków) – to wystarczające powody, by czasem poddawać się frustracji. Do tego nasze indywidualności :) czyli jedni mają bardziej, a inni mniej porywcze charaktery – to wszystko wpływa na nasze zachowania. Popieram, by nie chować dzieci pod kloszem. Dzieci staną się dorosłymi, i oby weszły w tą dorosłość przebojem, ale nie gubiąc po drodze pokory. Taka równowaga każdemu się przydaje.
      Życzę Pani, oraz sobie samej – aby nam się to udało :)

  • Reply Anonymous 4 października 2014 at 16:43

    Mam wrazenie, ze takie wnioski moze latwiej wyciagnac wielomatce po obserwacji swoich pociech. Jestem mama 3 dziewczynek. Srodkowa byla tzw. „Łatwym” dzieckiem tj. Bezproblemowym i wciaz usmiechnietym. Gdybym miala tylko ja krzywo bym patrzyla na rodzicow maluchow rzucajacych sie na ziemie i histeryzujacych lub biegnacych w prEciwna strone ni rodZice. Myslalabym, ze to wina wychowania, zasad,braku konsekwencji. Doswiadczenie mi pokazalo,wszystko zalwzy od charakteru dZiecka i jego temperamentu.

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 17:09

      oczywiście, że my mamy o wiele prościej :)
      my już wiemy, że na małego człowieka składa się dużo więcej, niż się zakłada na początku.
      Mamy w domach całe wachlarze zachowań, przy takim samym traktowaniu i wychowywaniu. Właśnie te doświadczenia, pozwalają pisać takie jak ta, notki.

  • Reply mujer 4 października 2014 at 16:51

    Cudowny tekst. Chyba go sobie wydrukuje i będę zaglądać w chwilach zwątpienia, kiedy i liczenie do 10 nie pomoże. ;-) Podziwiam i Pozdrawiam!

    • Reply ma~ 4 października 2014 at 17:27

      jak liczenie nie pomaga, wyjdź choćby jedną nogą na dwór i złap głęboki wdech ;) ja się tak resetuję. A w najcięższych momentach, czekam na ‚zmianę’, biorę kluczyki, wsiadam do auta i tyle mnie widziano ;) Po godzinie jestem jak nowa :P

  • Reply Rivulet 4 października 2014 at 18:52

    Dokładnie… Ale do takich wniosków dochodzi się przeważnie mając własne dzieci, w dodatku mając ich kilka… Jakoś mam wrażenie że w rodzinach wielodzietnych mniej miejsca na osądy, bo tu wszystko zdarzyć się może :)

  • Reply Świat według Maksa 4 października 2014 at 20:12

    Pięknie napisane :)

  • Reply Mama Pietruszki 4 października 2014 at 20:55

    Oj tak, każde dziecko jest inne. Widzę to i po swoich :).

  • Reply Sollet 4 października 2014 at 21:27

    Też nie lubię jak matka mówi: moje dziecko tego nie zrobiło, bo to nieprawda. Dzieci w zależności od środowiska, wieku, własnej wrażliwości zachowują się inaczej w domu a inaczej np. w szkole.
    A co ma powiedzieć taka karcona przez wszystkich matka dziecka np. z zespołem Aspergera albo inną odmianą autyzmu?

  • Reply Miśka 5 października 2014 at 11:59

    Mam czworo i każde inne .Dwoje pełnoletnich, więc przeżyłam już różne sytuacje.
    Podpisuję się pod Twoim wpisem obiema rękami:))
    Bączki wyglądają prześlicznie!:)))

  • Reply katarek 5 października 2014 at 17:31

    oczywiście, że każde dziecko to indywidualność…czasem niestety rodzice wychowując rodzeństwo zapomina o tym i z czystego lenistwa albo może bardziej ze zmęczenia stosują te same metody wychowawcze w stosunku do następnych dzieci…co nie jest dobre…

    • Reply ma~ 5 października 2014 at 17:40

      a to prawda, czasem nie da się tak samo np. ukarać dziecka, bo to co dla pierwszego jest karą, może być dla drugiego całkiem fajnym doświadczeniem ;)
      pomyślałam tu, o chwili w samotności – w odrębnym miejscu pokoju. Franek nie znosił, Tosio nic sobie z tego nie robił ;)

  • Reply Madeleine 5 października 2014 at 19:36

    dobra przyznaje sie czasami jak juz wysiadam strasze mężem :P a faktem jest ze kazde dziecko jest zupelnie inne…jak moje ogien i woda :)

  • Reply Magda Kus 5 października 2014 at 20:43

    Trzy ostatnie perelki to slowa ktorych zywcem zniesc nie potrafie, milosc warynkowa. Nie ganmy dzieci tylko och czyny, dzieci sie ucza zreszta jak i my cale zycie a wiedzac ze sa zle, brzydkie i niekochane bedzie im bardzo ciezko.

  • Reply Aalex BBB 6 października 2014 at 04:46

    Kończynami wszystkimi się podpisuję pod powyższym :P!!
    Raz- że każde dziecko jest inne, dwa- że pomiędzy rodzeństwem różnice charakterologiczne mogą być znaaaaczne. I już. Karcić czasem trzeba, ale o jednym należy pamiętać- by ganić nie dziecko, a jego zachowanie. Staram się mówić „zachowujesz się niegrzecznie” a nie „jesteś niegrzeczny”. W dziecięcym toku rozumowania łatwo o generalizowanie „maminych” twierdzeń (eeee tam, co się będę starał, przecież jestem niegrzeczny). Pozdrawiam serdecznie Ciebie Mądra Głowo i całą Twą Gromadkę :*
    http://niekoniecznie-perfekcyjnej-dolcevita.blogspot.com/

  • Reply moniab2 6 października 2014 at 05:35

    Uwielbiam Twoje notki, ale dawno nie czytałam czegoś tak wspaniale dobrego!!
    Tekst niesamowicie pozwala spojrzeć na siebie, dojrzeć swoje niedoskonałości- przynajmniej mnie pozwala!
    To co napisałaś trochę mnie uświadamia, że iż często zapominam, że moja Hania jest sobą, ma swój charakter i swoje zachowania. A ja?,no cóż, często o tym zapominam i próbuję chwilami zamienić ją w kogoś innego, bo wydaje mi się , że tak będzie lepiej!! Zamiast zmienić swoje postępowanie próbuję zmienić dziecko.
    Zwrotów właśnie typu ” brzydka dziewczynka” i ” bo powiem Tacie” nie używam, ale nie ukrywam jakoś krzyk i złość, pomiędzy tłumaczeniem w spokoju, jednak towarzyszy mi często. Mimo, iż próbuję się jakoś uspokoić to i tak kończy się na moim zapytaniu „dlaczego Ty jesteś taka niegrzeczna?” nie widząc przy tym swoich błędów!!

  • Reply Agata 6 października 2014 at 19:31

    Khem, khem, bije sie w piers… :) Calkiem niedawno, na ktoryms blogu opowiadalam jak kiedys, zanim jeszcze zostalam matka, obdarzalam w myslach dzieci ryczace w sklepach, uroczymi epitetami w stylu „niewychowany bachor”, a rodzicow „leniwe matoly”. ;)) Haha, a teraz sama stalam sie takim „matolem”, kiedy Niko pedzi mi przez sklep pchajac przed soba wozek sklepowy, grozi staranowaniem ludzi i pozwalaniem towaru z polek, a na probe odebrania „zabawki”, rzuca sie na ziemie, kopie i wrzeszczy. Musze to kiedys nagrac, bo obrazek godny widowiska… ;) I widze wzrok innych klientow, szczegolnie tych bez dzieci, pelen krytyki lub politowania. :)))

    • Reply ma~ 6 października 2014 at 19:34

      hahahahhaha jesteś wspaniała :D To właśnie kwintesensja wpisu – ach, jak nam się wszystko proste wydaje, nim nie staniemy z ‚problemem’ oko w oko, nie? ;))
      Niko – do boju! :D

    Leave a Reply