Dzieci, polecamy, Rodzice

ciepło lubimy, a jakże!

1 grudnia 2013

Dzieci mi się pochorowały.
Nasze plany ze zdjęciami plenerowymi w łeb wzięły.
No cóż, trzeba się uzbroić w cierpliwość….zima dopiero nadchodzi.

Dlatego w najbliższych dniach na blogu pokażemy, jak umilamy sobie ten trudny czas nie wychodzenia z domu. Będą cieplutkie, wytworzone małymi rączkami ciasteczka:) będzie notka, w której pokażę co zrewolucjonizowało nasze śniadania:) oraz nasze typy prezentowe. Poza tym wiele Tosinkowych anegdot, troszkę chwalenia się nowymi Tworami, oraz garsteczka narzekania (no przecież cały czas jesteśmy Polakami:P)
Tylko zdjęć z pleneru zabraknie.Ale, to też przebolejemy-te domowe też poprawią humory, zwłaszcza, gdy przy pieczeniu ciasteczek-biały od mąki nosek, uwiecznić się udaje;)
A i zdjęcia z sesji Anielki obiecałam pokazać!
Damy radę!
Nie czekam na zdrowie z pisaniem, wracam do blogowania, bo ostatnio konkurs położył cień na wszystko;)

Jakiś czas temu dostaliśmy do zrecenzowania gadżety, które (jak się okazało) znacznie ułatwiają życie. A dokładniej mówiąc-wypady z dziećmi. Zwłaszcza mam tu na myśli Gaję. Nie wiem, jak to jest u Was, ale mnie zwykle frustrowało to, że każdy swój wypad (czy to na zakupy, czy na długi spacer), musiałam układać „pod obiad” Małej. Szczególnie dokuczało to przy wojażach galeriowych, bo o ile starsze dzieci mogły bez problemu zjeść coś „na mieście”, to z wybredną Gają (tylko mamusine zupki smakują, innymi panna gardzi), mieliśmy nie lada problem. Ze słoiczkową Anielką robiłam tak, że słoiczek pakowałam do torby i gdy przychodziła pora Jej obiadu, prosiłam w jakimś punkcie gastronomicznym o podgrzanie jedzonka w mikrofali. Dawało radę. Tu, przy Gai-jakoś tak mi głupio prosić o zagrzanie domowej pomidorówki ze słoika na przykład:)
Ograniczało nas to sporo. Bo, albo jeździłam z Nią przed obiadem i pędem wszędzie, by wyrobić się z powrotem na czas jedzenia do domu, albo po obiedzie, a wtedy wiadomo czasu na zakupy znacznie już mniej.
Ale to już przeszłość!
O ile o istnieniu różnych termosów, kubków termicznych i podgrzewaczy do butelek z piciem wiedziałam, tak o pojemniku termicznym, w którym mogę nie tylko zabrać jedzenie dla dziecka, ale również bez problemu z niego dziecko nakarmić, już nie. A tu proszę!
Mamy mały, poręczny pojemnik termiczny, do którego pakujemy ciepłe jedzonko, buszujemy po sklepach ile wlezie, a na czas obiadku-tadam! odkręcamy wieczko i za pomocą zabranej łyżeczki, karmimy malca ulubioną kuchnią domową!:)

No, przyznam szczerze-tego mi brakowało. Miejsca zajmuje niewiele, ciepło trzyma idealnie, matka szczęśliwa-dziecko najedzone, chwała temu, kto pojemnik wymyślił.
A wiecie, kto pierwszy pojemnik przetestował?
Tylko się nie śmiać:)))
Najstarszy!!!
Zabrał sobie do szkoły wrzątek, kisiel instant i łyżeczkę, by po czterech godzinach (w tym półgodzinnym marszu przy rannej, minusowej temperaturze), delektować się parującym pysznym deserem.
Kisielożerca będzie Gai pojemnik podbierał. Ba! już tak robi.

A jaką miał radochę:)) Nie raz słyszałam, niby w żartach, ale ja swoje wiem:

-fajnie mają maluchy z tym testowaniem, sam bym chciał coś zrecenzować.
I zrecenzował. I stwierdził, że to absolutnie świetna sprawa, na takie zimne dni, jakie nadciągają. Trudno mi się z nim nie zgodzić, sama lubię posiłki „na ciepło”, więc nie zdziwiło mnie to wcale, że w tamtym dniu, drugie śniadanie jedzone w szkole, smakowało Mu bardziej.
Oczywiście (nie raz pisałam, że herbaciarz z Syna po matce), drugi produkt do testowania, przetestował tego samego dnia, zabierając sobie do szkoły gorący napar w nowiuśkim bidonie:)
Bidon sprawdził się tak samo dobrze, jak jego termiczny poprzednik, zjednał sobie sympatię Najstarszego poręcznym (a w zasadzie „poryjcznym”:) ustnikiem, a już na pewno żywym zainteresowaniem koleżanek-bo urody bidonowi odmówić nijak nie można;)

Najstarszy ocenił produkty na mocną 5. Ja ocenię, gdy tylko zabiorę zdrowe już maluchy na nasze eskapady w ich towarzystwie. Myślę, że nasza ocena będzie spójna, bo raz-to mój syn nieodrodny, a dwa-porównując ten bidon, do innych niedawno „dostaniętych”o tym samym zastosowaniu ze znanego zresztą sklepu sportowego, które oceniłam na dobrą czwórkę, syn rzekł:
-ten dłużej utrzymał temperaturę…
…no i by się zgadzało.
Te i inne cuda (szeroka gama wzorów i kolorów) dostępne: TUTAJ (widzę, że dziś mają darmową wysyłkę;)
oraz na fb https://www.facebook.com/krainaekozabawek?fref=ts
Poleca Recenzent Lubomir.
a jutro na blogu kucharzy Aniela:D

 

Podobne wpisy

11 komentarzy

  • Reply Mama Ka 1 grudnia 2013 at 21:12

    A widzisz, właśnie jestem na etapie poszukiwań termosu dla młodego :)

  • Reply nuta 1 grudnia 2013 at 21:15

    ja jeszcze nie trafiłam na dobry termos, każdy jaki mam, nie zdaje egzaminu

  • Reply Miśka 1 grudnia 2013 at 22:24

    Czekam niecierpliwie na wieści!
    Zdrówka:*

  • Reply mama pisarka 1 grudnia 2013 at 23:01

    Termosy to my mamy wypas, ale ten pojemnik! Z nieba mi spadłaś z testowaniem :) Właśnie zjechaliśmy do domu z tego Krakowa, umęczeni i w ogóle, bo oczywiście obiadek ostygł, Brunko zimnego nie chciał, jak dolałam wrzątku na stacji, to beczał, że za rzadkie. No, masakra. A zaraz przed nami dwa razy dłuższa podróż na Święta. To będzie miał obiadek :D

  • Reply ma~ 1 grudnia 2013 at 23:11

    człowiek się całe życie uczy, nie?:) ja sama ileż to razy kombinowałam z marudząco-głodnym dzieckiem. Gaja też rozcieńczonych nie tyka-też próbowałam tak „podgrzewać”. Dopiero przy piątym dziecku okazało się,że jedzenie może być zawsze ciepłe:P Tak, ten pojemnik życie ratuje:)
    Ja już nie wiem, jak bez niego funkcjonowałam.

    ps.cały dzień dziś i wczoraj o Was myślałam:*

  • Reply Mamine Skarby 2 grudnia 2013 at 08:15

    Pojemnik termiczny- rewelka!

  • Reply Anonymous 2 grudnia 2013 at 08:17

    Martuś jaki Gajka ma materacyk do łożeczka tzn.czym wypełniony? Jestem na etapie kompletowania wyprawki:)))) pościelkę zamówiłam taką jak ma Gaja z firmy mamo-tato:))))

    Pozdrawiam Agnieszka

  • Reply Martyś_Zuzia 2 grudnia 2013 at 15:32

    Świetny jest ten bidon! :) A te termiczne pojemniczki to super pomysł, nie ma problemu z podawaniem dzieciom ciepłych posiłków nawet w podróży.

  • Reply k 3 grudnia 2013 at 16:41

    Ten kubek to wypas. Ja mimo, że już stara jestem to sama się zastanawiam czy nie sprawić sobie takiego i zimą do pracy ciepłą zupkę nosić zamiast kanapek :)

  • Reply Natalijka 3 grudnia 2013 at 20:44

    ja to w podróży zawsze dawałam albo cyca, albo suchy prowiant albo zamawiałam zupę w knajpce :) ale gadżecik śliczny :)

  • Leave a Reply