Kobieta, refleksje

Aborcja w Polsce

21 września 2016

Dziś w Warszawie przed siedzibą Sejmu odbyła się manifestacja przeciwko pomysłowi wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji. W demonstracji uczestniczyło kilka tysięcy osób, powiewały transparenty z hasłami: „Moje ciało – moja sprawa”, „Piekło kobiet trwa, „Nie chcę kato – szariatu”.

Gdybym była z Warszawy pewnie byłabym wśród tych kobiet. Na znak swojego protestu umieściłam w sieci swoje zdjęcie w czarnym anturażu z hasztagiem nawiązującym do protestu. Protestujących w sieci kobiet jest wiele. Są to dziewczyny z sąsiedztwa, celebryci a także gwiazdy większego formatu. Czy to oznacza, że jesteśmy za aborcją? Że życie nienarodzonych dzieci nie ma dla nas znaczenia? Że nie ma w nas wrażliwości i nie posiadamy macierzyńskiego instynktu? Bzdura!

O ile rozumiem ochronę życia poczętego i zakazie aborcji „na żądanie”, tak kompletnie nie pojmuję dywagacji na temat CAŁKOWITEGO zakazu aborcji. Sama jestem przeciwna aborcji, jednak dopuszczam myśl, że aborcja w niektórych, skrajnie trudnych przypadkach jest po prostu mniejszym złem.

Aborcja w Polsce dozwolona jest w trzech przypadkach:

  • Ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej.
  • Badania wskazują na ciężkie i nieodwracalne upośledzenie płodu.
  • Ciąża powstała w wyniku gwałtu.

Te powyższe sytuacje są największą tragedią ciężarnej kobiety. Żadna z nas nie chciałaby znaleźć się w jednej z nich. Wystarczy pomyśleć jak byśmy się czuły mierząc się z takim bólem, jednocześnie musząc podjąć właściwą decyzję. Bo niestety nie wszystko jest czarno – białe. Każda z decyzji w takiej sytuacji niesie za sobą pasmo cierpienia i niesie ogromne ryzyko psychicznego załamania.

Ciąża stanowi zagrożenie dla życia matki

Nie będę przytaczała przykładów z sieci, posłużę się swoimi odczuciami. Dajmy na to jestem w kolejnej ciąży. Ciąży, która stanowi zagrożenie dla mojego życia. Tylko idiota myśli, że najłatwiejszą decyzją w danej chwili byłaby dla mnie aborcja. To byłaby najtrudniejsza decyzja w całym moim jestestwie, jednak wydaje mi się, że taką bym właśnie podjęła. Gdybym zdążyła przed zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej. Bo choć każdą ciążę traktowałam jako największy dar, to muszę jeszcze wziąć odpowiedzialność za życia, które powiłam. Jak mogłabym o tym zapomnieć? Jak mogłabym postawić na szalę własne życie, skoro mam do wychowania pięcioro dzieci? Jak mogłabym myśleć o tu i teraz, skoro powołując na świat dzieci, zobowiązałam się tym samym być przy nich, wspierać, wychowywać i chronić.

Myśląc o tym teraz brakuje mi oddechu, nie potrafię sobie nawet wyobrazić tego, że musiałabym stanąć twarzą w twarz z taką tragedią. Ale to się zdarza. I zamiast wesprzeć taką kobietę w tej najtrudniejszej drodze, trwają rozmowy o tym, by zakazać jej wyboru. Zmusić ją w imię miłości do nienarodzonego dziecka, by machnęła ręką na pozostałe dzieci. Ważne, że dała życie. I ważne, że to życie ochroni. Gromadka małych dzieci bez matki jest mniejszym złem, nawet gdy się je rozdzieli umieszczając w placówkach wychowawczych. A czy nie wystarczającym cierpieniem takiej kobiety jest pozostawienie jej tej decyzji? Kim jesteśmy my, by inni nam mówili jak mają żyć nasze dzieci? Kim są ci, którzy mają decydować o tym, że w imię jakiegoś rozporządzenia nasze dzieci zostaną sierotami?

Patrząc na moje małe jeszcze dzieci, wiem, że ja skorzystałabym z aborcji, gdyby miało mnie im teraz zabraknąć. I nie boję się osądów, ani posądzania o brak człowieczeństwa. Nie potrafiłabym pożegnać się z nimi za życia i przygotować ich na życie beze mnie. Wiem również, że aborcja byłaby traumą do końca życia, a ból z utraty nienarodzonego dziecka towarzyszyłby mi już zawsze. Ale to byłby mój ból, moja decyzja i moja pokuta. Nikt nie powinien w takiej sytuacji decydować za mnie.

Ciężkie i nieodwracalne uszkodzenia płodu

W tym przypadku również nie zaostrzałabym ustawy aborcyjnej. Czy prawo o decyzji urodzenia bardzo chorego dziecka, które często żyje cierpiąc nieustannie, lub umiera na rękach matki jakiś czas po porodzie powinna być w rękach kogokolwiek innego, niż jego rodzicielki? Czy ci, którzy krzyczą: ” chrońmy każde życie!” będą każdego dnia patrzyli na cierpienie takiego życia? Czy będą wstawać w nocy, spać przy łóżeczku na siedząco, rezygnować z pracy, uczyć się pracy pielęgniarek, a w końcu zaniedbywać pozostałe dzieci?

Nie oszukujmy się, ciężko chore dziecko potrzebuje opieki całodobowej. A w końcu, czy pomogą matce, która zrezygnowała z pracy, by być przy swoim ciężko chorym dziecku, a co za tym idzie nie wyrabia finansowo na jego rehabilitację? No właśnie. I nie chcę, by zabrzmiało to tak, że nie daję prawa do życia chorym dzieciom, bo to absolutna bzdura!

Chcę by zostało tak, że to kobieta weźmie na siebie ciężar decyzji o urodzeniu bardzo chorego dziecka i to ona weźmie odpowiedzialność za ten czyn. Bo krzyczeć możemy różne slogany, ważne jest, by potem nie zostawiać takich matek samym sobie, a tak najczęściej bywa. Chronimy życie nienarodzone, a od narodzonego umywamy ręce. Ma matkę, niech ta sobie radzi. Zabraliśmy jej wybór, pilnowaliśmy całe 9 miesięcy, teraz oddajemy wolność. Ważne, żeby urodziła. Nawet jeśli jej poród będzie jednocześnie pogrzebem.

Gwałt

Dziecko poczęte w wyniku gwałtu, można pokochać – grzmią zwolennicy zaostrzenia ustawy. Tak, można. Można również nigdy nie zaakceptować takiego dziecka. Dziecko rodzi się, bo jego matka jest do tego zmuszona, a potem zostaje samo. Nie ma kochającej matki, nie ma ojca.

Czytałam kiedyś artykuł o kobiecie, która urodziła córkę poczętą w wyniku gwałtu. Do dziś pamiętam, jak przejęta byłam tym, w jaki sposób o dziecku mówiła. Na nieszczęście mała podobna była do ojca. Kobieta płacząc mówiła, że nie potrafi jej kochać. Że nawet myśląc o niej, nie myśli córka, dziecko a TO. TO ma jego oczy, TO ją drażni na każdym kroku, TO przywołuje najkoszmarniejsze wspomnienia. W końcu TO jest gorsze od jej starszej córki. Pamiętam, że wtedy pomyślałam jak bardzo szkoda mi tego dziecka. Skupiłam się na małej, nie na jej matce. A każde to zimne słowo o swoim dziecku, to był krzyk tamtej kobiety. Krzyk cierpienia i niezgody na to, co się stało.

Jak można więc decydować za taką kobietę? Za kobietę odartą z godności, kobietę która być może cudem przeżyła i godzinami szoruje skórę do krwi pod prysznicem? Jak można nakazać jej kochać dziecko, które wywołuje w niej tamte wspomnienia? Jak można kazać nosić je przez 9 miesięcy i rodzić w bólu, choć przez całą ciążę nie pomyślała o nim inaczej jak TO? Kobieta odarta z godności dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy dewiant zbrukał jej ciało i drugi, gdy ktoś nakazał jej urodzić dziecko poczęte w taki sposób.

Całą sobą protestuję. Nie mieści mi się w głowie, że ktoś daje sobie prawo do decydowania o moim życiu. Że ktoś twierdzi, iż wie lepiej, co jest dla mnie dobre a co złe. Nie pojmuję jak można nakazać kobiecie urodzenie dziecka poczętego z gwałtu, czy dziecka, które umrze zaraz po narodzeniu według jakiejkolwiek idei. Jak można dodatkowo karać kobiety, które już zostały tak dotkliwie ukarane?

Zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej przyniesie ogrom niewyobrażalnych dramatów. Gwałcone dzieci będą rodzić dzieci, kobiety będą musiały nosić w sobie dzieci skazane na śmierć tuż po porodzie (o ile go przeżyją), matki będą osieracać dzieci, zmuszone do donoszenia ciąży zagrażającej ich życiu.

Zaostrzenie ustawy przyczyni się znacznie do rozwoju podziemia aborcyjnego, a takie zabiegi często kończą się fatalnie dla kobiety. Ale przecież o tej ustawie nie decydują kobiety, które miały okazję wychowywać bardzo ciężko chore dziecko, czy dziecko poczęte w wyniku gwałtu. O prawie do aborcji decyduje banda polityków. Śmiem twierdzić, że żaden z nich nie musi mierzyć się z podobną tragedią.

Podobne wpisy

11 komentarzy

  • Reply magda 21 września 2016 at 17:40

    Od kiedy jestem matką mam bardzo podobny pogląd na sprawę. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak ktokolwiek daje sobie moralne prawo do decydowania o losach rodzin które spotyka tragedia. Bo każda z tych sytuacji jest tragiczna i wiąże się zapewne z ogromnym cierpieniem i bólem jaki ktoś musi dźwigać. Bólem, który jest nie do wyobrażenia dla kogoś, kto go nie doświadczył. Nie można karać drugi raz kogoś, kto i tak ma poczucie, ze los/Bóg go skrzywdził. Państwo powinno do tych ludzi wyciągać rękę, a nie szykanować.

    • Reply Marta 22 września 2016 at 08:58

      Tak, bo w tak tragicznej sytuacji można jedynie wybrać mniejsze zło. Trzeba mieć wybór! Wybór to nie zawsze decydowanie o aborcji, wybór to wzięcie wszystkich za i przeciw. Za każdą z tych decyzji pozostanie ból i łzy. Państwo zamiast pomóc, dobije.

  • Reply Katarina 21 września 2016 at 19:16

    Mądry, mocny tekst.
    Podziwiam i szanuję za te słowa.
    Czapki z głów.

    Podejrzewam, że dupki wszelkiej maści, które teraz drą ryja za całkowitym zakazem aborcji były zgwałconą kobietą, która wie, że urodzi chore dziecko a ciąża zagraża ich zdrowiu przestałyby natychmiast tego ryja drzeć.

    • Reply Marta 22 września 2016 at 08:57

      Dziękuję :*
      Myślę dokładnie tak samo. Wtedy zmieniłby się szybko punkt widzenia.

  • Reply Nefertari 21 września 2016 at 19:27

    Nic dodać, nic ująć.
    Nie rozumiem, jak można przymuszać kobiety… W imię wielce znaczącej „ochrony życia”. A kto ochroni życie tych kobiet? Jak napisałaś – tu przestaje się liczyć człowiek narodzony, broni się w zasadzie jakiejś idei, bo dla mnie to walka ideologiczna…

    Jeśli chodzi o pierwszy przykład – dokładnie, boję się tego… W trakcie cc w styczniu tego roku dowiedziałam się, że odradzają mi większą ilość dzieci, że nie mogę zajść w kolejną ciążę. Nie z biologicznego punktu widzenia, ale medycznego – bo o mały włos nie pękła mi macica, ledwo mnie zszyli, w zasadzie szczęście, że donosiłam córkę. I ok, zabezpieczam się, staram się podejść do tego odpowiedzialnie, ale wiadomo, że czasem medycyna zawodzi, antykoncepcja zawodzi… Co wtedy? Mam leżeć w szpitalu miesiącami, z dwójką dzieci pozostawioną sama sobie, byleby donosić ciążę, którą nie wiadomo, czy donoszę? Czy mnie nie zabije? Koleżanka szwagierki miała taką sytuację: w 20-którymś miesiącu ciąży macica jej pękła, wody wylały się na organy wewnętrzne. Dziecko straciła, a sama musiała się potem rehabilitować, bo to nerka wysiadła, to wątrobę ratowali i inne takie… Nikt nie ma prawa mówić mi wówczas, co jest dla mnie i mojej rodziny najlepsze! Nie zawsze przecież taka „niechciana ciąża” jest wynikiem głupoty kobiety czy jej, powiedzmy, rozwiązłości. Całkowity zakaz to jakby stwierdzenie, że przyzwolenie na aborcję będzie jedynie zachętą, by ją masowo wykonywać. Że się kobiety rzucą na to, jak na super proste rozwiązanie. Wymiotować mi się chce, gdy słucham podobnych komentarzy… Szkoda słów po prostu… :(

    • Reply Katarina 21 września 2016 at 20:44

      *że gdyby dupki- sorry, jestem dziś zmęczona i pitolę trzy po trzy:/

      • Reply Marta 22 września 2016 at 08:53

        :*

    • Reply Marta 22 września 2016 at 08:56

      Dokładnie! Właśnie o tym napisałam w pierwszym punkcie. Nie liczysz się Ty, nie liczy się dwójka Twoich dzieci. Liczy się poczęte życie i to je masz WYŁĄCZNIE ochronić. Ciemnogród i tyle, wzięli wszystkie kobiety i wsadzili do jednego wora! Dla mnie to chore, nigdy nie zgodzę się na to, by ktokolwiek poza mną decydował o moim ciele i losach mojej rodziny.

  • Reply ewa 22 września 2016 at 08:30

    a wyobrażacie sobie taką sytuację gdy kobieta poroni a tu zamiast psychologa przychodzi prokurator i przesłuchuje ją czy aby nie przyczyniła się to tego….????????

    • Reply Marta 22 września 2016 at 08:53

      O tym nawet nie chcę myśleć! Ale tak, wzięłam pod uwagę. Jakaś masakra!

  • Reply Strajk kobiet 3 października! - TosinkowoTosinkowo 1 października 2016 at 08:20

    […] liczyć. Ochrona życia poczętego najwyższą wartością w każdej sytuacji. Opisywałam już TUTAJ jakie to mogą być dramatyczne przypadki i wyrażałam swoje zdanie, że dotychczasowa ustawa […]

  • Leave a Reply